W cichym akompaniamencie ochrypłego śmiechu i przyspieszonego oddechu Alexa zbierałam swoje porozrzucane po całym pokoju, pomięte ubrania. Popatrzyłam na niego wymownie i wróciłam do mocowania się z zaciętym suwakiem spodni. Jak burza wybiegłam z pomieszczenia, zeskakując po dwa schodki. Oddech bruneta depczącego mi piętach bruneta dawał o sobie się we znaki. Znaczy, nie tylko oddech, bo dalej byłam nieco otępiała i czułam na sobie jego palący dotyk, który jakby nie chciał mnie puścić i pozwolić mi iść. Nogi miałam cholernie słabe, uginały się pode mną niczym wata i okropnie przy tym trzęsły. Po chwili jednak musiałam wrócić na górę, bo wszystkie wykonywane przeze mnie czynności były zbyt chaotyczne i zapomniałam wziąć stamtąd swoich butów. Sprawnym ruchem poprawiłam ramiączka biustonosza i założywszy na siebie koszulkę, przejrzałam się w lustrze.
A gdy tylko zobaczyłam swoje odbicie, przeraziłam się. Wyglądałam, krótko mówiąc, bardzo źle. Makijaż rozmazał się na całej twarzy, a włosy nieestetycznie odstawały w każdym kierunku, choć i tak najgorzej było z szyją oraz dekoltem, które całe pokryte były ciemnymi, niezwykle wyrazistymi czerwono-fioletowymi śladami. Wzięłam głęboki oddech i szybko rzuciłam okiem na zegarek, jaki tkwił na moim lewym nadgarstku. Nie mogłam pokazać się im w ten sposób.
Ukatrupią mnie.
– Kurwa mać... – niekontrolowanie szepnęłam pod nosem, ponieważ panika pomału przesłaniała mi zdolność logicznego myślenia. Otworzyłam torebkę. Poza miniaturową szczotką, nie miałam tam niczego, czym mogłabym sobie w jakikolwiek sposób pomóc. Myśl, Aida, myśl... Pstryknęłam palcami. – Turner. Masz jeszcze ten stary, zbyt mały golf?
– Powinienem mieć. – powiedział po chwili zastanowienia, twierdząco kiwając głową.
– Dawaj go. – rzuciłam władczo, ponownie ściągając swój podkoszulek, co nie umknęło czujnym oczom wokalisty. Odwrócił się, a ja obserwowałam jego podrapane do krwi plecy, podczas pokonywania drogi po schodach. Mimowolnie uśmiechnęłam się cynicznie. Przeczesałam splątane włosy i pozostawiłam rozpuszczone, aby zakryć swoją posiniaczoną skórę. Istniało duże prawdopodobieństwo, że Sugar zostawiła coś do demakijażu w samochodzie, więc moje położenie nie było takie złe. Alex rzucił w moim kierunku czarnym materiałem. Natychmiast go na siebie włożyłam. Całe szczęście, przydługawe rękawy zakrywały nadgarstki, na których wykwitały już ślady po mocno zaciśniętych palcach bruneta.
– I tak jest za sporo duży. – mruknął.
– Ujdzie... Musi. Nie mam zbyt dużego pola do popisu. Chociaż może to nawet lepiej.– westchnęłam. Wciągnęłam golf do spodni, a brunet parsknął śmiechem. Wymierzyłam w jego kierunku palec wskazujący, przybierając na twarz najgroźniejszą minę, na jaką wtedy było mnie stać, więc uniósł ręce w geście kapitulacji. I tak po cichu się ze mnie śmiał, a ja miałam ochotę jeszcze uderzyć go na pożegnanie. Wyglądałam dość niechlujnie, ale zawsze mogło być gorzej. Najwyżej zgonię na rock and roll. Mocniej spięłam spodnie paskiem, cały czas usiłując sprawić, abym wyglądała trochę lepiej. Poirytowana jego naigrywaniem się, rzuciłam w niego zwiniętą koszulką, którą niestety złapał. Miał szczęście, że ja byłam spóźniona, a on... No dobrze, całkiem urodziwy.
– Czym tym się stresujesz, Malvoe?
– Alexander, nie wypowiadaj się w tym temacie, bo spóźniasz się wszędzie, gdzie można i masz na to wywalone. – sarknęłam, a użycie jego pełnego imienia sprawiło, że niespokojnie przestąpił z nogi na nogę.
– Hiperbolizujesz.
– Nie rozśmieszaj mnie. – prychnęłam wyniośle. – Southampton. Wszyscy czekają gotowi pod busem, tylko ty jesteś jeszcze w łóżku i oglądasz, jak na dorosłego przystało, Danger Mouse.
CZYTASZ
Electricity || Arctic Monkeys
Fiksi PenggemarI można powiedzieć, że była to jeden z wielu sytuacji, gdy chciałam zatrzymać czas. Podziwiałam nierówną, lecz piękną teksturę jego skóry, która załamywała się przy lekko zmarszczonych brwiach. Podziwiałam rzęsy, które w obliczu ciepłego światła rzu...
