•12•

803 100 23
                                        

Cześć! Kolejna rzecz ode mnie i od vamantra! Enjoy!

---

Po niedługim przygotowaniu nowego mieszkania dla rybki, które de facto było już dawno gotowe, położył się do łóżka, zmęczony całym dniem. Długo nie mógł zasnąć - nakładające się na siebie problemy przyprawiały go o bezsenność, a puste już opakowanie leków nasennych przypominało mu, że jest w nieciekawej sytuacji. Wiele godzin kręcenia się w pościeli w końcu przerodziło się w lekki sen.

Złotooki był pewny, że gdyby mógł rozwalić telefon jednym ruchem ręki, zrobiłby to bez namysłu. Ktoś agresywnie próbował się do niego dodzwonić, budząc go przy tym z kilkugodzinnego snu. Początkowo ignorował irytującą melodię, potem wcisnął twarz w poduszkę, by na samym końcu warknąć i otworzyć zaspane oczy. Był pewny, że jego krótkie chwile odpoczynku właśnie minęły i osoba po drugiej stronie nie podda się tak łatwo. Kilkanaście nieodebranych telefonów nie odstraszyło tego człowieka. Odebrał.

- Erwin?! - usłyszał po drugiej stronie głos, który nie brzmiał, jakby przemawiał nim człowiek, ale same jego emocje. - Wyjdź przed dom, weź broń i torbę z trotylem, całą. Masz trzy minuty, przeskocz przez ogrodzenie, czekam na drodze od północnej strony. Pośpiesz się i nie zadawaj pytań. Nie mogę rozmawiać, czekam, pa!

Krzyczał do słuchawki, a jego głos wydawał się zdarty, przynajmniej bardzo zachrypnięty. Zupełnie, jakby mężczyzna zdzierał sobie gardło przez wiele godzin, krzycząc w nocnym klubie, albo wprost przeciwnie - jakby wstał dopiero, po kilkunastu godzinach twardego, spokojnego snu i chrapania.

Rozejrzał się po mieszkaniu, szukając przedmiotów, o których mówił ciemnooki. Nie do końca rozumiał skąd ten człowiek wiedział co trzymał w mieszkaniu, ale w tym momencie nie myślał o tym. Gregory brzmiał, jakby się czegoś obawiał i Erwin nie miał zamiaru kwestionować żadnych jego słów. Ostatni raz spojrzał na pomieszczenie, w którym trzymał swoje dosyć nielegalne rzeczy. Nic już tam nie zostało, mieszkanie było czyste.

Wybiegł z apartamentowca, zamykając za sobą drzwi. Przeczucie mówiło mu, że za niedługo może wydarzyć się coś niebezpiecznego i był to jeden z niewielu razy, gdy postanowił się kogoś posłuchać w stu procentach. Przeskoczył przez ogrodzenie i rozejrzał się. Kątem oka zauważył swojego kochanka.

Gregory machał do niego zza kierownicy Tyranta, białego, lśniącego czystością i zdobionego elektrycznie niebieskimi naklejkami auta, niechybnie najbardziej zadbanego pojazdu w tym mieście. Nigdy nie było na nim ani jednej ryski. Właściciel, Lucas Iverson, każdą wolną chwilę spędzał to poprawiając, to reperując, to podkręcając jego wnętrze i zdolności. Właściwie, Tyrant traktowany był lepiej niż niejedna kobieta, nawet ta, wobec której kochanek z uwielbieniem używał wielkich i poetyckich słów. Erwin nie wątpił, że Lucas nie pożyczył samochodu Gregoremu. Nie wątpił też, że muszą mieć poważne kłopoty, skoro ciemnooki mężczyzna twarz ma zakrytą bandaną, a on sam coraz wyraźniej słyszy dźwięk pracującego rotora helikoptera. Nie obejrzał się. Nie musiał spoglądać, by wiedzieć, że helikopter zdobią policyjne naklejki. Wystarczyło wycie syren, by już to wiedział.

Złotooki rzadko był tak szybki. Na co dzień nie biegał, chociaż zdarzało mu się chodzić na siłownię, by nie czuć się gorzej niż zazwyczaj. Teraz wsiadając na miejsce pasażera nie przejmował się głośnym oddechem i ciężką torbą leżącą na jego kolanach. Spojrzał pytająco na szatyna, który zaciskał pięści na kierownicy, odjeżdżając z piskiem opon.

- Możesz mi wyjaśnić, co się właśnie odjebało?

- Pisicela szuka kija do dupy, nic nowego, w skrócie mówiąc. - Mężczyzna odjechał czym prędzej, a jednak spokojnie i przepisowo, by nie rzucać się w oczy. Po jego ruchach dało się poznać z łatwością, że gotowy jest docisnąć gaz do podłogi i natychmiast rozpocząć ucieczkę, choćby i przez skok z autostrady. - Byłeś pastorem? To módl się teraz, żeby nie zauważyli, że suspect spierdolił im krzakami.

Fée Verte || MorwinOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz