Rozdział 9

89 14 0
                                        

Peter nie spodziewał się, że z samego rana obudzi go rozdzierający krzyk Dicka. Usiadł gwałtownie i wyskoczył z łóżka. Był boso, więc natychmiast poczuł chłód drewnianej, lakierowanej podłogi. W domu podłoga była cieplejsza. Wiedział, że to przez ogrzewanie podłogowe, ale wciąż lubił to uczucie. Może już nigdy go nie poczuje?

Zbiegł na dół i zobaczył Gara, wyprowadzającego Livy z jednego z mniejszych salonów.

- Co się stało? - zapytał zaniepokojony.

- Dick został ranny. - odpowiedział. - Conner i Rachel go poskładają, do tego czasu chwilę sobie pocierpi. W każdym razie dzisiaj nie wychodzi z domu.

- Co się stało? - powtórzył, marszcząc brwi.

Gar zaczekał z odpowiedzią. Popchnął Livy w stronę schodów i wyszeptał jej do ucha kilka słów. Peter zmarszczył brwi, czekając, aż mu wszystko wyjaśni.

- Interweniowaliśmy w sprawie przemocy domowej. - powiedział półgłosem, ale na tyle głośno, żeby osoba stająca metr od niego spokojnie mógł zrozumieć co mówi. - Conner odciągnął napastnika, a Dick sprawdzał, czy z kobietą jest wszystko w porządku. Nie wiem kiedy, ale wyciągnął broń. Zdążył strzelić raz. Conner nie zdążył zareagować, a Dick osłonił ją własnym ciałem. Do przyjazdu policji udawał, że wszystko gra.

- A gdzie wtedy byłeś? - zapytał, zauważając że Gar nic nie powiedział o swojej roli w tych wydarzeniach. Starał się nie zabrzmieć oskarżycielsko.

- Czekałem aż wrócą. Dick wie, że nie lubię widoku maltretowanych, więc mi na to pozwala. - wyjaśnił, krzyżując ramiona na piersi.

Peter westchnął i odszedł na kilka kroków. Położył sobie dłoń na czole i przeczesał włosy palcami. Przemoc domowa. Nigdy tego nie lubił, ale i tak musiał to wszystko oglądać.

- Myślisz, że ja lubię? - wymamrotał, zanim zdołał się powstrzymać.

- Co masz na myśli? - Gar zmarszczył brwi i spojrzał na niego z ciekawością.

- Mam sieci, więc mogę takiego łatwo unieszkodliwić. - odpowiedział, kładąc dłonie na biodrach. - Kobiety panikują, więc staram się je uspokoić.

- Trafiłeś na faceta maltretowanego przez kobietę? - zapytał.

- Raz. - wzruszył ramionami. - Byłem głównym świadkiem w sprawie. Jako Spider-Man, nie Peter Parker. Mój adopcyjny ojciec zapłacił za prawników. Wywalczyli zakaz zbliżania się.

Gar zagryzł wargę i pokręcił głową. Musiał to sobie przemyśleć i Peter nie widział w tym nic dziwnego. Już dawno zauważył, że emocjonalnie był bardzo wrażliwy.

- Można do tego przywyknąć? - zapytał znacznie ciszej, niż się spodziewał.

- Nigdy. - pokręcił głową.


Peter odepchnął się od ściany, kiedy Conner wyszedł z salonu, niosąc miskę z zakrwawionymi bandażami i gazami. Rachel nadal była w środku, a Gar stał obok niego trzymając naręcze ubrań Dicka, które będzie mógł włożyć jak tylko się umyje i zabezpieczy wszystko, czego Rachel nie będzie mogła uzdrowić. Wydawało mu się to niespotykane. Dopóki nie zamieszkał w Kwaterze Głównej i zostawał ranny, po prostu przyczajał się gdzieś, żeby dojść do siebie. Potem mógł normalnie wracać, bo wiedział, że jeśli będzie na tyle źle, że będzie potrzebny lekarz, Doktor Cho załatwiała wszystko. Nigdy nie chodził do kogoś, kto mógłby to załatwić czarami. Tak na marginesie i tak nigdy by na to nie pozwolił. Z prostego powodu, Ta część nie była dla niego naturalna, więc i tak musiałby poczekać, aż jego samoleczenie wykona całą pracę.

Witamy w Gotham || DC Titans on Max & MCU CrossoverOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz