Po siedemnaste: Byli blisko
Pod koniec ciepłych sierpniowych dni Izak rzucił pomysłem z wycieczką rowerową. Na początku Amarylis wzbraniał się i przyrzekał, że on absolutnie nie wsiądzie na rower, bo nie cierpi jeździć i w ogóle nie jeździł od wieku dziesięciu lat, nie mówiąc już o tym, że nie ma roweru, ale ostatecznie i tak wylądował w garażu Izaka, gdzie czekał na niego gotowy do podróży rower jego mamy. Był czerwony, więc musiał być szybki.
- Mamy naleśniki od mojej starej - pochwalił się Izak, wskazując na swój plecak.
- Jakiej starej?! Wiesz, ile lat miałam, jak cię urodziłam? - prychnęła „stara", przechodząc tuż obok.
- Jesteś starsza ode mnie, to wystarcza! - zawołał za nią.
- Na Amarylisa też tak mówisz? - odkrzyknęła, lecz po tym naprawdę opuściła już garaż.
- Stary, no jasne! - szturchnął go w ramię jak prawdziwy kumpel. Tamten próbował powstrzymać śmiech. Nie mieli może żadnych głupich zdrobnień dla siebie nawzajem, ale także nie robili z siebie ziomków z osiedla. Chociaż przyjaźnili się, temu nie sposób zaprzeczyć. Lecz poza przyjaźnią łączyło ich jeszcze jedno.
Wsiedli na rowery i pojechali. Tak po prostu. Amarylis nie miał pojęcia, gdzie jadą, ale stwierdził, że Izak zaplanował jakąś trasę. Już po paru minutach zaczęły go boleć pośladki od twardego siodełka. Przypomniał sobie, dlaczego nie jeździł zwykle na rowerze. Wjechali do lasu, a tam napadły ich komary i inne lgnące do spoconego ciała stworzenia. Było duszno i okropnie.
- Już pamiętam, dlaczego nie lubię rowerów - wysapał Amarylis, kiedy przeprawiali się przez wyłożoną na środku drogi kłodę. Nikt nie usuwał przewalonych drzew, ani zarośli, które przez lata wtargnęły na ścieżkę.
- Już pamiętam, czemu je uwielbiam! - odpowiedział na to i na chwilę odwrócił się twarzą do bruneta. Na jego policzku pojawiło się zadrapanie. Niewielkie, jednak wystarczające, by sączyła się z niego krew.
- Jesteś dzikusem - odmruknął i kontynuował przeprawę.
Jechali jeszcze parę minut i zatrzymali się, ponieważ zobaczyli jakąś budowlę wśród drzew. Waliła się i porastał ją bluszcz. Było to tylko kilka dziurawych ścian i jeszcze bardziej dziurawy sufit. Wszystko z betonu. Można było wyjść na piętro, jeśli nie bało się upadku w wyniku nieostrożności. Łatwo było tu sobie zrobić krzywdę.
- Umieram - stwierdził Amarylis, przysiadając na schodku. Odchylił się do tyłu, wyrównując oddech.
- Resuscytować cię?
Amarylis momentalnie na niego spojrzał, zszokowany, że coś takiego w ogóle opuściło jego usta.
- Czy to był tekst na podryw? O Bożeee... - westchnął śmiejąc się po cichu. W rzeczywistości czuł się przez to trochę skrępowany i próbował to ukryć, jednak rumieńce na policzkach go zdradziły.
- To tylko propozycja - dopowiedział, a jego słowa odbiły się echem wśród pustych ścian. Usiadł obok niego. Odczekał jeszcze kilka sekund, a powietrze robiło się między nimi tylko cięższe. W końcu dodał: - Nieważne.
Amarylis prawie się trząsł ze stresu. Od dawna chciał zapytać i wyjaśnić, co właściwie między nimi jest. To znaczy wiedział to, ale nigdy nie zostało to powiedziane na głos. Lubili się... i co? Poza tym od dłuższego czasu nie zdarzyło im się całować, i nie bez przyczyny. Unikali takiego rodzaju zbliżenia, bo oznaczało to, że wykładają wszystkie swoje karty na stół. I z jakiegoś powodu istniał w nich wielki lęk, że ten drugi tego nie zaakceptuje i wcale się to mu nie spodoba. Ale prawdopodobnie najbardziej bali się własnego upokorzenia. Żaden nie chciał wyjść na tego, który bardziej drugiego lubi. To by było niedyplomatyczne, prawda?
CZYTASZ
Iskra | BL
RomanceNienawiść jest wysiłkiem, a Amarylis miał ciekawsze rzeczy do roboty niż nienawidzenie swojego prześladowcy. Nie zamierzał zniżać się do jego poziomu. Izakowi było wszystko jedno kogo udupi - musiał tylko zaznaczyć dominację i zdobyć respekt rówieśn...
