Obawiali się

2.1K 164 92
                                        

Po dwunaste: Obawiali się

Słońce grzało naprawdę mocno w dzień zakończenia roku szkolnego. Uczniowie znów zalęgli się w szkołach w celu odebrania świadectw i tylko to się dla nich liczyło. Głupi niebieski papierek, a potem wolność na dwa miesiące. Trochę dołujące, że na tym polega życie przyszłości tego narodu, ale cóż, nie jest to zbyt istotne dla tej historii, bowiem Izak i Amarylis zdali klasę i wyłącznie to jest tu istotne.

Przyszli do szkoły obaj i wiele razy się mijali, nawet zerkali na siebie, ale panowało między nimi wyczuwalne napięcie i żaden z nich nie chciał odezwać się pierwszy, bo „co jeśli...". w ich głowach nie powstało nawet żadne zakończenie tego zdania, ale i tak kręciły się wokół nich obawy, że źle zrozumieli sytuację.

A co tam było do rozumienia? N i c. Ale wiecie, zakochani ludzie tak mają... W końcu nie mogli uchronić się przed tym, że zwyczajnie ich do siebie ciągnęło i nieświadomie Amarylis poczekał na Izaka przed szkołą. Siedział na murku i wpatrywał się w tańczące na wietrze liście lipy.

Izakowi serce zabiło mocniej, gdy zobaczył znajomą sylwetkę osoby, od której od rana uciekał, a jednocześnie ją gonił. Wpatrywał się pół minuty w tył głowy chłopaka zanim zrobił krok na przód, jednak znów tylko jeden. Zauważył, że włosy zaczęły Amarylisowi odrastać. Były już na tyle długie, by zacząć się lekko kręcić. Amaryl nie przypominał jeszcze w żaden sposób tamtego ekscentrycznego nerda, którego poznał w pierwszej klasie, ani tego, którego dręczył jeszcze miesiące temu. Właściwie zdawał się teraz zupełnie inny. Patrzył łagodniejszym wzrokiem, częściej się uśmiechał i nie odgradzał się od świata aż tak grubym murem jak poprzednio. Poza tym Izak odkrył, że Amarylis jest człowiekiem. To istotnie niesamowita wiadomość, lecz na obronę Izaka, wcale nie było to tak oczywiste, kiedy pewien konkretny ktoś utrzymywał cały czas kamienną twarz i zachowywał się nielogicznie, tworząc najpewniej chytre plany w samotności.

A teraz znał Amarylisa. Wszedł do jego świata. Skłamałby mówiąc, że nie jest z tego dumny.

- Hej - przywitał się. To bardzo dziwne. Czy oni się kiedykolwiek naprawdę witali?

Przysiadł tuż obok z lekkim uśmiechem. Ubrał dziś podarte dżinsy i białą koszulę. W połowie był na galowo, to już coś. Teraz na głowę naciągnął czapkę z daszkiem, więc nie musiał mrużyć oczu, gdy patrzył na Amarylisa. Ten uprzednio czytał jakąś książkę, którą właśnie odłożył do torby i powoli zwrócił się ku przybyłemu. Dostrzegł w nim więcej przyjazności niż kiedykolwiek, kiedy tak nachylał się ku niemu w ostrym słońcu z promiennym uśmiechem.

Nie potrafił wytrzymać takiej ilości szczęścia, więc szybkim ruchem pociągnął za daszek czapki i zsunął ją Izakowi na oczy.

- Ej!

Żeby się odgryźć pociągnął go za kołnierz, lecz nie spodziewał się, że Amarylis tak łatwo się podda. Niespodziewanie znaleźli się bardzo blisko siebie, ze zdziwieniem wpatrując się sobie w oczy.

- Co za imbecyl - szepnął Amarylis i tym razem potrącił daszek od dołu, tak też czapka poleciała gdzieś w tył, spadając z izakowej głowy.

- No wiesz co... - obruszył się i podniósł czapkę, już jej nie zakładając. Nie wiadomo, co Amarylis jeszcze by wymyślił. Czapki były niebezpieczne. - Czekałeś na mnie? - rzucił po chwili wpatrywania się w profil przyjaciela.

- Skąd - odrzekł płynnie i wstał. - Chodźmy.

Twarz Izaka rozświetlił uśmiech. Naciągnął czapkę na głowę, zapominając już o żartach kolegi i podążył za nim.

- To gdzie idziemy? - dopytywał wesoło, wisząc mu nad ramieniem.

Ten drugi nie wydawał się z tego powodu uradowany, a może tylko ukrywał ekscytację.

Iskra | BLOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz