Alice patrzyła na Aileen Nightingale, czując, jakby czas na chwilę stanął w miejscu. Dziewczyna, której poszukiwały, właśnie stała przed nimi, a jej obecność była jak uderzenie pioruna. Srebrzyste włosy Aileen lśniły w świetle, a jej pewność siebie wręcz elektryzowała powietrze. Alice wiedziała, że nie może stracić tej okazji.
— Jesteś Aileen Nightingale? — powtórzyła, starając się opanować nagły przypływ adrenaliny.
— Zgadza się — odpowiedziała Aileen, przyglądając się Alice z ciekawością. — A wy? Nie kojarzę was, a Hogwart nie jest aż tak dużym miejscem, bym mogła przegapić nowe twarze.
Alice zorientowała się, że ich kłamstwo o byciu Krukonkami mogło nie wytrzymać konfrontacji z rzeczywistością. Musiały działać ostrożnie.
— Jesteśmy... przeniesione z innej szkoły — zaczęła powoli, zerkając na Sapphire, która wciąż wyglądała na rozkojarzoną. — Przyszłyśmy tu na specjalne zlecenie... badać historię Hogwartu i jego wyjątkowych uczniów.
Aileen zmrużyła oczy, nie spuszczając wzroku z Alice. Widać było, że dziewczyna nie tak łatwo uwierzy w każde słowo.
— Historia Hogwartu? Cóż, to na pewno fascynujące. Ale nie sądzę, byście szukały mnie z tego powodu — odparła Aileen, krzyżując ręce na piersi. — Co tak naprawdę was tu sprowadza?
Alice przez chwilę zawahała się. Przed nią stała wyjątkowa czarownica, która odegrała kluczową rolę w powstrzymaniu buntu goblinów, a zarazem tajemnicza osoba o nieodgadnionych zamiarach. Musiały szybko zdobyć jej zaufanie.
— Szukamy pewnych odpowiedzi — zaczęła, starając się brzmieć jak najbardziej przekonująco. — O Koryfeuszu Vundomhive, o starożytnej magii... Przybywamy z przyszłości, w której ten czarnoksiężnik zagraża naszemu światu, od portretu dyrektora Blacka wiemy, że w tych czasach istniały dwie czarownice o starożytnej magii, które z nim walczyły.
— Popatrz, a jednak Black potrafi być pomocy — parsknął chłopak obok Aileen. — Minął zaledwie miesiąc od pokonania bydlaka, a już straszy w przyszłości.
Aileen zmrużyła oczy, wyraźnie zaintrygowana słowami Alice. Jej towarzysz parsknął śmiechem, ale dziewczyna nie spuszczała wzroku z Alice, analizując każde jej słowo. Po chwili wzięła głęboki oddech, jakby oceniając, czy mogą im zaufać.
— Koryfeusz Vundomhive? — powtórzyła cicho, jej głos zabarwił się cieniem wspomnienia. — To imię nie pada tutaj często, choć powinno. Wiesz, z kim masz do czynienia. Jeśli przybywacie z przyszłości, to musieliście już zrozumieć, że walka z nim to nie jest coś, co można zakończyć w jednym starciu.
Chłopak obok niej oparł się nonszalancko o mur, krzyżując ramiona na piersi, ale jego oczy pozostały uważne.
— W naszych czasach wiemy już, że Koryfeusz Vundomhive nosi także imię Twórcy Śmierci, bo stworzył trzy Zaklęcia Niewybaczalne, więziono go w Azkabanie, który dla niego wybudowano, ale uciekł, by szerzyć zło, walczył z wami, a teraz znowu wrócił. Nie pokonaliście go?
— Wydaje się, że myślisz, że znamy każdą odpowiedź na wasze pytania. Prawda jest taka, że z Koryfeuszem walczyliśmy z Aileen wspólnie, ale ta walka miała swoją cenę — powiedział, a jego głos nabrał nieco poważniejszego tonu. — Coś w nim jest innego, coś, co wykracza poza zwykłą czarną magię.
Aileen przytaknęła, ale wciąż wpatrywała się w Alice, jakby próbując coś z niej wyczytać. Alice bardzo chciała wiedzieć, jakim cudem Koryfeusz został pokonany w tych czasach, że i tak wrócił w ich. Ślizgonka przykucnęła przy Sapphire, przykładając różdżkę do jej piersi. Wokół nich zatańczyło białe światło, a gdy zgasło oczy Trevelyan znów wydawały się przytomne. Kobieta wyprostowała się zdezorientowana, jakby zapomniała, gdzie się znajduje.
CZYTASZ
Imperius
FanfictionTRYLOGIA ZAKLĘĆ NIEWYBACZALNYCH - TOM III Alice, Eris i Sapphire zwalczyły swoje demony przeszłości, ale najtrudniejsze zadanie dopiero przed nimi. Ani Gellert Grindelwald ani Lord Voldemort nie stanowią już zagrożenia, ale zarówno świat magii jak i...
