Alice dawno nie korzystała ze świstoklików, prawie zapomniała, jakie to uczucie. Może nie czuła się rozrywana od środka, jak przy aportacji, ale wciąż nie potrafiła przekonać się do tego sposobu podróżowania. Wolała miotłę, gdzie sama miała kontrolę nad kierunkiem i tempem. Teraz jednak nie miała wyboru. Ich czwórka wylądowała na żwirowanej ścieżce, a chrzęst drobnych kamieni pod butami odbił się echem w jej uszach. Rozejrzała się uważnie, starając się zapamiętać otoczenie. Świstoklik, który otrzymali od pani Eris Trevelyan, przeniósł ich w miejsce zupełnie jej nieznane, choć reszta wyglądała, jakby doskonale wiedziała, gdzie wylądowali.
Harry Potter i Thomas Forbes jako pierwsi ruszyli przed siebie, nie tracąc czasu na oglądanie się za siebie.
— To tutaj — powiedział Harry pewnym tonem, wyciągając różdżkę. — Revelio.
Zaklęcie wystrzeliło z końca różdżki w złotym blasku, który rozpłynął się w powietrzu. Harry zmarszczył brwi, ale szybko się rozluźnił.
— W porządku, nie ma mugoli. Możemy działać.
Alice poczuła ulgę, ale i lekkie ukłucie niepokoju. Miejsce, w którym się znaleźli, było ciche, niemal zbyt ciche jak na okolicę, która powinna być historycznym punktem pełnym turystów. Golgota — miejsce święte, symboliczne. Powinna być tu choć garstka ludzi, pielgrzymów, przechodniów. Pustka wydawała jej się podejrzana, ale nie miała czasu, by zgłębiać to uczucie. Magia działała tu bez problemu, a to już było coś. Wspomnienia odwiedzanych wcześniej światów, gdzie rzucenie najprostszego zaklęcia było niemożliwe, wciąż pozostawały świeże.
Tuż obok niej stanął Draco Malfoy. Jego dłoń musnęła jej palce, po czym pewnie zacisnęła się wokół jej ręki. Był to gest, który przypominał jej, że nie jest sama. Draco był tutaj. Obok niej. Wbrew wszystkiemu. Ale czy tak by zostało, gdyby wiedział, co naprawdę stało się z jego ojcem? Alice nie chciała teraz o tym myśleć. Jeszcze nie.
— Czego my właściwie szukamy? — odezwał się Forbes, kopiąc większy kamień, który poturlał się po ścieżce. — Tam są te trzy krzyże... A my mamy znaleźć chyba jakąś jaskinię, czy tak?
Harry spojrzał na niego przelotnie, po czym znów zerknął na różdżkę, jakby oczekiwał, że sama wskaże mu drogę. Alice również spojrzała w stronę wzgórza. Trzy krzyże były tam, na swoim miejscu, tak jak widziała na mugolskich obrazach i w podręcznikach. Ale czego mieli szukać? Jaskini? Podziemi? Zaginionych artefaktów?
— To nie takie proste — odparł Harry, patrząc gdzieś poza horyzont. — Nie mamy dokładnych wskazówek. Ale coś w tym miejscu musi nawiązywać do Koryfeusza. Po co ktoś taki, kto raczej nie jest zbytnio religijny, trzymałby tak starą książkę i to w dodatku Biblię?
— Może lubi zbierać stare tomiszcza — prychnął Draco. — Dogadałby się z Granger.
Harry zerknął na niego kątem oka, ale nie odpowiedział. Alice nie mogła powstrzymać się od krótkiego parsknięcia. Cokolwiek by nie mówić o Draco, jego kąśliwe uwagi często pomagały rozładować napięcie, nawet jeśli były całkowicie nie na miejscu.
— To nie takie głupie, jak brzmi — odezwała się, zanim Harry zdążył zareagować. — Nie Biblia jest tu ważna, tylko to, co mogło być w niej ukryte. Może notatki, może wskazówki... A może ktoś coś w niej zostawił celowo. Koryfeusz był manipulantem, nie kolekcjonerem. Jeśli miał Biblię, to nie z powodu wiary.
— Więc mamy szukać czego? Ukrytego przekazu? Tajemnej krypty? — dopytał Forbes, opierając się na swojej różdżce. — Nie powiem, to brzmi jak wyjęte z taniego kryminału.
— Tak, ale różnica polega na tym, że my jesteśmy w środku tej opowieści — zauważył Harry, odwracając się do reszty. — I jeśli Koryfeusz faktycznie coś tu ukrył, to możemy założyć, że postarał się, by nie było to łatwe do znalezienia.
CZYTASZ
Imperius
Hayran KurguTRYLOGIA ZAKLĘĆ NIEWYBACZALNYCH - TOM III Alice, Eris i Sapphire zwalczyły swoje demony przeszłości, ale najtrudniejsze zadanie dopiero przed nimi. Ani Gellert Grindelwald ani Lord Voldemort nie stanowią już zagrożenia, ale zarówno świat magii jak i...
