Pokój Życzeń był wyjątkowym miejscem. Zawsze ukazywał ludziom to, czego najbardziej potrzebowali. Mogli się tam samotnie zaszyć we własnych myślach z dala od wścibskich oczu. Pierwotny wygląd Pokoju Życzeń przypominał zagracony magazyn. Przynajmniej tak wyglądał jeszcze kilka miesięcy temu. Niestety w trakcie bitwy o Hogwart, ogniste zaklęcie spaliło niemal wszystko na popiół. A jednak kilka starych szaf i przedmiotów (być może zaklętych) uniknęło całkowitego zniszczenia. W tym bałaganie trzy czarownice uparcie szukały tajemniczego artefaktu, o którym wspomniała Sapphire.
— W ogóle jak ten relikt wygląda? — zapytała Alice, zatrzymując wzrok na szafce zniknięć, którą kiedyś Draco wpuścił śmierciożerców do szkoły.
— Nikt tego nie wie! — odkrzyknęła jej Sapphire w drugim kącie pokoju. — Nikt nigdy go nie widział na oczy, w książkach tego również nie znajdziesz.
— To skąd mamy wiedzieć, czego w ogóle szukać? — sapnęła Gryfonka, odwracając się w stronę czerwonowłosej kobiety. — Możliwe, że tego od dawna tu nie ma. Albo zniszczył pożar.
— Takie artefakty są niezniszczalne. Twórcy dbają o takie szczegóły — tłumaczyła dalej kobieta.
Jedynie Eris stała w miejscu z założonymi rękoma. Przeczytała w życiu masę ksiąg, również te w innych językach i dialektach, a jednak nigdy nie natrafiła na chociażby wzmiankę o czymś tak wyjątkowym. O Zmieniaczach Czasu znalazła masę informacji, wiele utajnionych, ale o czymś takim jak podróże między czasem i przestrzenią? Między różnymi wymiarami? Na pewno ktoś by już tego szukał i wykorzystał. Jak twórca tego mógł tak skrzętnie ukryć coś tak niezwykłego.
— Tego na pewno tu już nie ma — rzuciła Hastings, zwracając na siebie uwagę. — Jeżeli coś takiego by istniało Grindelwald albo Voldemort albo jeszcze ktoś inny już dawno by spróbował to odnaleźć.
Sapphire zostawiła w spokoju osmoloną skrzynkę na biżuterię, podchodząc bliżej swej potomkini. Alice również się im przyglądała.
— Nie wiedzieli o jego istnieniu — zapewniała.
— To skąd ty o nim wiesz? W żadnej księdze nie było takiego reliktu!
Sapphire westchnęła, zdając sobie sprawę, że przegrała i nie ma sposobu, by ukrywać dalej prawdę. Rozejrzała się po pokoju raz jeszcze, jakby to, czego szukała miało leżeć gdzieś na wierzchu.
— Stąd wiem, że... To ja go stworzyłam — powiedziała cicho, spuszczając wzrok na swoje buty. Słyszała jak Alice i Eris wciągają gwałtownie powietrze, w ogóle nie przygotowane na takie wieści. — Stworzyłam go za czasów mojej edukacji w Hogwarcie, zanim musiałam z niej odejść. W oparciu o łamigłówki Merlina i wiele zapisków starszych czarodziejów z całego świata, których imion nikt już nie pamiętał, stworzyłam go. Miał mi pomóc znaleźć lek na moje serce. Kiedy choroba zaczęła pozbawiać mnie sił, a magomedycy poddali się, zaczęłam szukać lekarstwa w innych światach.
— I widziałaś je? Te inne światy? — spytała zafascynowana Alice.
Sapphire przytaknęła.
— Odwiedziłam jeden. Był tak zupełnie inny. Świat pełen magii, ale zupełnie innej niż ta nasza. Tam ludzie praktykowali magię krwi, używali żywych ofiar, by być silniejszym. A w aktach desperacji magowie zawierali pakty z demonami, zmieniając ich w plugawców. Widziałam jak poznany tam czarodziej wszczyna bunt w takiej jakby szkole magii, nazywali to Krąg Maginów, wszyscy umierali lub zmieniali się w te potwory, nim zdążyłam znaleźć lek, wróciłam do naszego świata, byłam zbyt przestraszona, miałam niecałe dwanaście lat — opowiedziała kobieta, nieco drżąc na wspomnienie tych okropieństw. Wtedy nie sądziła, że sama będzie obserwować podobne rzeczy we własnym świecie. — Potem relikt ukryłam tutaj, nikomu o nim nie mówiąc. Na koniec musiałam opuścić Hogwart, będąc zbyt chorą.
CZYTASZ
Imperius
FanfictionTRYLOGIA ZAKLĘĆ NIEWYBACZALNYCH - TOM III Alice, Eris i Sapphire zwalczyły swoje demony przeszłości, ale najtrudniejsze zadanie dopiero przed nimi. Ani Gellert Grindelwald ani Lord Voldemort nie stanowią już zagrożenia, ale zarówno świat magii jak i...
