9

347 13 5
                                        

Dziś wstałam wyjątkowo szybko, dokładnie o 4:50. Choć chciałam wcześniej zacząć się przygotowywać, jak zawsze, social media pochłonęły mnie na dłużej, niż to planowałam. Zamiast porządnie przygotować się do praktyk, siedziałam z telefonem w ręku, przewijając bezsensownie Instagram. Kiedy w końcu się zorientowałam, która godzina wybiła, musiałam biec do łazienki. Oczywiście, jak zwykle, czekało mnie spóźnione wyjście.

Na całe szczęście, zdążyłam na czas. Weszłam na oddział tuż przed 7:00, od razu czując charakterystyczny zapach szpitala, którą była mieszanka środków dezynfekcyjnych, leków i powietrza chłodzonego klimatyzacją. Wujek Lincoln już tam był – stał przy stanowisku pielęgniarek, przeglądając kartę pacjenta. Jego surowe spojrzenie wychwyciło mnie od razu, a ja poczułam, jak krew odpływa mi z twarzy. Patrzył na mnie z politowaniem, jak gdybym miała dwie lewe ręce. Wujek Lincoln był legendą wśród kardiochirurgów, jego umiejętności były niepodważalne, ale jego cierpliwość do mnie – minimalna.

– Grace, mam nadzieję, że nie zamierzasz tak beztrosko przychodzić na swoją pierwszą operację? – rzucił z ironią, przeglądając swoje notatki.

– Spokojnie, jestem na czas, wujku – odpowiedziałam, próbując ukryć zdenerwowanie. Wiedziałam, że nie odpuści mi ani na chwilę, zwłaszcza że jutro miała być moja pierwsza operacja na otwartym sercu.

Jutro... Na samą myśl poczułam, jak żołądek podchodzi mi do gardła. Jutro będę miała pierwszy raz możliwość przeprowadzić operację kardiochirurgiczną – asystując oczywiście, ale jednak. Serce pacjenta dosłownie w moich rękach. Przez całą noc mnie to dręczyło, ale teraz w szpitalu, otoczona przez lekarzy, pielęgniarki i sprzęt, czułam to jeszcze mocniej. A wujek Lincoln... Wcale nie ułatwiał sprawy.

– Mam nadzieję, że wiesz, jak ważna będzie jutrzejsza operacja – kontynuował, nie patrząc mi nawet w oczy. – Pan Crawford ma już za sobą dwa zawały. Jego stan jest stabilny, ale margines błędu jest minimalny.

– Wiem – odpowiedziałam, choć byłam niemal przekonana, że mój głos nie brzmiał ani trochę pewnie.

Wujek popatrzył na mnie spod krzaczastych brwi. Mimo że był wymagający i surowy, wiedziałam, że w głębi serca troszczył się o mnie. To on zachęcił mnie do specjalizacji z kardiochirurgii, jednak nie miałam wątpliwości, że nigdy nie będę tak dobra jak on. Zresztą, kto by był?

Wzięłam głęboki oddech, zakładając fartuch chirurgiczny. Dzisiaj czekało mnie jeszcze kilka zabiegów, w których miałam asystować, a potem przygotowania do jutrzejszej operacji.

Oddział kardiologiczny był w pełnym biegu. Pacjenci, lekarze, pielęgniarki – wszystko toczyło się w swoim szaleńczym rytmie. Moim zadaniem było monitorowanie dwóch pacjentów po operacjach serca. Sprawdzałam parametry życiowe, upewniałam się, że wszystko przebiega zgodnie z planem. Wiedziałam, że te obowiązki to tylko przedsmak tego, co czeka mnie jutro. Przyszłam do jednego z pacjentów, pana Crafworda, który z uśmiechem podziękował mi za wczorajszą pomoc przy badaniu.

– Jak się pan dzisiaj czuje? – zapytałam, patrząc na monitor, który wyświetlał stabilne tętno.

– Lepiej, ale trochę się boję. Mówią, że młoda lekarka jutro ma operować – odpowiedział, mrugając do mnie z uśmiechem. Wiedziałam, że wie, że to ja, i z jednej strony poczułam przypływ dumy, a z drugiej – ciężar odpowiedzialności.

– Proszę się nie martwić, wszystko będzie dobrze. Mój wujek będzie nad wszystkim czuwał – próbowałam go uspokoić, ale chyba bardziej chciałam uspokoić siebie.

The Accidental Match Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz