Obudziłam się z nagłym przypływem energii. Ostatnia sytuacja na bloku operacyjnym mnie zniszczyła, ale jednocześnie zrodziła w sercu motywację. Muszę pracować więcej, muszę być lepsza. Nie tylko dla siebie, ale dla nazwiska Silver. To nie było jedynie moje nazwisko – ciążyła na nim historia mojego ojca Andreasa Silvera i wujka Lincolna. Obaj byli legendami w świecie chirurgii, a ja? Czułam, jakbym była jedynie cieniem ich osiągnięć. Presja rosła z każdym dniem, a każdy błąd wydawał się ostatecznym dowodem na to, że nie jestem ich godna.
Ale nie tylko to zajmowało moje myśli. Wczoraj wieczorem coś się zmieniło. Dante... Nie był już chłodnym i zdystansowanym przyjacielem mojego brata. W jego spojrzeniu dostrzegłam troskę. Moje wewnętrzne dziecko, które od dawna tęskniło za jego uwagą, poczuło nadzieję. Może znów będzie tak jak kiedyś – zanim postanowił mnie unikać, zanim między nami zapadła ta niezręczność. Z drugiej strony bałam się, że to był tylko chwilowy przypływ współczucia. Co, jeśli jutro znów będzie chłodny i niedostępny?
Z zamyślenia wyrwało mnie pukanie do drzwi. Przez chwilę zastanawiałam się, czy powinnam je otworzyć, ale w końcu podeszłam. Na progu stali Stella i Alexander.
– Tak się martwiłam o ciebie! – powiedziała Stella, rzucając mi się na szyję.
– Już ze mną lepiej – odpowiedziałam, odwzajemniając uścisk.
Alexander stał obok z nietypowo szerokim uśmiechem.
– A ja się martwiłem, czy w ogóle otworzysz. Wyglądasz, jakbyś wróciła do żywych! – zażartował, unosząc do góry torbę z jedzeniem. – Przywieźliśmy ci coś na wzmocnienie, bo kto wie, czy w ogóle jadasz.
– Dziękuję, ale naprawdę czuję się już lepiej – powiedziałam z lekkim uśmiechem, doceniając jego luz.
– Przy okazji – dodał – muszę zrobić rutynowe badania u wujka Lincolna, więc pomyśleliśmy, że podrzucimy cię do szpitala.
Nie miałam serca odmówić, więc skinęłam głową.
W szpitalu szybko weszłam w swój rytm. Z każdym krokiem i każdym kolejnym pacjentem czułam, że wracam do życia. Ale słowa Alexandra o badaniach przypomniały mi o wujku Lincolnie i ojcu. Ich osiągnięcia były zawsze moim punktem odniesienia. Czy ja w ogóle zasługiwałam na to nazwisko?
Podczas przerwy, przechodząc obok pokoju socjalnego, usłyszałam znajome głosy. Byli to moi koledzy z roku. Ich rozmowa przykuła moją uwagę.
– Grace Silver... – zaczął jeden z nich. – Oczywiście, że osiągnęła to wszystko dzięki znajomościom.
– No jasne. Wujek Lincoln, legendarny ojciec. Pewnie nigdy nie musiała się naprawdę starać – dodał inny.
– A teraz? Psuje to nazwisko. Słyszałem, że ostatnio zawaliła kompletnie na sali operacyjnej.
Poczułam, jak ziemia usuwa mi się spod nóg. Moje dłonie zaczęły drżeć, a serce waliło jak oszalałe. Stojąc tam, w ukryciu, czułam, jakby każde ich słowo wbijało się we mnie jak nóż.
Zebrałam się w sobie i wróciłam do pracy, choć wciąż czułam, jak te słowa mnie ścigają. W końcu trafiłam do gabinetu wujka Lincolna. Alexander kończył badania, a Lincoln spojrzał na mnie uważnie.
– Grace, wszystko w porządku? – zapytał Lincoln, unosząc brew.
Nie odpowiedziałam od razu. Wtedy Alexander podniósł wzrok znad telefonu.
– Siostra, mów, co cię gryzie. Nie wyglądasz na kogoś, kto ma tylko "zmęczenie".
Westchnęłam głęboko. Przecież ich słowa wciąż brzmiały w mojej głowie.
– Podsłuchałam rozmowę – przyznałam cicho. – Moi znajomi z roku... mówią, że wszystko, co osiągnęłam, to zasługa znajomości. Że tylko niszczę nazwisko ojca.
Lincoln zmarszczył brwi, a Alexander od razu się wyprostował.
– Ktoś powiedział coś takiego?! – Alexander był oburzony. – Jeśli powiesz mi ich nazwiska, mogę z nimi porozmawiać... na spokojnie.
Uśmiechnęłam się lekko, ale zaraz znów opuściłam wzrok.
– Nie chodzi o to, żeby się z kimś kłócić. Oni... oni mają rację. Ostatnio zawaliłam operację. Zawiodłam pacjenta.
Lincoln westchnął i podszedł bliżej, kładąc mi rękę na ramieniu.
– Grace, każdy chirurg ma za sobą trudne momenty. Twój ojciec miał je, ja miałem je... To, co cię definiuje, to nie twoje porażki, ale to, jak sobie z nimi radzisz.
Alexander spojrzał na mnie łagodniej niż zwykle.
– A ja uważam, że ci ludzie po prostu ci zazdroszczą. Pracujesz dwa razy ciężej niż oni i o tym wszyscy wiemy. Nie pozwól, żeby takie komentarze cię zatrzymały.
Patrzyłam na nich, czując, jak ciężar powoli opuszcza moje ramiona.
– Dzięki – powiedziałam cicho, ale szczerze.
Wieczorem, wracając do domu, zastałam Dantego na progu. Trzymał torbę z jedzeniem i kubek kawy.
– Pomyślałem, że możesz potrzebować wsparcia – powiedział, patrząc na mnie z troską, która jednocześnie rozgrzewała i przerażała.
Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Wpuściłam go do środka, a on rozpakował jedzenie na stole.
Może nie musiałam być z tym wszystkim sama. Może, choć przez chwilę, mogłam pozwolić komuś pomóc mi unieść ten ciężar.
CZYTASZ
The Accidental Match
Romance"The Accidental Match" Grace zawsze była chaosem w ruchu - roztrzepana, spontaniczna, z głową w chmurach. Jej życie to niekończąca się lawina zapomnianych terminów, dziwnych pomysłów i zaskakujących zwrotów akcji. Dla kontrastu, jej brat Alex jest s...
