2

466 14 9
                                        



Poranek po imprezie przyszedł z siłą młota pneumatycznego. Leżałam z twarzą wciśniętą w poduszkę, próbując zrozumieć, dlaczego świat postanowił kręcić się dzisiaj dwa razy szybciej niż normalnie. Czy to naprawdę była tylko Margarita? W mojej głowie pulsowało pytanie, czy możliwe jest, by człowiek na trzecim roku medycyny mógł umrzeć od kaca. W końcu powinnam to wiedzieć, prawda?

Ostrożnie podniosłam głowę z poduszki, ale poczułam, jak świat robi salto, i znowu musiałam opaść na materac. No świetnie. Przez chwilę leżałam tak, zastanawiając się nad swoim życiem. Dlaczego zawsze kończę w takich sytuacjach? Kto normalny studiując medycynę i próbując zostać kardiochirurgiem, nie potrafi odróżnić, kiedy wypił za dużo? Ale, szczerze mówiąc, to nie Margarita była tutaj problemem.

Zerknęłam na telefon leżący na szafce nocnej. Kilka wiadomości – zero od Stelli, zero od Alexa, jedynie sześć nieodebranych połączeń od mamy. No tak, jak zawsze. Westchnęłam, przekręcając się na plecy, i patrzyłam na sufit, licząc plamy po farbie. Nikt się nie odezwał, pewnie moja przyjaciółka z bratem obmyślają wspólny kit, który mi wcisną. Albo czekają, aż wytrzeźwieję, żeby zorganizować interwencję na temat mojej skłonności do dramatów po alkoholu.

W końcu zdecydowałam się zadzwonić do mamy, bo sześć nieodebranych połączeń oznaczało, że była bliska wzięcia samolotu, żeby upewnić się, że jeszcze oddycham.

– Grace? Co się dzieje, dlaczego nie mogę się dziś dodzwonić ani do ciebie, ani do Alexa? – Matka wypaliła na jednym wdechu, jak to miała w zwyczaju. Nie potrafiłam rozszyfrować, czy jest bardziej wściekła, czy zaniepokojona.

– Mamo, spokojnie. Nic się nie dzieje, świętowaliśmy z chłopakami ich zakończenie studiów, Alex z Dantem wrócili do siebie, a Stella też... No, po prostu zostałam sama – odpowiedziałam, próbując brzmieć na bardziej ogarniętą niż się czułam.

– Mam nadzieję, że jak wrócę z Amsterdamu, dom będzie stał na swoim miejscu – zaśmiała się matka, już wyraźnie spokojniejsza. Cóż, jedna troska mniej.

Po zakończonej rozmowie westchnęłam ciężko i wystukałam szybką wiadomość do Alexa: „Żyjesz?". I choć wiedziałam, że mogę czekać długo na odpowiedź, postanowiłam przynajmniej sprawdzić, co się u niego dzieje. Oczywiście, nie mogłam tego zrobić bez uprzedniego ogarnięcia swojego wyglądu.

Przejrzałam się w lustrze łazienki i to, co zobaczyłam, zdecydowanie nie należało do najlepszych widoków w moim życiu. Moja fryzura przypominała gniazdo dla ptaka, a oczy miałam tak podkrążone, że mogłam w nich nosić zakupy. Tusz do rzęs rozmazany, cera blada jak ściana. Westchnęłam i ruszyłam pod prysznic, żeby zmyć z siebie resztki wczorajszego wieczoru.

Pół godziny później wyglądałam już jak normalna, funkcjonująca istota ludzka. Wciągnęłam na siebie czarną spódniczkę  i prostą bluzkę na krótki rękaw, wsunęłam adidasy i zdecydowałam, że czas zadziałać. Skoro Alex nie raczy się odezwać, to sama sprawdzę, co się z nim dzieje. Wsiadłam do samochodu i ruszyłam w stronę jego mieszkania.

Całą drogę rozmyślałam nad tym, co powiem, kiedy już się tam znajdę. Może nie powinnam od razu wybuchać? Ale z drugiej strony, miałam pełne prawo być wściekła. Alex i Stella, coś przede mną ukrywają, a Dante... Cóż, zawsze był na jego stronie. Dlatego nie oczekiwałam, że dziś będzie inaczej.

Zaparkowałam pod budynkiem, wyciągnęłam telefon i spróbowałam zadzwonić do brata, ale oczywiście – brak odpowiedzi. Westchnęłam, wysiadłam z samochodu i po chwili stałam już pod drzwiami mieszkania. Pukanie było jedynie formalnością, bo byłam gotowa wparować tam, niezależnie od tego, kto otworzy.

Ku mojemu zaskoczeniu, drzwi otworzyły się niemal natychmiast. W progu stanął Dante, w całej swojej lodowatej chwale. Spojrzał na mnie, krzyżując ramiona na piersi, jego wyraz twarzy nie zdradzał absolutnie żadnych emocji.

– Grace – powiedział z takim spokojem, że poczułam, jak moje ciało automatycznie się spina. – Alexandra nie ma teraz w domu.

Zamrugałam, zaskoczona. – Gdzie jest? – Zapytałam, starając się, żeby w moim głosie nie było śladu irytacji. Bez skutku.

– U Stelli – odparł spokojnie, jakby to było coś zupełnie normalnego, co przecież w żadnym razie nie powinno mnie szokować.

– U Stelli? Dlaczego? – Słowa niemal wypadły z moich ust, a ja czułam, jak moje serce zaczyna przyspieszać. Gdyby to był normalny poranek, pewnie bym to zignorowała, ale teraz? Teraz czułam, jakby ktoś we mnie celowo celował.

Dante wzruszył ramionami, opierając się o framugę drzwi. – Może powinien ci to wyjaśnić osobiście.

No tak, jak zwykle – dystans i chłód. Przecież ja nie mogłam być na tyle ważna, żeby cokolwiek mi powiedzieć.

– Aha, jasne, bo po co w ogóle ktoś miałby mnie informować – rzuciłam sarkastycznie. – Pewnie siedzą tam teraz, obmyślając wspólną wersję wydarzeń, żeby mi wcisnąć, jak tylko przestanę być na nich wściekła.

Dante spojrzał na mnie spokojnie, a jego wzrok nie wyrażał nic poza chłodną kalkulacją. Jak zawsze. – Może to po prostu nie ma nic wspólnego z tobą, Grace.

Poczułam, jak mój sarkazm wchodzi na nowy poziom. – Jasne, bo przecież świat nie kręci się wokół mnie – westchnęłam, przewracając oczami.

Zrobiłam krok, żeby odejść, ale Dante odezwał się znowu, tym razem cicho, jakby nie chciał, żeby ktokolwiek poza mną to usłyszał.

– Grace, może przestań się tak nakręcać. Alex stara się to ogarnąć. To nie jest proste.

Zatrzymałam się w pół kroku, czując, że coś w jego głosie wywołuje we mnie dziwne uczucie. Złość ustępowała miejsca niepewności. Spojrzałam na niego uważniej, ale jego twarz była jak zawsze niewzruszona. I choć nie powiedział nic wielkiego, poczułam, jakby próbował mnie... pocieszyć? To było zbyt dziwne.

– Dobra, pójdę porozmawiać z Alexem – mruknęłam, wciąż zbyt zaskoczona, żeby wymyślić coś bardziej złośliwego. Zrobiłam krok w stronę drzwi. – Dzięki za... cokolwiek wczoraj to było – dodałam, krzywiąc się lekko, ale nie mogłam pozbyć się uczucia wstydu, i tego że, coś się zmieniło w sposobie, w jaki na mnie patrzył.

Dante skinął głową, a ja ruszyłam do samochodu. Całą drogę do auta zastanawiałam się, co dokładnie miało to wszystko znaczyć.

The Accidental Match Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz