Usta Nathana były miękkie i ciepłe, przesunął językiem po mojej dolnej wardze a ja cicho mruknęłam. Oderwał się od moich ust zdając sobie sprawę z tego co zaszło, oddychał w moje usta, gładząc kciukiem mój policzek, miał lodowate dłonie, przez co się wzdrygnęłam, uniosłam powieki wpatrując się w jego zielone tęczówki. Wpatrywał się we mnie jakby stracił nad sobą kontrolę, on nie ja, a przecież to ja go pocałowałam. Westchnęłam trzymając dłoń na jego piersi, która opadła potem na moje udo.
– Przepraszam, poniosło mnie, nie wiedziałam co....- Nie dał mi dokończyć wchodząc w słowo.
– Luz, nie mam o to do ciebie pretensji. – Cofnął się o kilka centymetrów. – Jestem w stanie brać tyle ile mi dasz, nawet jeśli mam być przez ciebie wykorzystany.– Przetarł kciukiem dolną wargę i złączył razem dłonie opierając je o kolana.
Żołądek ścisnął mi się na jego słowa, nie wiedziałam co powiedzieć ani co zrobić.
– Przyszedłeś wcześniej...- Zerknęłam na zegarek, miał być za pół godziny, ale dzięki temu że zjawił się szybciej....uratował mnie.
– Prawde mówiąc stałem pod twoim blokiem odkąd mnie tam zostawiłaś. – Przyznał się odrząchnowszy, potarł niezręcznie kark odwracając ode mnie wzrok.
Co? Stał tu tyle czasu? Na tym zimnie?
– Tak, stałem tu i zmarzłem jak jasna cholera.– uniosłam zaskoczona brwi, czy ja właśnie powiedziałam to na głos? Kretynka, jeszcze pomyśli że się o niego martwię.
Przecież się martwisz.
Przeczesałam włosy palcami i wstałam z kanapy siadając na fotelu, na przeciwko mężczyzny, przeniosłam wzrok ze swoich dłoni na jego, długie palce które, były ze sobą splecione, jego skórę porywał tusz, który znikał pod rękawami swetra, przesunęłam wzrokiem wyżej, na jego szerokie ramiona, jego mięśnie były napięte, poleciałam wzrokiem na jego szyję, gdzie dało się zauważyć napięte ścięgna, aż w końcu spojrzałam na jego twarz. Lekki zarost zdobił jego buzię, usta miał zacisnięte w cienką linie, a oczy były wbite we mnie. Odwróciłam wzrok, czując jakby przyłapał mnie na gorącym uczynku.
– Powiedz mi jak doszedłeś do tego że Alex jednak żyje?- Zaczęłam spokojnie, bawiłam się palcami nie podnosząc na niego wzroku. – Skąd masz pewność? To jakiś absurd.
– Wiem że ciężko ci w to uwierzyć, ale to prawda, moj znajomy jest detektywem, poprosiłem go o sprawdzenie tego. Napisał do mnie smsa że Alex żyje, a wtedy po kilku dniach przyleciałem tu, poszedłem do szpitala i rozmawiałem z kobietą którą się nim zajmowała. Przyznała się ze podmienili dzieci.– Powiedział podnosząc powoli wzrok na mnie, analizowałam jego słowa, myślałam czy to jakiś gupi żart ale nie. To była prawda.
- Możesz mi nie wierzyć Amber, ale na prawde tak jest, wszystkiego się dowiem, zajmę się tym....
Wpatrywałam się w niego, otwierałam i zamykałam usta nie wiedząc co powiedzieć. Jeśli to prawda, zrobię wszystko by go odzyskać. Kilka łez spłynęło w dół mojego policzka, to było niewyobrażalne, wytarłam szybko łzy w rękaw bluzy.
– Wiesz gdzie on jest?– Zapytałam słabym głosem, pokręcił głową, wbił wzrok w swoje złączne dłonie, wyglądał jakby chciał coś powiedzieć ale nie wiedział jak. - Nie ma żadnego tropu? Musimy go znaleźć jak najszybciej, zgłosimy sprawę na pol...
– Nie, nie nie. Nie ma takiej możliwości, zgłosimy im to a oni co zrobią? Będą to odkładać i odkładać, myślisz że od razu się tym zajmą? Wybacz że cię rozczaruje, ale nie, będą mieli w to wyjebane.– wstał chodząc w te i z powrotem, był zdenerwowany.
CZYTASZ
𝐿𝑒𝑡 𝑚𝑒 𝑏𝑒 𝑦𝑜𝑢𝑟𝑠
Novela JuvenilNauczyła się żyć bez niego, chciała zapomnieć o wszystkim co ją spotkało, układała swoje życie, by doznać trochę szczęścia w swoim nieszczęśliwym życiu ale wszystko się zmienia kiedy ma zająć się sprawą, osoby którą niegdyś kochała. Czy to się uda...
