Miguel zgasił silnik i wysiadł z auta. Otworzył moje drzwi, jakby robił to odruchowo, bez większego zastanowienia. Wyszłam i spojrzałam na auto, był to Nissan Gt-R z 2012 roku po licznych tuningach, pierwszy raz widziałam takie auto na żywo.

– Chodź – rzucił krótko i oschle.

Całość domu sprawiała wrażenie luksusu, ale nie w przesadny sposób. To nie było miejsce, które krzyczało o bogactwie, ale raczej subtelnie je eksponowało w każdym detalu.

Gdy przekroczyliśmy próg, mój wzrok momentalnie skupił się na dwóch czarnych psach, które pojawiły się znikąd. Były ogromne – Cane Corso, pomyślałam od razu, bo widziałam je kiedyś w internecie. Ich muskularne sylwetki wyglądały groźnie, ale nie warczały, tylko stały w bezruchu, wpatrując się w Miguela.

– Spokojnie, to tylko Vanessa – powiedział do nich, jakby faktycznie rozumiały każde jego słowo. Psy uniosły łby, ale po chwili się rozluźniły i odeszły w głąb domu.

Wnętrze było przestronne i eleganckie. Ciemne drewno podłóg kontrastowało z jasnymi ścianami, a wszędzie wisiały duże obrazy – niektóre abstrakcyjne, inne realistyczne, ale wszystkie wyglądały drogo. Wzdłuż korytarza stały stylowe konsole z równo ułożonymi książkami i dekoracjami, a w powietrzu unosił się subtelny zapach drogich świec. Mimo ogromnej przestrzeni wnętrze wydawało się ciepłe i przytulne, choć nie było wątpliwości, że każdy element został starannie dobrany.

Po drodze mijaliśmy dwie kobiety ubrane w czarne uniformy – sprzątaczki. Jedna z nich spojrzała na mnie badawczo, ale nic nie powiedziała.

Miguel otworzył drzwi do jednego z pokoi i wręczył mi złożony w kostkę komplet ubrań.

– Masz ubierz to– powiedział krótko. – Łazienka jest na końcu korytarza.

Bez słowa ruszyłam we wskazanym kierunku, a kiedy zamknęłam drzwi za sobą, wzięłam głęboki oddech. Lustro odbiło moją twarz – rozmazany makijaż, rozszerzone źrenice, zmęczenie wypisane w każdym rysie. Przetarłam dłonią oczy, czując narastającą frustrację.

Nie zastanawiając się dłużej, zmyłam makijaż, rozebrałam się i weszłam pod prysznic. Gorąca woda spływała po moim ciele, rozluźniając mięśnie, ale nie potrafiła zmyć uczucia, że coś jest nie tak. Kiedy skończyłam, wytarłam się i założyłam ubrania od Miguela – bluza była za duża, pachniała świeżym praniem, a szorty opadały mi na biodrach.

Wychodząc z łazienki, usłyszałam przytłumiony głos.

Miguel rozmawiał przez telefon.

Jego ton był niski, ostry, zimny, a słowa niezrozumiałe. Mówił w innym języku, prawdopodobnie po rosyjsku, ale nie byłam pewna. Brzmiał stanowczo, jakby wydawał rozkazy.

Zatrzymałam się na chwilę, ale gdy rozmowa ucichła i usłyszałam, jak się rozłącza, ruszyłam w stronę sypialni.

Łóżko było ogromne, z ciemną, aksamitną narzutą. Wsunęłam się pod kołdrę, czując, jak ciężar całego dnia zaczyna mnie przygniatać.

Miguel nie przyszedł, mrok pokoju sprawiał, że czułam się jeszcze bardziej senna. Zza drzwi słyszałam tylko szepty i kroki sprzątaczek.

Zamknęłam oczy, a ostatnim, co poczułam, był zapach jego bluzy i to dziwne uczucie... że wcale nie powinnam tu być.

Przebudził mnie dźwięk powoli otwieranych drzwi, patrzyłam przymrużonymi oczami na postać wchodzącą do pokoju. Światło wpadało jedynie z korytarza pozwalając zobaczyć mi tylko zarys wysokiej umięśnionej sylwetki. Gdy zobaczyłam, że chłopak wchodzi głębiej, zamknęłam oczy. Nie chciałam żeby wiedział, że mnie obudził.

Good Liars//pl Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz