Po dwóch godzinach siedzenia przy stole, miałam ich serdecznie dosyć. Wydawało mi się, że czas zwolnił, a każde kolejne słowo, które wypowiadali, było jedynie tłem dla moich własnych myśli. Oczywiście wiedziałam, że to moi rodzice – ale nigdy nie potrafiliśmy do siebie dotrzeć. Zawsze było między nami jakieś dziwne napięcie, niewypowiedziane słowa, które unosiły się w powietrzu i sprawiały, że każde spotkanie stawało się walką o coś, czego nikt nie potrafił zdefiniować.
Wzrok mojego ojca, który błądził po moim ciele, sprawiał, że serce mi biło szybciej. Był naćpany i pijany, jak zawsze, ale wszyscy zdążyliśmy się już do tego przyzwyczaić. I choć wiem, że to mój ojciec, to nie potrafię przestać czuć tego dyskomfortu. To uczucie, jakby coś nie było w porządku, ale nie potrafisz tego zwerbalizować.
Usiedliśmy razem w salonie, gapiąc się w ekran telewizora, na którym leciały jakieś durne filmy, których nie rozumiałam. Za oknem dzień powoli przekształcał się w zmierzch, a ciemność zaczynała przejmować kontrolę nad światem. Moje zmęczenie rosło z każdą minutą, aż w końcu nie wytrzymałam.
Wstałam, przepraszając wszystkich, i ruszyłam do swojego pokoju. Kiedy mijałam pokój gościnny, weszłam do niego, nawet nie wiem po co. Pokój był pusty, jak zawsze – martwy, pełen kurzu i nieużywany. Zawsze dziwiłam się, dlaczego w ogóle go utrzymujemy. Może to tylko rodzaj ceremonii, którą musimy odprawić, by udawać, że jesteśmy normalną rodziną.
Po tym szybkim rozejrzeniu się, poszłam w końcu do swojej łazienki. Gorąca woda wkrótce ukoiła moje nerwy, ale wciąż nie mogłam pozbyć się uczucia, że coś jest nie tak. Coś, czego nie potrafiłam zrozumieć, czaiło się tuż za rogiem.
Po wyjściu z wanny założyłam na siebie tę samą koszulkę, którą miałam na sobie poprzedniego wieczora. Koszulka była za długa – do połowy uda, co z jednej strony sprawiało, że czułam się bezpiecznie, bo zakrywała moje ciało, ale z drugiej strony nie sprawiła, że poczułam się komfortowo.
Spojrzałam w lustro, a moje oczy automatycznie padły na blizny. Były widoczne, a ich obecność zawsze przypominała mi o wszystkim, czego nie chciałam pamiętać. Zaciśnięcie zębów i odwrócenie wzroku nie zmieniło tego, co czułam, ale przynajmniej pozwoliło mi nie myśleć o tym przez chwilę. W końcu, zmęczona wszystkim, położyłam się na łóżku, zanurzając się w pościeli. Czułam, jak sen zaczyna mnie ogarniać. Ciało stawało się ciężkie, a umysł powoli zaczynał się wyłączać.
Chciałam zasnąć, naprawdę chciałam, ale wtedy usłyszałam dźwięk otwierających się drzwi. Serce od razu zaczęło bić szybciej. Byłam pewna, że to tylko któryś z rodziców pomyliło pokoje, nie zwracając uwagi na to, że już śpię. Miałam nadzieję, że po prostu wyjdzie, jak to zazwyczaj bywało. Ale jak to mówią: nadzieja matką głupich.
Dźwięk zatrzaśniętych drzwi sprawił, że moja nadzieja zniknęła. Po chwili drzwi zostały zamknięte na klucz, ale coś było nie tak. Zamek w drzwiach nie był zwykłym zamkiem – miał klucz od środka. Nikt nie mógł się włamać. Wszyscy byli w domu. A mimo to, coś we mnie zaczęło drżeć. To nie był strach przed włamywaczem. To był strach przed tym, co mogło się wydarzyć, gdyby ktoś wszedł tu nieproszony, nieoczekiwany.
Serce zaczęło bić szybciej, bijąc mocniej w uszach. Czułam, jak materac zaczyna się uginać, jakby ktoś usiadł tuż obok moich nóg. Wstrzymałam oddech, starając się nie poruszać, licząc na to, że może to jakiś sen – że to wszystko jest tylko wytworem mojej wyobraźni. Może to tylko kolejny koszmar, z którego zaraz się obudzę.
Ale wtedy poczułam, jak coś delikatnie przesuwa się po moich nogach. Chłodny dotyk. Jakiś ciężar na materacu. Prawie natychmiast po tym usłyszałam cichy, niski głos – głos, który należał do mojego ojca.
CZYTASZ
Good Liars//pl
Novela JuvenilMiłość rodząca się w mroku bywa niebezpieczna... ale czy nie jest też najbardziej uzależniająca?
