Policja pojawiła się w domu niecałe piętnaście minut po tym, jak ciocia po nią zadzwoniła. Przyjechali dwaj mundurowi, wyglądający, jakby byli na ostatniej godzinie zmiany i szczerze mieli w dupie całą sytuację.
Jeden z nich był starszy, z lekką nadwagą i znudzonym spojrzeniem, drugi młodszy, ale równie niewzruszony.
– Ktoś stał w pani oknie? – powtórzył leniwie ten grubszy, zapisując coś w notatniku.
– Tak – odpowiedziałam, wciąż czując, jak serce mi wali. – Był zamaskowany. A potem, zniknął.
– Czyli uciekł?
– Kurwa, chyba tak? – warknęłam, nie mogąc znieść jego tonu.
Nie lubiłam przeklinać przy wujostwie, mimo tego, że miałam 18 lat, dalej czułam, że mi nie wypada, ale emocje jakie we mnie panowały nie pozwalały mi na hamowanie się.
Wujek stał obok, skrzyżowawszy ramiona na piersi.
– Mamy tu ślady butów – mruknął, wskazując na parapet. – Sprawdźcie to.
Policjanci wymienili spojrzenia, jakby zastanawiali się, czy warto się w to angażować.
Młodszy w końcu westchnął i podszedł do okna.
– Może to jakiś prankster albo chłopak, który chciał cię nastraszyć – rzucił.
Spojrzałam na niego, czując, jak narasta we mnie złość.
– Chłopak, który chciał mnie nastraszyć? – prychnęłam. – Ten sam chłopak, który wysyła mi pojebane wiadomości?
Obaj unieśli brwi.
– Jakie wiadomości? – zainteresował się ten młodszy.
Sięgnęłam po telefon, szybko przewijając do tej ostatniej.
Dopiero się rozkręcam, chyba nie chcesz, żeby policja nam przerwała zabawę?
Młodszy zmarszczył brwi, a starszy tylko wzruszył ramionami.
– No cóż, faktycznie dziwne – mruknął. – Ale nie widzę tu gróźb.
– Co? – parsknęłam. – Ktoś wchodzi mi do okna i to nie są groźby?
Ciocia zacisnęła usta.
– Ona ma rację – powiedziała ostro. – Chcę, żebyście potraktowali to poważnie.
Policjanci wymienili spojrzenia.
– Okej – westchnął starszy. – Spiszemy raport, ale bez dowodów trudno będzie coś zrobić.
I to był koniec.
Nie znaleźli odcisków palców, żadnych konkretnych śladów. Obejrzeli dom, pogadali z nami, zapisali parę rzeczy i odjechali, zostawiając mnie z uczuciem, że to, co się stało, nie miało żadnego znaczenia.
Ale miało. Bo ten skurwiel tu był.
I napewno wiedział, że wezwałam policję.
***
Obudziłam się niewyspana, obolała, z uczuciem, jakby cała noc była tylko jednym wielkim koszmarem.
Oczywiście nic takiego się nie wydarzyło.
Ale On tu był.
Gapił się na mnie zza szyby. A ja nic nie zrobiłam.
Kiedy zeszłam do kuchni, ciocia i wujek już tam byli.
– No i co, gwiazdo? – mruknął wujek, pijąc kawę. – Wyspałaś się po tym całym cyrku?
Zmierzyłam go wzrokiem.
CZYTASZ
Good Liars//pl
Novela JuvenilMiłość rodząca się w mroku bywa niebezpieczna... ale czy nie jest też najbardziej uzależniająca?
