Silnik auta już dawno zamilkł, ale w mojej głowie nadal dudnił dźwięk pisku opon i rozdzierającego noc silnika. Cisza, która zapadła, była wręcz przytłaczająca. Siedziałyśmy tam przez kilka minut, każda z nas próbując uspokoić oddech i zebrać myśli.

Wciąż czułam napięcie w ciele. Jakbym w każdej chwili miała usłyszeć trzask łamanej gałęzi, kroki w ciemności, cokolwiek, co oznaczałoby, że nie jesteśmy tu same.

Maddie odchyliła głowę na zagłówek i wypuściła powietrze nosem. Jej palce wciąż kurczowo zaciskały się na kierownicy.

- Myślisz, że nas szukają? - zapytałam cicho, mimo że odpowiedź była oczywista.

- Jeśli tak, to nie w tym jebanym lesie. - Maddie otworzyła oczy i spojrzała na mnie. - Ale to nie znaczy, że możemy sobie tu tak po prostu siedzieć.

Miała rację. Nie mogłyśmy ryzykować. Nie wiedziałyśmy, czy Xavier faktycznie nas gonił, czy to była tylko moja paranoja. Ale jedno było pewne byłyśmy same, w środku nocy, na kompletnym odludziu.

— Trzeba jechać — powiedziałam, zapinając pas, który nawet nie wiem kiedy odpięłam.

Maddie westchnęła, ale zrobiła to samo.

— Gdzie chcesz jechać?

Zamilkłam na chwilę. W moim własnym domu nie czułam się już bezpiecznie, a cioci i wujka nie było, więc nie mogłam się tam schować. Nie wiedziałam, czy powinnam wracać do miasta, czy raczej uciec jeszcze dalej.

— Na razie gdzieś, gdzie możemy się zastanowić, co dalej — powiedziałam w końcu.

Maddie skinęła głową i odpaliła silnik.

Ruszyłyśmy.

Po trzydziestu minutach jazdy znalazłyśmy się na parkingu przy starej stacji benzynowej. Neonowy szyld mrugał chaotycznie, jakby miał zaraz zgasnąć na dobre. W środku, za brudną szybą, siedział znudzony kasjer, który wyglądał, jakby nic w tym świecie nie mogło go obchodzić mniej niż my.

- Cokolwiek się stanie, musimy wyglądać normalnie - rzuciła Maddie, gasząc silnik.

Skinęłam głową i otworzyłam drzwi, ale zanim wysiadłam, zerknęłam w lusterko boczne. Ciemność za nami była gęsta i nieprzenikniona. Przez chwilę miałam wrażenie, że coś się tam poruszyło, ale kiedy mrugnęłam, nie było tam nic.

Weszłyśmy do środka.

Kasjer uniósł leniwie wzrok znad telefonu i zmierzył nas obojętnym spojrzeniem.

- Coś podać?

- Dwie kawy - powiedziała Maddie, sięgając do kieszeni po portfel.

- I... - zaczęłam, ale coś mnie zatrzymało.

- Ah i papierosy- dodała.

Na końcu alejki, tuż obok lodówek z napojami, stał mężczyzna.

Nie poruszał się. Stał tam po prostu, patrząc w naszym kierunku.

Jego twarz częściowo zasłaniał czerwony kaptur, jakby chciał się rzucać w oczy, więc wiedziałam że to nie mógł być ktoś od Xaviera.

Zrobiło mi się zimno.

Maddie chyba zauważyła, że coś jest nie tak, bo delikatnie szturchnęła mnie w ramię.

- Vanessa?

Nie odpowiedziałam.

Mężczyzna uśmiechnął się lekko.

A potem, w jednej chwili, po prostu odwrócił się i wyszedł.

Good Liars//pl Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz