63

1.4K 55 9
                                        

30.06.2016

- Więc... - zaczął, kiedy siedzieliśmy razem przy jednym stoliku. Jeszcze raz zmierzyłam go wzrokiem. Miał na głowie okropny beret.

- Wyglądasz w tym jak frajer. - stwierdziłam, wskazując lekko palcem na jego głowę. Wyglądał jakby chciał odpyskować, ale zamiast tego powiedział zwykłe:

- Jest mi w nim wygodnie.

Wzruszyłam ramionami i zaczęłam pić pepsi, przez tą idiotyczną rurkę, która zabija delfiny.

- Teraz powiedz mi jedną mała rzecz. - uniosłam brwi w geście oczekiwania, więc kontynuował. -Dlaczego przestałaś odpisywać?

Mogłam spodziewać się tego pytania. Pomyślałam chwilę nad odpowiedzią i głęboko westchnęłam.

- Nie wiem. Fajnie było mieć niby internetowego przyjaciela, ale... musiałam coś zmienić.

Kłamałam jak sam skurwysyn.

- I miało być to zerwanie kontaktu ze mną? - prychnął, marszcząc brwi.

- O co się wkurzasz? Wszystkie wiadomości polegały na obrażaniu się nawzajem. - opadłam plecami, na miękkie oparcie kanapy. 

- To ty nadałaś tym rozmowom taki charakter. - brzmiał, jakby miał do mnie jakieś pretensje.

- Trzeba było wtedy odpisać jakiejś faneczce, nie mi. - warknęłam, poirytowana jego zachowaniem.

- Żałujesz?

- Niby czego? - zmarszczyłam brwi.

- Tego, że ci odpisałem. I że kontynuowaliśmy to, aż do teraz. 


Jego pytanie zawisło w powietrzy i po raz pierwszy pozwoliłam mu na popatrzenie prosto w moje oczy. Jego tęczówki miały ładny kolor bezchmurnego, błękitnego nieba. 

-Nie miałam nic do stracenia. Raczej na tym zyskałam. Pobudziłeś mnie do działania. - odparłam powoli i spuściłam wzrok na swoje jedzenie, żeby móc jakoś sensownie skupić myśli. Boże, nie myślałam przy nim normalnie. 

To jednak całkiem inne rozmawiać z nim na żywo, a pisać i mieć kilka godzin na wymyślenie stosownej odpowiedzi. 

- W jakim sensie? - drążył. 

- Um... ja, cóż znalazłam pracę i mieszkanie, tu w Londynie. Nie jest to centrum, a robota nie jest zbyt prestiżowa, ale zawsze coś. - powiedziałam cicho pod nosem. 

- Nie mogłaś zrobić tego wcześniej?

- Ty nic nie wiesz. - zacisnęłam usta, czując nagły przypływ nerwów.

- Więc może mi powiesz? - oparł łokcie na stole i pochylił się w moją stronę. 

Właśnie pokazuję mu swoją słabą stronę. Nie chce tego.

- Niby dlaczego miałabym to zrobić? - zmrużyłam na niego oczy. Nie lubiłam, kiedy ktoś próbował na siłę wejść do mojego życia.  

- Jesteś taka trudna. - westchnął i poprawił swój beret. 

- Nie mogłeś po prostu udawać, że mnie nie zauważyłeś i sobie pójść?

- Nie. Nie odzywałaś się do mnie. - stwierdził, a ja znowu poczułam wyrzut.

- Trzeba było zacząć pisać z kimś innym.

- To nie byłoby to samo. Tak trochę przywiązałem się do ciebie. - przyznał pogodnie. 

Jezu, jak on może tak otwarcie mówić o swoich uczuciach? Prędzej rzuciłabym się z mostu, niż tak wprost powiedziała, że mi na nim zależy.
A zależy?

- Śmiesznie wyglądasz, gdy tak robisz.- powiedział, nagle rozbawiony, zbijając mnie z tropu.

- Hmm?

- Nie ważne.- pokręcił głową.

- Powiedz. - nalegałam.

- Wyglądasz, jakbyś gadała ze samą sobą.- mówił z lekkim uśmiechem i postukał się palcem w czoło.

- Pewnych rzeczy nie da się zmienić. - wzruszyłam ramionami i w końcu zjadłam pierwszą frytkę z mojego Bsmarta.

- Opowiem ci kawał. - odezwał się po chwili ciszy.

- Tylko nie to.

- Niby dlaczego?

- Twoje kawały są beznadziejne.

- Zupełnie jak ty. - odgryzł się, robiąc do mnie minę.

- Tragiczne. przewróciłam oczami.

- Dobra, słuchaj - przerwałam mu jęcząc niezadowolona - Jęki zostaw na później - rzucił z głupim uśmieszkiem i ten tekst był tak bardzo w jego stylu, że no nie wytrzymam.

Wystawiłam do niego język, a on sięgnął przez stół, prawdopodobnie by go złapać, lecz w porę schowałam.

- Jesteś psychiczny. - powiedziałam.

- Ty bardziej.

Toczyliśmy walkę na spojrzenia, dopóki nie zadzwonił jego telefon. Odebrał, a ja wzięłam pierwszego gryza Cheeseburgera. Z jego słów wywnioskowałam, że musi się zbierać.

- Idziesz już sobie? - upewniłam się.

- Przyjaciel mnie potrzebuje.

- Jest. - odparłam uradowana.

- Taka mała, a taka wredna. - wymruczał pod nosem, co spowodowało u mnie lekki uśmiech.

Zamrugał na mnie oczami.

- Uśmiechnęłaś się! - zawołał podekscytowany, przez co momentalnie wróciłam do mojej maski obojętności. 

- Miałeś już iść. - burknęłam.

- Napiszę dziś do ciebie. I nie obchodzi mnie, co będziesz robić, masz mi odpisać.

Zasunął za sobą krzesło, a ja przewróciłam oczami.

- Bo ci tak zostanie. - wyszczerzył się. Denerwuje mnie frajer jak nikt inny.

- Zejdź mi już z oczu.

- Kochasz mnie widzieć .- rzucił i odszedł.

Tweeting with Niall || N.H. ✔Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz