30.06.2016
- Więc... - zaczął, kiedy siedzieliśmy razem przy jednym stoliku. Jeszcze raz zmierzyłam go wzrokiem. Miał na głowie okropny beret.
- Wyglądasz w tym jak frajer. - stwierdziłam, wskazując lekko palcem na jego głowę. Wyglądał jakby chciał odpyskować, ale zamiast tego powiedział zwykłe:
- Jest mi w nim wygodnie.
Wzruszyłam ramionami i zaczęłam pić pepsi, przez tą idiotyczną rurkę, która zabija delfiny.
- Teraz powiedz mi jedną mała rzecz. - uniosłam brwi w geście oczekiwania, więc kontynuował. -Dlaczego przestałaś odpisywać?
Mogłam spodziewać się tego pytania. Pomyślałam chwilę nad odpowiedzią i głęboko westchnęłam.
- Nie wiem. Fajnie było mieć niby internetowego przyjaciela, ale... musiałam coś zmienić.
Kłamałam jak sam skurwysyn.
- I miało być to zerwanie kontaktu ze mną? - prychnął, marszcząc brwi.
- O co się wkurzasz? Wszystkie wiadomości polegały na obrażaniu się nawzajem. - opadłam plecami, na miękkie oparcie kanapy.
- To ty nadałaś tym rozmowom taki charakter. - brzmiał, jakby miał do mnie jakieś pretensje.
- Trzeba było wtedy odpisać jakiejś faneczce, nie mi. - warknęłam, poirytowana jego zachowaniem.
- Żałujesz?
- Niby czego? - zmarszczyłam brwi.
- Tego, że ci odpisałem. I że kontynuowaliśmy to, aż do teraz.
Jego pytanie zawisło w powietrzy i po raz pierwszy pozwoliłam mu na popatrzenie prosto w moje oczy. Jego tęczówki miały ładny kolor bezchmurnego, błękitnego nieba.
-Nie miałam nic do stracenia. Raczej na tym zyskałam. Pobudziłeś mnie do działania. - odparłam powoli i spuściłam wzrok na swoje jedzenie, żeby móc jakoś sensownie skupić myśli. Boże, nie myślałam przy nim normalnie.
To jednak całkiem inne rozmawiać z nim na żywo, a pisać i mieć kilka godzin na wymyślenie stosownej odpowiedzi.
- W jakim sensie? - drążył.
- Um... ja, cóż znalazłam pracę i mieszkanie, tu w Londynie. Nie jest to centrum, a robota nie jest zbyt prestiżowa, ale zawsze coś. - powiedziałam cicho pod nosem.
- Nie mogłaś zrobić tego wcześniej?
- Ty nic nie wiesz. - zacisnęłam usta, czując nagły przypływ nerwów.
- Więc może mi powiesz? - oparł łokcie na stole i pochylił się w moją stronę.
Właśnie pokazuję mu swoją słabą stronę. Nie chce tego.
- Niby dlaczego miałabym to zrobić? - zmrużyłam na niego oczy. Nie lubiłam, kiedy ktoś próbował na siłę wejść do mojego życia.
- Jesteś taka trudna. - westchnął i poprawił swój beret.
- Nie mogłeś po prostu udawać, że mnie nie zauważyłeś i sobie pójść?
- Nie. Nie odzywałaś się do mnie. - stwierdził, a ja znowu poczułam wyrzut.
- Trzeba było zacząć pisać z kimś innym.
- To nie byłoby to samo. Tak trochę przywiązałem się do ciebie. - przyznał pogodnie.
Jezu, jak on może tak otwarcie mówić o swoich uczuciach? Prędzej rzuciłabym się z mostu, niż tak wprost powiedziała, że mi na nim zależy.
A zależy?
- Śmiesznie wyglądasz, gdy tak robisz.- powiedział, nagle rozbawiony, zbijając mnie z tropu.
- Hmm?
- Nie ważne.- pokręcił głową.
- Powiedz. - nalegałam.
- Wyglądasz, jakbyś gadała ze samą sobą.- mówił z lekkim uśmiechem i postukał się palcem w czoło.
- Pewnych rzeczy nie da się zmienić. - wzruszyłam ramionami i w końcu zjadłam pierwszą frytkę z mojego Bsmarta.
- Opowiem ci kawał. - odezwał się po chwili ciszy.
- Tylko nie to.
- Niby dlaczego?
- Twoje kawały są beznadziejne.
- Zupełnie jak ty. - odgryzł się, robiąc do mnie minę.
- Tragiczne. przewróciłam oczami.
- Dobra, słuchaj - przerwałam mu jęcząc niezadowolona - Jęki zostaw na później - rzucił z głupim uśmieszkiem i ten tekst był tak bardzo w jego stylu, że no nie wytrzymam.
Wystawiłam do niego język, a on sięgnął przez stół, prawdopodobnie by go złapać, lecz w porę schowałam.
- Jesteś psychiczny. - powiedziałam.
- Ty bardziej.
Toczyliśmy walkę na spojrzenia, dopóki nie zadzwonił jego telefon. Odebrał, a ja wzięłam pierwszego gryza Cheeseburgera. Z jego słów wywnioskowałam, że musi się zbierać.
- Idziesz już sobie? - upewniłam się.
- Przyjaciel mnie potrzebuje.
- Jest. - odparłam uradowana.
- Taka mała, a taka wredna. - wymruczał pod nosem, co spowodowało u mnie lekki uśmiech.
Zamrugał na mnie oczami.
- Uśmiechnęłaś się! - zawołał podekscytowany, przez co momentalnie wróciłam do mojej maski obojętności.
- Miałeś już iść. - burknęłam.
- Napiszę dziś do ciebie. I nie obchodzi mnie, co będziesz robić, masz mi odpisać.
Zasunął za sobą krzesło, a ja przewróciłam oczami.
- Bo ci tak zostanie. - wyszczerzył się. Denerwuje mnie frajer jak nikt inny.
- Zejdź mi już z oczu.
- Kochasz mnie widzieć .- rzucił i odszedł.
CZYTASZ
Tweeting with Niall || N.H. ✔
Fanfiction@NiallOfficial: Twój środkowy palec urósł :o @RubbyScream: Za to twój mózg się skurczył @NiallOfficial: Ty masz chamskość we krwi @RubbyScream: Opss @RubbyScream: Nil słodziaku powiedzieć ci coś? @NiallOfficial: Uu ostro się zaczyna, dajesz @RubbySc...
