Link:
http://one-shoty-by-narya-n-lu.blogspot.com/2014/12/one-shot-i-see-you-obirin.html?m=1
Kakashi i Rin przygotowali się do walki. Ninja Kiri ścigali ich już od dobrych 4 godzin, a im już brakowało sił. Oinini Mgły stanęli przed nimi. Ich pozy ukazywały jak bardzo sobie drwią z Konoszan.
- Nic się nie bój Rin – powiedział Kakashi i osłonił ją własnym ciałem – Obiecałem, że się tobą zajmę i dotrzymam słowa.
- Kakashi, mnie nie da się już uratować – szepnęła – Jeśli dotrę do wioski, pieczęć aktywuje się, a Sanbi zniszczy Konohę.
- Jestem pewny, że Kushina-sama coś wymyśli. Jest mistrzem w pieczęciach i...
- ZABIJ MNIE – powiedziała i zrobiła to tak stanowczo, że Kakashi przez chwile nie wiedział co ma zrobić.
- Nie mogę...
- Moi mili nie sądzę, że to czas na pogaduchy – odezwał się przywódca AMBU Kiri i zaśmiał się. Dziesiątka oninów rzuciła się na dwójkę Konoszan. Hatake złożył pieczęć do Raikiri, ale błyskawica ledwo się tliła. By uratować Rin, używał dziś sporo Sharingana i jego chakra była na wyczerpaniu.
Oddychał ciężko przez coraz większy brak chakry.
- Chikuso... – przeklął, gdy jeden z oninów Kiri zbliżył się do nich z wyciągniętą kataną.
I wtedy stało się coś niesamowitego. Postać pojawiła się znikąd i natychmiast zabiła Oinina Kiri jego własną kataną.
Kakashi stał oniemiały i wpatrywał się w plecy mężczyzny przed nim. Nosił długi czarny płaszcz z herbem Uchihów na plecach. Miał długie krucze włosy, które spływały mu na ramiona, a następnie ginęły gdzieś w połach kaptura. W lewej z rąk trzymał czerwony parasol, którym osłaniał się przed deszczem. W prawej zaś ściskał katanę, którą chwile wcześniej odebrał oninowi Kiri, a następnie pozbawił życia.
- Kakashi-kun, nie powinieneś pozwalać kobiecie moknąć na deszczu – powiedział nieznajomy i rzucił oniemiałemu szarowłosemu parasol, a sam z niesamowitą prędkością ruszył na oninów. Konoszanie wpatrywali się urzeczeni jak nieznajomy ninja w kilka chwil pokonał oddział ANBU. Jego ruchy były płynne i takie piękne... Wyglądał jakby tańczył. Wystarczyło, że dotykał wrogich ninja, a oni padali. Z co poniektórych zaczęły wyrastać rośliny. Gdy skończył stał po prostu po środku pola walki otoczony przez wielkie drzewa, które wyrosły z martwych shinobi. To było takie... niesamowite.
Mężczyzna odwrócił się w ich stronę, a oni zdumieni patrzyli na jego oblicze. To był...
- O-obi-to – wyjąkała Rin.
Szatyn spojrzał na nich a jego stalowe spojrzenie stopniało. Z prawego oka zniknął blask sharingana.
- Rin, Kakashi…
Konoszanie rzucili się w jego stronę i powalili na ziemię.
- Obito! – krzyknęli, a z ich oczu pociekły łzy szczęścia. Uchiha przyciągnął ich do siebie i objął. Był tak bardzo szczęśliwy. Bał się, że już nigdy ich nie zobaczy.
- Dziękuję wam – szepnął, a oni spojrzeli na niego zaskoczeni – Byliście powodem dla którego tak bardzo starałem się przeżyć. Cieszę się, że was widzę, szczególnie ciebie, Rin – zwrócił się do dziewczyny i uśmiechnął się.
Szatynka zarumieniła się. Dopiero teraz to do niej dotarło, ale chłopak, który jak myśleli, nie żyje od prawie trzech lat, kompletnie różnił się od Obito którego znała. Wydawał się być taki... dorosły. No i wyprzystojniał! I te cholerne długie włosy, które opadały mu na ramiona! Jego wyglądu nie niszczyła nawet blizna na policzku, a tylko dodawała charakteru.
