🔫four🔫

305 69 10
                                        

Blondyn niepewnie obrócił się za siebie, upewniając się iż nikt ich nie przyłapie. Michael aktualnie majstrował przy zamku z przypadkowych drzwi, należących do mieszkania które miał zamiar okraść.

-Skończ się ciągle oglądać za siebie i przytrzymaj mi łaskawie tą klamkę -burknął, spoglądając w dół, gdzie klęczał Hemmings. -Możemy dziś robić wszystko legalnie, wiec nic nam nie grozi -stwierdził, wzruszając przy tym ramionami.

-No właśnie, każdy może zrobić dziś wszystko, więc także zalicza się do tego zabicie złodziei przez domownika tego mieszkania! -uniósł swój ton, wzdrygając się, kiedy Michael oparł łokieć na jego głowie.

-Nie histeryzuj -westchnął, po czym w końcu otwarł drzwi. Z zadowoleniem popchał ich powłokę do przodu, wchodząc do środka.

Luke niepewnie podążył za nim, dokładnie rozglądając się dookoła siebie. Choć we wcześniejszych sytuacjach nie czuł strachu, to tu jednak miał dziwne przeczucia iż coś się wydarzy.

Czerwonowłosy podświetlił drogę latarką, którą wcześniej zabrał ze swojego samochodu. W mieszkaniu były słyszalne jedynie odgłosy ich kroków, oraz ciche pociąganie nosem przez Luke'a. Michael zwrócił się do niego twarzą, zakładając na swe usta palec, po czym od razu wkroczył do ogromnego salonu. Wszystkie meble nie wyglądały wcale tanio, jak i dodatki. 

Oczy czerwonowłosego świeciły niczym małe lasery, kiedy tylko ujrzał złote szkatułki wysadzane diamentami.

-Cholera, ja to mam szczęście do wybierania mieszkań -powiedział z zachwytem, ładując cenne przedmioty do dużego, szmacianego wora. Luke cicho zachichotał, powoli krocząc po salonie. Dokładnie przyglądał się każdej rzeczy, czasami dotykając jej palcem, lub biorąc w dłonie. W pewnym momencie spojrzał przed siebie, chwilowo zamierając. 

W progu drzwi stała mała dziewczynka, ściskając w swych drobnych rączkach, pluszowego misia. Centralnie wpatrywała się w niego oraz Michaela, który nie przeszkadzał sobie w ładowaniu rzeczy do wora.

-Kim jesteście? -zapytała zaspanym głosem, przecierając piąstką swoje śpiące oczy. 

Luke wysilił się na naciągany uśmiech, kucając powoli na dywanie, aby być na tej samej wysokości co ona.

-M-my? Jesteśmy dobrymi wróżkami! -odparł ze sztucznym entuzjazmem, powodując iż Michael znacznie się skrzywił.

-Nie mogę być syreną? -jęknął, w między czasie przeglądając się w lusterku które zostało oprawione w złotą ramę. Na bogato oczywiście.

Luke zignorował słowa kolorowowłosego, z powrotem wracając do dziewczynki, która wyglądała na zakłopotaną.

-Pracujemy w nocy, naprawiając wszelkie szkody, aby w dzień nie dotknęło Cię nic przykrego -dodał, wystawiając w jej stronę swoją dłoń. -Jednak aby wszystko się udało, musisz iść grzecznie spać, zgoda? -uniósł figlarnie brwi, czekając na jej odpowiedź. 

Dziewczynka pokiwała delikatnie głową, ściskając na zgodę jego rękę, po czym zniknęła z ich widoku.

-Czemu do mnie nigdy nie przyszły takie wróżki? -czerwonowłosy powiedział z oburzeniem, wrzucając do wora miskę z owocami.

-Nie stać Cię na banany i pomarańcze że je kradniesz? -zapytał, kręcąc niedowierzająco głową. -I może nie przyszły właśnie dlatego -powiedział, wskazując na wór pełen skradzionych rzeczy.

-Jestem głodny okej? -burknął, obijając się o niego ramieniem, kiedy sam z trudem ciągnął po ziemi ciężki wór.

Przez chwilę mruczał coś jeszcze pod nosem, aż nie ujrzał czegoś przed sobą. Dokładnie to, wycelowanej w niego strzelby, trzymanej przez ogromnego faceta, który mordował ich wzrokiem.

Offense | MukeOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz