Robiąc ostrożne kroki, Michael powoli stąpał ranną nogą po asfalcie. Luke przez cały ten czas pomagał mu iść, nie ustępując go ani na moment.
Blondyn z reguły był dobrym człowiekiem przez co nie potrafił nie obdarzyć go pomocą, choć ten porwał go chorego i wyczerpanego. No cóż, zbyt dobry.
Michael uczepił się mocno jego koszulki, kiedy źle nastąpił ranną stopą. Ciche syknięcie wydobyło się z jego ust, znów blondyn szybko złapał go w talii.
-Czemu mnie tu gdzieś nie zostawisz? -burknął z niezrozumieniem, chwytając się za kostkę.
-Ponieważ chce mi się jeść, a sam raczej zginę -wzruszył ramionami, prowadząc go dalej.
-Przecież jestem kaleką -prychnął, widząc w oddali dobrze znany mu bar.
-Ale masz spluwę -powiedział z szerokim uśmiechem, idąc w stronę lokalu, który wskazał mu po chwili czerwonowłosy.
Oczywiście szyby były popękane, znów w środku znajdowały się chyba same osoby z wyrokami i więziennym doświadczeniem.
-Hej Larissa -Michael puścił oczko do blondynki, która znudzona stała za ladą. -Mam nadzieję że dzisiaj nie muszę płacić -dodał z pewnym siebie uśmiechem, powodując parsknięcie ze strony dziewczyny.
-Clifford, nawet ta cała reszta zapłaciła za swoje zamówienia -powiedziała, wskazując na samych łysoli, lub kolesi w kominiarkach którzy jedli w nich frytki.
-Andy nie zapłacił! -oburzył się jeden z nich, lecz po chwili oberwał z krzesła. Blondynka tylko wywróciła wzrokiem, wracając do czerwonowłosego.
-Jestem ranny -drążył dalej, lecz w momencie został pociągnięty przez zirytowanego Luke'a.
-Spokojnie, ja zapłacę -powiedział łagodnie, wyciągając na ladę parę banknotów, które znalazł w kieszeni. Często nosił pieniądze po za portfelem.
Blondynka zagryzła swoją wargę na widok przystojnego chłopaka, znów Michael miał ochotę zwymiotować.
-Ja zamówię, a ty idź zająć miejsce -burknął, popychając Luke'a w stronę stolików, a sam ledwo idąc, podszedł ponownie do lady.
-Nie przedstawisz mnie swojemu koledze? -zapytała, ciągle za nim wyglądając, znów dłońmi niezbyt dyskretnie poprawiła swój stanik.
-Woli penisy, a ty masz chłopaka, więc opanuj chcice Larissa -syknął, pisząc jej na kartce swoje zamówienie, po czym z wrednym uśmieszkiem posunął ją w jej stronę. Dziewczyna odprowadziła go zszokowanym wzrokiem, chwytając kartkę w swe dłonie.
Zadowolony kolorowowłosy dokuśtykał do miejsca zajętego przez blondyna, automatycznie zasiadając na przeciw niego.
-Dzięki za zabandażowanie mojej nogi -powiedział w jego stronę, na co kąciki ust Luke'a delikatnie wzbiły się w górę. -Dobry z ciebie wspólnik -wychylił się, aby dźgnąć go w ramię, lecz w tej samej chwili Larrisa postawiła przed nimi ich zamówienia, ze smutkiem spoglądając na blondyna po czym ciężko westchnęła. Zdezorientowany chłopak spojrzał za odchodzącą dziewczyną, a następnie na Clifforda który napychał swoje usta tłustym jedzeniem.
-Okres -stwierdził wzruszając ramionami -Co miesiąc ma depresję i patrzy na innych jakby byli bezdomnymi szczeniaczkami -na te słowa Luke cicho się zaśmiał, porywając z jego talerza frytka, na co chłopak zgromił go wzrokiem.
Michael przyjrzał się dokładnie Luke'owi odkładając swojego hamburgera na talerz.
-Jak się czujesz? -zapytał, znów wbijając wzrok w swoje jedzenie, aby się nie wyzdradzić, iż on, groźny przestępca Michael Clifford się o kogoś martwi. Chociaż, w końcu dał mu chusteczki oraz swoją kurtkę. Michael, jesteś na przegranej pozycji.
-Moje gardło pali jak po festiwalu papryczki chilli, nie czuję niczego smaku ani zapachu. Chyba mam gorączkę, w dodatku zostałem porwany przez faceta który ma mój portfel oraz telefon, a że jest nieco idiotą, został postrzelony, aaaa że ja także jestem idiotą, to mu pomogłem, a co tam u ciebie? -zapytał na koniec, ze sarkazmem, opierając brodę na swych dłoniach.
Czerwonowłosy prychnął, udając urażonego jego słowami, lecz bardziej udawał.
-Mogłeś ukraść sobie jakieś leki na przeziębienie -mruknął, wrzucając do ust jednego frytka.
-Ukradłem -odparł, wyciągając z kieszeni kradzione lekarstwa. Dwa listki pastylek, oraz coś jeszcze.
Michael niepewnie się temu przyjrzał, po czym sięgnął po biało-niebieski inhalator.
-Mam astmę -wytłumaczył od razu, widząc jego pytające spojrzenie. -Choć nie miałem ataku od paru dobrych lat, to zawsze nosze go przy sobie, lecz musiał mi dziś gdzieś wypaść, kiedy zostałem napadnięty -Michael pokiwał zrozumiale głową, obracając inhalator parę razy w swoich dłoniach. Nigdy nie miał do czynienia z osobami chorymi. Czy to z astmatykami, cukrzykami, czy innymi. Nigdy, dlatego czuł się dziwnie przy Luke'u z myślą iż ten w każdej chwili mógłby mieć atak, choć przez tak długi czas go nie miewał.
-Gdzie teraz pójdziemy? -blondyn zmienił prędko temat, upijając łyka swojej coli.
Michael chwilowo popadł w zamyślenie, aż do jego głowy nie wpadło pewne miejsce.
Miejsce które na pewno nie spodoba się Luke'owi.
CZYTASZ
Offense | Muke
Fanfiction"Jedna noc w roku, podczas której każde przestępstwo staje się legalne." Tamtej nocy, Luke wracał sam do domu, kompletnie nie przejmując się nagłaśnianym przez wszystkie media, zagrożeniem. I to właśnie było jego największym błędem. Grafika na okład...
