2. Życie studenckie

69 4 2
                                    

Wiktoria POV:

Jesteśmy w akademiku. W NY jest teraz godzina 19:30 (Sobota, 30 września). Podróże są fajne, jeśli nie bierze się pod uwagę: dyskomfortu w samolocie lub innych formach transportu, młynu na lotniskach, taszczenia bagaży, i najgorszego co może być, pogody. A najlepsze kiedy, już jesteś na miejscu i chcesz odpocząć, nagle okazuje się, że czeka na ciebie WALIZKA. Serio, ta cała rzecz z walizką mnie przeraża. Rozpakowywanie jest najgorsze.

Uzgodniłyśmy (tak właściwie to tylko moje ukochane przyjaciółki, bo poczęstowały mnie kolejnym: „bez dyskusji"), że gdy wejdziemy do akademika dostanę czas, tylko na zajęcie łóżka i ulokowanie gdzieś bagażu. Za co powinnam im podziękować, bo naprawdę nie jestem teraz w nastroju do „zadamawiania się". Najlepiej poszłabym spać. I to jest minus tego co zrobiły, ponieważ zabierają mnie do jakiegoś klubu, a jeżeli mam gdziekolwiek iść to muszę mieć choć trochę czasu na ogarnięcie się po tak ciężkiej podróży.

Udało mi się wybłagać raptem 15 minut na przygotowanie do imprezy. No, bo hej? Nie ma opcji, że pójdę na swoją pierwszą imprezę w NY nieprzygotowana. Koniec końców, obie wyliczają mi czas stoperem. Ok rozumiem, ja zawsze się spóźniam, ale stoper to już lekka przesada.

Idiotki. Zobaczymy jak one będą się szykować. Zemsta będzie słodka.

Ta cała rzecz ze zmianą stref czasowych daje się we znaki. Mimo to ja nie przeżywam jej tak fatalnie, ponieważ mój organizm jest przyzwyczajony do małej dawki snu i na szczęście jestem w stanie normalnie funkcjonować. Ale inni czasem przeżywają to tak bardzo, że budzą się w środku nocy i nie mogą spać, ponieważ ich zegar biologiczny wariuje. Ja się szybko przyzwyczaję.

- Czas cię goni. Tik tak tik tak - truje mi do ucha Marcelina.

- Ups. Czas się skończył. Idziemy świętować Wiki !!! - myślę, że Martyna już coś łyknęła.

Nie zdziwiłabym się, gdyby tak było.

Kurwa, jestem tak podekscytowana. Ja pierdolę, wyczuwam zajebisty wieczór.

- No to dziewczynki... Zapraszam - wzdycham ciężko i przewracam oczami na widok Martyny, otwierającej aktorsko drzwi tak jakby sama Elżbieta II miała przez nie przejść.

- Lecimy na najlepszą imprezę w naszym życiu !!! - krzyczy Marcelina, a ja jej wtóruję.

_____________________________________

15 minut później wchodzimy do klubu pełnego ludzi. Od razu uderza mnie fala zapachu, mieszanki: alkoholu, skrętów i spoconych ciał. Przedzieramy się w głąb do znajomych moich towarzyszek.

Właśnie zaczynam życie studenckie. Woooow...

Nagle wpadam na czyjąś klatkę piersiową.

- Uh. Przepraszam - mówię pośpiesznie.

- Nie, to ja przepraszam - odpowiada chłopak.

Podchodzi do nas Martyna.

- Hej. To jest Niall, mój chłopak - przedstawia mi przystojnego blondyna o pięknych, niebieskich oczach. - A to moja przyjaciółka, Wiktoria - wskazuje na mnie.

- Miło mi cię w końcu poznać - wydaje się sympatyczny. - Martyna dużo mi o tobie opowiadała.

- Na przykład co? Znając ją, na pewno same dobre rzeczy- patrzę na nią zabójczym wzrokiem, a mój głos ocieka sarkazmem.

Przez tyle lat nauczyłam się, że gdy Martyna komuś o kimś „opowiada", to tak naprawdę ośmiesza i oczernia. Wygaduje same najgorsze i najgłupsze rzeczy. To samo dotyczy zdjęć. Ta suka pokazuje każdemu najgorsze i te najbardziej przypałowe zdjęcia.

A teraz się idiotka szczerzy, jak głupi do sera.

Mniejsza z tym. Obiecałam sobie, że zrobię przesłuchanie temu lalusiowi.

- Nie było, aż tak źle. Z tego co wiem, bardzo się przyjaźnicie i traktujecie, jak siostry - zapewnia mnie.

- Dobra mam to gdzieś, muszę z tobą pogadać - patrzy na mnie niezrozumiale. O, tak bój się śliczny chłoptasiu - Martyna?

- Hm?

- Mogę porwać twojego chłopaka na chwilkę?

- Wybacz, kochanie. Ostrzegałam - zwraca się do Nialla ze współczuciem wymalowanym na twarzy.

Szkoda mi go. Wydaje się być w porządku i jest taki bezbronny z tym wyrazem twarzy. No trudno. Nie będę robić wyjątków, tylko dlatego, że jest słodki. Muszę go przepytać. Czuję, że to mój obowiązek. Jestem jej przyjaciółką i nie pozwolę, żeby jakiś kutas ją skrzywdził.

Przepycham się przez ludzi, ciągnąc za sobą Nialla. Wychodzimy na zewnątrz. Zapalam papierosa i częstuję chłopaka. Moja taktyka: chcę najpierw go poznać i zbadać jaki jest, nawiązać kontakt, przekonać do siebie i wypytać.

Martyna POV:

- Kurde. O czym oni będą gadać?- pytam Marcelinę.

- Oj przesadzasz. Niall traktuje to jak zwykłą rozmowę z ... przyszłą szwagierką - żartuje - Nie martw się. Pogadają sobie troszkę i po sprawie. Przecież ją znasz. Niby dramatyzuje, a tak naprawdę zaraz i tak będzie shippować wasz związek. Zresztą Nialla nie da się nie lubić sama dobrze o tym wiesz - stara się mnie pocieszyć.

To prawda, ale...

Co jeśli się nie polubią? Co jeśli będę musiała wybierać między nimi? A jeżeli... oh rzeczywiście przesadzam.

Muszę odreagować. Sięgam po czerwony kubek. Za chwile czuję znajome mi uczucie - trunek pali mi gardło. Po kilku drinkach jestem już wstawiona.

Pieprzyć to.

Wypiłyśmy z Marceliną mniej więcej kilka drinków i shotów.

Jakby co, to oczywiście ja tę część więcej.

Teraz siedzimy i słuchamy trochę naszej paczki, ale ona w większości składa się z chłopaków, co skutkuje temu, że tematy rozmów są strasznie nudne.

Nagle zmienia się piosenka i porywam Marcelinę do tańca.

Marcelina POV:

Tańczę z brunetką, co chwilę spoglądając na zielonookiego chłopaka.

Cieszę się, że Martyna jest szczęśliwa z Niallem i, że zapomniała o poważnej rozmowie blondyna z Wiktorią.

Nie wiem, dlaczego tak to przeżywała skoro wszyscy dobrze wiemy jak to się skończy.

Mogę się założyć, że Wiktoria będzie cieszyć się ich szczęściem i zaraz będzie ich shippować.

Ja, natomiast takiego szczęścia jak moja przyjaciółka nie mam.

Nie uważam, że jestem jakoś szczególnie atrakcyjna, ale muszę przyznać miałam trochę adoratorów. To nie o to chodzi, że wybrzydzam, tylko po prostu żaden z nich nie sprawił nigdy, aby zaparło mi dech w piersiach.

Nigdy się nie zakochałam i nigdy też nie byłam kochana. Nie wiem jak to jest, ale wiem, że zielonooki brunet siedzący w loży i pokazujący wszystkim swoje urocze dołeczki przyprawia mnie o zawał serca i cholera wie co mam z tym zrobić.

Do you want a rose?// z.mWhere stories live. Discover now