Rozdział 30

2.9K 174 192
                                        

Ten, kto nigdy w życiu nie stracił świadomości w wyniku wypadku, nie wie, jak potwornym i męczącym przeżyciem jest wrócenie z tego stanu do świata żywych. Normalnemu, przeciętnemu śmiertelnikowi można byłoby to wytłumaczyć, porównując pobudkę do kaca. Tak, nie żartuję. Doświadczyłem w moim krótkim, heroskowym życiu obu tych nieszczęsnych zjawisk. Ten sam, pulsujący i niedający racjonalnie myśleć ból głowy, drętwienie i sztywność każdej części ciała oraz powieki sklejone tak mocno, że można byłoby pomyśleć, że Hermes skleił nam je klejem do drewna były tylko jednymi z wielu nieprzyjemnych następstw zapadnięcia w błogi stan nieświadomości. Patrząc z perspektywy czasu, bycie nieprzytomnym nie jest takie złe. Były to chyba jedyne momenty w moim życiu, w których mogłem odpocząć, a z mojej głowy ulatywały wszystkie nieprzyjemne myśli.

Mój kolejny z rzędu powrót do świadomości z pewnością mógłby się ubiegać o miano jednej z najgorszych pobudek w moim życiu.

Jednym z pierwszych dźwięków, jakie zdołały dotrzeć do mojej głowy, było uporczywe pikanie, połączone z niemalże zagłuszającym irytujący dźwięk szumem w głowie. Ostre światło wdzierające się pod moje powieki zniechęciło mnie do otwarcia oczu. Poruszyłem delikatnie palcami prawej dłoni, jednak po niewielkim ich zgięciu napotkałem niewidzialną barierę, która uniemożliwiała mi kolejny ruch.

– Percy, otwórz oczy – usłyszałem cichy, niemal niedosłyszalny szept z mojej prawej strony. Ktoś z nadzwyczajną delikatnością chwycił mnie za rękę i powolnym ruchem dotknął mojej szyi.

Skrzywiłem się lekko, czując, jak oślepiające światło dostaje się do moich źrenic. Zamrugałem kilka razy, a widząc otaczającą mnie zewsząd biel, zacząłem zastanawiać się, gdzie jestem. Przecież niemożliwe było, żebym trafił do nieba, prawda? W końcu kraina umarłych jest w podziemiach, gdzie od zarania dziejów panuje mój wuj, Hades.

– Spójrz na mnie – chwila, skądś znałem ten głos. Ten cichy szept, otulający moje zdezorientowane zmysły wdzierał się wprost to mojego umysłu, skąd rozgrzewającą falą spływał do serca, wywołując w nim mieszane uczucia. Skąd ta niepewność? Rozpoznawałem ten głos. Rozpoznawałem, kochałem, jednak też nienawidziłem. Sam nie miałem pojęcia, skąd we mnie wzięły się takie odczucia. Mój mózg niekiedy płata mi takie figle. Podświadomość chyba działa nawet wtedy, gdy ledwie kontaktujemy.

Jedyny ruch, na jaki mnie było stać, to odwrócenie zesztywniałej głowy o kilka cali. Jednakże nawet zobaczenie burzy blond loków opadających na moją skroń nie przyniósł mi odpowiedzi na pytanie, kim była tajemnicza postać, szepcząca moje imię. Wzrok nadal miałem trochę, a nawet więcej niż trochę zamazany, więc wszystko widziałem jak przez mgłę.

– Odpoczywaj Percy, teraz wszystko będzie dobrze – usłyszałem ponownie ten dźwięczny głos, a delikatne dłonie nie przestawały głaskać mojej ręki.

Wszystko będzie dobrze...

Nie, nie będzie. Kiedy wszystko jest dobrze, to znak, że tak naprawdę nic nie jest dobrze. Znałem ten paradoks aż za dobrze. Zbyt wiele razy w życiu doświadczyłem przekorności losu. Teraz nie dam się tak łatwo oszukać.

Wtem wszystko wróciło. Każda z sekund bólu, jakich doświadczałem w życiu. Każde cierpienie, poniżanie, wykorzystywanie i obdarzenie nienawiścią. Wróciły wszystkie ciosy, uderzenia i zniewagi, których doświadczyłem ze strony ojczyma. Pomijanie przez przyjaciół, zniewagi rzucone w moją stronę z ust bogów, w tym ojca. Masa obelg, kłamstw i jadu Annabeth.

Właśnie. Annabeth. To ona była tą istotą, która szeptała mi czułe słówka na ucho. Osoba, którą kochałem nad życie. Osoba, dla której gotów byłem poświęcić wszystko oraz dziewczyna, którą potraktowałem jak śmiecia. Kobietę, która pomimo moich błagań wbiła mi nóż w serce, dodając mi jeszcze większego cierpienia. Nie będę kłamać, zraniła mnie. Najbliższe osoby ranią nas najbardziej, ponieważ znają nasze słabości, które przed nimi odsłoniliśmy. Taka jest gorzka prawda.

Oczy Koloru MorzaOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz