OKOLICZNOŚCI WASZEGO POZNANIA 2.

6.4K 141 53
                                        

Bruce:

Siedziałaś na miękkim, bordowym fotelu.

-Panowanie nad emocjami to jedna z najważniejszych umiejętności w pani zawodzie.- Kobieta poprawiła okulary na nosie.

-Wiem o tym, że mój zawód jest stresujący.- Wypuściłaś powietrze nosem.

-Ale idzie ci coraz lepiej. Cieszę się, że robisz postępy.

-Gdybym ich nie robiła najprawdopodobniej kogoś bym zabiła- zaśmiałaś się.

Psycholog nie odwzajemniła twojego uśmiechu.

-Uważam, że na dzisiaj możemy już skończyć spotkanie- zamknęła swój zeszyt.

Pokiwałaś głową i wyszłaś cicho zamykając drzwi.

Na korytarzu siedział tylko osamotniony mężczyzna. Domyśliłaś się, że idzie tam skąd ty wyszłaś.

-Ma dzisiaj zepsuty humor.- Wskazałaś kciukiem drzwi.

-Ona chyba nigdy nie jest zbytnio szczęśliwa.- Lekko się uśmiechnął.

Bez zastanowienia usiadłaś na krześle obok niego.

-Miło mi- wyciągnęłaś rękę w jego stronę- [T/I].

-Bruce.- Niepewnie uścisnął twoją dłoń.

-Mam nieodparte wrażenie, że skądś cię znam.- Uniosłaś brew.

-Wątpię.- Wstał.- Nie masz skąd, znaczy nie powinnaś mnie kojarzyć. Heh... jestem takim nikim- zakrył swoją twarz ręką.

-Dobra- uśmiechnęłaś się szeroko.

Mężczyzna nie wiedział co ma ze sobą zrobić. Chciał szybko wejść do sali, jednak za szybko otworzył drzwi. Uderzył się nimi w twarz. Zaśmiał się nerwowo i zniknął w pomieszczeniu. Na swój sposób był uroczy, a nawet bardzo.

Bucky:

Trenowałaś boks już bardzo długo. Nie miałaś z tym problemu. Rzadko przegrywałaś. Jednak nie przepadałaś za "czystymi" walkami. Wolałaś takie w magazynach. Takie gdzie mogłaś zgarnąć niezłą kasę. Właśnie miałaś mieć jedną z takich. Stałaś na ringu czekając na przeciwnika. Często walczyłaś z płcią przeciwną. Dostawałaś wtedy więcej pieniędzy więc jak najbardziej ci to pasowało. Twoim przeciwnikiem okazał się być sporych rozmiarów rosjanin. Zawsze bawiło cię to jak oni się denerwują i przeklinają.

-Przecież to jest ewidentnie nie fair!- Krzyknął ktoś z tłumu.

Był to mężczyzna w czapce i czarnej bluzie.

-O co ci chodzi?- zapytałaś podchodząc do granicy ringu.

-Przecież łatwo pokonasz tą kupę mięcha.

-Czemu tak sądzisz?- Uniosłaś brew.

-Widziałem inne twoje walki- powiedział bardziej do ciebie.

-To ty chodź.- Odwróciłaś się do tłumu.- Zmieniamy przeciwnika! Rusek spada!

Tłum był zachwycony tą informacją. W ten sposób zaczęłaś walczyć z gościem z tłumu.

Zaczęliście spokojnie. Zwykłe uderzenia, a właściwie nie trafienia. Zapowiadało się naprawdę dobrze puki nie uderzyłaś faceta w twarz. Tylko spojrzał na ciebie, a zaraz potem leżałaś na deskach. Leżałaś zszokowana, próbowałaś zrozumieć co cię boli. Jednak nie bolało cię nic. Mężczyzna kucnął obok ciebie.

-Powinnaś z tym skończyć, a poza tym- lekko się uśmiechnął- wygrałem.

-Kim jesteś?- Ostrożnie się podniosłaś.

-Bucky- powiedział zgarniając pieniądze ze stołu.

Po prostu zniknął w tłumie. Jednak ty czułaś, że jeszcze się spotkacie.

Clint:

Uznajmy, że próby ekstremalnych rzeczy nie kończą się w twoim przypadku dobrze. Skakałaś ze spadochronu jednak coś poszło nie tak i jakimś przypadkiem złamałaś nogę w pięciu miejscach. Od kostki po koniec uda. Lekarka która robiła ci prześwietlenie stwierdziła, że masz nogę jak puzzle. Fajnie. Teoretycznie powinnaś wrócić do domu jednak lekarka chciała zostawić cię na obserwacje. Jeździłaś wózkiem inwalidzkim po korytarzu robiąc kółka i driftując. Aby uniknąć złej, grubej pielęgniarki dyżurującej zjechałaś windą na przypadkowe piętro. Był to oddział z salą zabaw i miejscem spotkań pacjentów. Chciałaś pojechać gdzieś indziej, ale zatrzymał cię widok starszej pani. Siedziała sama przy rozłożonych szachach. Najwidoczniej czekała aż ktoś z nią zagra. Westchnęłaś i podjechałaś do niej.

-Zagramy?- Ruszyłaś pionkiem.

Staruszka nic nie powiedziała tylko uśmiechnęła się szeroko. Grałyście jak szalone. Jeśli można tak powiedzieć o grze w szachy. Żadna z was nie mogła wygrać, cały czas były remisy. Cały czas żartowałaś na temat drewnianych pionków, a kobieta co chwilę uśmiechała się szeroko. Nic nie mówiła, ale tobie to nie przeszkadzało.

-Koń na A cztery.- Odezwał się ktoś za tobą.

Kobieta szybko wykonała ten ruch i wygrała. Spojrzałaś z niedowierzaniem na plansze a potem na kobietę. Ta tylko uśmiechnięta odeszła.

-Chciała dać ci wygrać- mężczyzna usiadł naprzeciwko mnie.

-Domyśliłam się.-Zaczęłam chować plansze.

-Skąd?

-Drugi raz w życiu gram w szachy.-Zaśmiałam się a on mi zawtórował.

-Jaka jest twoja godność?- Uniósł brwi.

-[T/I].

-Clint.- Wstał- pomóc ci?

-Jasne, nie potrafię poruszać się na tym wózku.

Wcale nie skłamałaś tylko po to aby spędzić z nim więcej czasu. Wcale a wcale.

Sam:

Wychodziłaś z koleżanką z galerii. Ona była obładowana torbami z zakupami, ty natomiast niosłaś tylko swoją torebkę w której miałaś mały srebrny wisiorek. Miałyście kupić sobie coś na urodziny brata waszej przyjaciółki, jednak tobie nic nie przypadło do gustu. Nagle twoją torebkę wyrwał jakiś chłopak. Nie zdążyłaś zareagować, chłopak ruszył biegiem przed siebie. Podążyłaś w pogoni za nim. Nie miałaś najlepszej kondycji, prawdę powiedziawszy w ogóle jej nie miałaś. Już po paru metrach zrobiło ci się niedobrze. Jednak nie dawałaś za wygraną, goniłaś go. W pewnym momencie zniknął gdzieś za zakrętem. Również zakręciłaś. Zobaczyłaś jak złodziej twojej torebki leży na chodniku. Nad nim z twoją torebką stał niczego sobie mężczyzna.

-To chyba twoje- wyciągnął w twoją stronę torebkę.

Nie odpowiedziałaś, oparłaś się tylko o najbliższą latarnię.

-Nic ci nie jest?- podszedł do ciebie przy okazji nadepnął na rękę chłopaka który leżał na ziemi.

-Tak to jest jak czyjaś kondycja jest poniżej zera.- Niepewnie się uśmiechnęłaś.

-Może jednak ci jakoś pomogę?- uniósł brew.

-Jest dobrze, nawet przestałeś się rozmazywać.

-Z twarzy wyglądasz jakbyś miała wybuchnąć- zaśmiał się.

-Ej- wyprostowałaś się- Nie znasz nawet mojego imienia a się ze mnie śmiejesz?

-No dobra. To jakie jest twoje imię?

-[T/I]. A ty?

-Sam. Może się gdzieś przejdziemy.

-No nie wiem.

-Pamiętaj, że jesteś mi winna przysługę za uratowaną torebkę- puścił ci oczko.

-Niech ci będzie.- Uśmiechnęłaś się najszerzej jak potrafiłaś.

Ewidentnie polubiłaś tego gościa.

Druga części okoliczności waszego poznania już jest! Jestem taka dumna, że ją napisałam. Mam nadzieję że wam się spodoba!

Pozdro 3N1NKA

Preferencje ~ AvengersOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz