ZDRADA #2

5.1K 144 47
                                        

Loki:

Pokłóciłaś się z Lokim. Znowu i znowu o to samo. Po raz kolejny musiałaś sprowadzić go do parteru po tym jak znowu wyzywał innych ludzi. Coraz częściej zdarzały mu się takie akcje. Siedziałaś u siebie na kanapie. Sama, Loki gdzieś poszedł. Coraz bardziej irytowało cię to, że się tak od siebie odsuwacie. Czekałaś na niego cały dzień, zadzwoniłabyś do niego, ale oczywiście wielki władca nie chciał posiadać telefonu.

Kiedy było już ciemno usłyszałaś jak ktoś wchodzi do mieszkania. Poszłaś sprawdzić kto to.

-Nie za późno?- zapytałaś z wyrzutem.

-Odejdź nędzna istoto.- Osunął cię ręką i poszedł do salonu.

-Opanuj się, poza tym myślałam, że nie możesz się upić.- Usiadłaś obok niego na kanapie.

-Nie jestem pijany.- Wywrócił oczami.- Po prostu nie mam ochoty z tobą rozmawiać.

Zignorowałaś jego wypowiedź. Uważnie go obserwowałaś. Spostrzegłaś coś co cię oburzyło.

-Co to jest?- Wskazałaś palcem na czerwony ślad pomadki na jego szyi.

-Nic co powinno cię interesować.- Szybko wstał.- Mam cię dość. Idę do sypialni.

Nie czekał na twoją odpowiedź po prostu poszedł do pomieszczenia. Nie chciałaś tak tego zostawić, ruszyłaś za nim.

Stałaś za drzwiami bacznie przyglądając się jego czynom. Przebierał się. Nic nadzwyczajnego. Jednak kiedy ściągnął koszulkę zobaczyłaś jego plecy, podrapane.

-Ty zdrajco!- Z rozmachem otworzyłaś drzwi.

-O co ci znowu chodzi? Nic nie zrobiłem!- Stanęliście twarzą w twarz.

-Może mi jeszcze wmówisz, że biłeś się z niedźwiedziem?- Zachciało ci się płakać.

-Daj sobie spokój.- Szybko założył coś na górę.

-Dobrze.- Wypuściłaś powietrze z płuc.- Z nami koniec.

-Słucham?- Nie mógł uwierzyć.

-Daje sobie spokój. Masz czas do jutra aby się stąd wynieść. -Zaczęłaś wyrzucać jego rzeczy na korytarz.

-Nie możesz ze mną zerwać!

-Właśnie to robię!- Pierwszy raz uderzyłaś go z liścia.

Bruce:

Poszliście razem na bankiet z okazji otrzymania przez Bruca jakiejś ważnej nagrody. Siedziałaś przy stole z jakimiś ważnymi ludźmi. Twój ukochany poszedł z jakimś gościem na "ważną" rozmowę. Zaczęło ci się nudzić. Postanowiłaś go poszukać. Chodziłaś po korytarzach. Nie spodizewałaś się że to aż taki duży budynek. W pewnej chwili usłyszałaś dziwne dźwięki z oddalonego pokoju. Nie przejęła byś się tym gdybyś nie usłyszała:

-Taak. Bruce!

Drzwi były niedomknięte, spojrzałaś przez nie. Nie miałaś wątpliwości, to był twój ukochany. Byłaś wściekła, ale nie weszłaś do pomieszczenia. Wróciłaś na salę. Spokojnie poczekałaś aż Banner wróci.

-Cześć- Mężczyzna usiadł obok ciebie.

-Hej kotek.- Dałaś się cmoknąć w policzek.

-Ucieszysz się- mrugnęłaś do niego.

-O co ci chodzi?- Spojrzał na ciebie zaskoczony.

Ty nie odpowiedziałaś. Wstałaś. Chwyciłaś kieliszek z winem i postukałaś w niego widelczykiem.

Preferencje ~ AvengersOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz