Tak jak każdego ranka lodowata woda muska moje ciało. Dlaczego akurat lodowata? Ona pobudza, nie pozwala zasnąć, daje ukojenie. Nie wiem,czym to jest spowodowane. Jednak jeżeli działa, to w czym problem?
Wysuszony i ubrany wszedłem z powrotem do pokoju. Rozglądnąłem się. Coś nie pasuje. Otwarte okno, rozbity wazon. Zmarszczyłem brwi i podszedłem. Zamknąłem je i pozbierałem kawałki szkła. Odwróciłem się, a na łóżku ujrzałem swoją żonę.
-Wybacz za bałagan. To niechcący. - zaśmiała się
-Co Ty tutaj robisz? - moje serce przyspieszyło.
-Podejdź słońce. - uśmiechnęła się. - nie gryzę. - podszedłem nie pewnie
-T-Ty na prawdę nie żyjesz?. - moje oczy się zaszkliły
-W pewnym sensie. - skrzywiła się. - Muszę iść... Przeszukaj cały ten pokój. Znajdź w...
Nie dokończyła. Rozpłynęła się w powietrzu. Po moim policzku spłynęła jedna samotna łza. Wytarłem ją wierzchem dłoni i usiadłem na materacu. Ułożyłem dłonie na karku. Kolejna fala informacji zalała moje ciało. Moja głowa ciężka od myśli nasuwała mi, abym poszedł spać. Rozum tak samo. Serce rwało się, żebym od razu zaczął przeglądać pokój. Wszystko zaczęło się we mnie kotłować. Zacisnąłem palce na kołdrze. Zerwałem się na równe nogi i przeszedłem na sam koniec pokoju.
Pomieszczenie wywróciłem do góry nogami. Pragnąłem cokolwiek znaleźć. Chociażby mały szczegół. Wszędzie panował bałagan. W końcu nastąpił czas na szafę. Wywaliłem z niej wszystko. Przeglądałem jej każdy zakamarek, przesuwałem ubrania na podłodze. Nic z nich nie wyleciało. Odsunąłem ją nawet. Nic. Sprawdziłem pod łóżkiem niechcący łamiąc jeden szczebel. Pusta teczka. Wszystkie szafeczki. Totalnie zero. Stałem w miejscu. Niczego nie znalazłem.
Nie poddając się dalej przeczesywałem każdy zakamarek pokoju. Ku ironii została mi tylko jej toaletka. Zirytowany swoją głupotą usiadłem przy niej. Otwierałem każdą szufladę po kolei. W ostatniej ujrzałem to. Czerwona wstęga. Kto by się spodziewał, że życie da mi ją na sam koniec. Może to zwykła wstążka? Nie wygląda na taką. Zacząłem jej się przyglądać. Spojrzałem z powrotem do pudełeczka, w której przebywała. Liścik. Zacząłem czytać. Niestety, był postrzępiony i wyblakły przez czas. Jednak upewnił mnie on, że to o to chodziło.
CZYTASZ
𝙽𝚒𝚎𝚙𝚛𝚣𝚎𝚠𝚒𝚍𝚢𝚠𝚊𝚕𝚗𝚒
RandomNic nie może trwać wiecznie, zawsze coś się spieprzy. Nigdy nic nie idzie dokładnie po naszej myśli. Życie pcha nas w różne sytuacje i różne drogi. Podsyła nam różnych ludzi, ale nie wolno nam się wszystkim przejmować. Lepiej kochać i cieszyć się pr...
