Usłyszałam dzwonek do drzwi, więc zerwałam się z kanapy i chwyciłam dwie dychy, które przygotowałam na stoliku w korytarzu.
- Poczekaj chwilę. – odłożyłam telefon, przerywając rozmowę z mamą, by otworzyć drzwi.
- Dzień dobry, pani pizza. – gość w pomarańczowym ubraniu wręczył mi pudełko, a ja podałam mu odliczoną kasę.
- Dziękuję. Do widzenia. – zamknęłam drzwi i ruszyłam do kuchni, uprzednio zgarniając telefon i znów przykładając go do ucha. – Już jestem.
W kuchni otworzyłam pudełko i od razu uderzył we mnie cudowny zapach jeszcze ciepłej pizzy hawajskiej. Złapałam jeden z trójkątów, gryząc kawałek.
- Co ja tam mówiłam... a, mam nadzieję, że dobrze się odżywiasz. – usłyszałam głos mamy i szybko przełknęłam jedzenie, które miałam w buzi. Moja rodzicielka była zwolenniczką tylko domowych posiłków, więc na pewno nie chciała by usłyszeć, że dzisiaj na obiad i kolację będę miała pizzę.
Zwykle gotuję coś sama, ale dziś naprawdę miałam na nią ochotę, a kompletnie nie chciało mi się robić nic innego. Za oknem padał deszcz, więc dzień od razu zrobi się taki przytłaczający, odbierający chęci na zrobienie czegokolwiek.
- Jasne, że tak. – zapewniłam ją.
- Kiedy przyjedziesz do domu? – zapytała, a ja przewróciłam oczami.
Owszem, tęskniłam za rodzinnym Krakowem, ale zdecydowanie nie brakowało mi mieszkania z rodzicami. Tutaj czułam totalną swobodę i mogłam wszystko zaplanować sobie tak jak chciałam. W domu, jak to w domu, wszystko kontrolowała mama, a ja miałam już tego dość. Dlatego w ciągu dwóch lat odkąd przeprowadziłam się na studia do Warszawy, odwiedziłam rodziców dosłownie kilka razy, na jakieś większe święta. I myślę, że to było wystarczająco. Chociaż może powinnam okazać im więcej szacunku, skoro dopłacali mi się do mieszkania...
Dużą część byłam w stanie opłacić sama, bo ciężko pracowałam w każde wakacje, odkładając kasę, ale wiadomo, że wydatków zawsze jest dużo. Rodzice natomiast nie mieli problemu z tym, żeby od czasu do czasu przesłać mi pieniądze. Byłam jedynaczką, więc nie musieli ich dodatkowo rozdzielać. Mimo że nie byliśmy jakoś mega bogaci, to spokojnie starczało nam na wszystko i mogliśmy czasem pozwolić sobie na coś „lepszego", dlatego też stwierdziłam, że jest okej - wystarczy jak przyjeżdżam co święta.
- Na Wielkanoc. – stwierdziłam. To jeszcze ponad miesiąc, więc w sam raz.
- No dobrze. Trzymaj się, kochanie. Do usłyszenia. – rozłączyłyśmy się w chwili, gdy dzwonek do drzwi znów rozbrzmiał.
- No nie dadzą mi skończyć tej pizzy. – westchnęłam i wytarłam ręce w ściereczkę, ruszając na korytarz.
Nie spodziewałam się nikogo o tej porze. Może to pan z Uber Eats zapomniał dać mi dodatkowego sosu.
- Michał? – uniosłam brew, widząc rozweselonego chłopaka. – Przecież miałeś przyjść później. – zerknęłam nawet na zegarek, by się upewnić, że mam rację. Umawialiśmy się na osiemnastą.
- Wiem, ale i tak nie miałem co robić w domu. – wzruszył ramionami i wszedł do środka mojego mieszkania.
- Okej. Czuj się jak u siebie. - zamknęłam za nim drzwi, odwracając się w jego kierunku. Chłopak rozglądał się po wnętrzu, gdyż był tu pierwszy raz.
– Fajnie. – skomentował, ale wiedziałam, że to nie luksusy, w których sam mieszka.
Nie zamierzałam jednak czuć się z tego powodu gorzej. Poświęciłam natomiast chwilę, żeby mu się przyjrzeć. Miał dziś na sobie granatową bluzę i ciemne spodnie, a na nogach buty z newbalance. Wyglądał tak zwyczajnie, ale pasował mu ten basicowy styl. Wywnioskowałam również, że musiał przyjechać tu autem, bo był suchutki, podczas gdy na zewnątrz wciąż kropiło.
CZYTASZ
aspartam • mata ✔
Fanfictionmam czerwone gały, no bo wpadłaś mi do oka #1 w 'mata' #6 w 'fanfiction'