XV

1.9K 130 31
                                        

Kilka dni później Pansy Parkinson pojawiła się na progu Harry'ego z walizką.

— Czy mogę się wprowadzić? — zapytała, po czym wtargnęła do środka.

— Um, jasne — powiedział Harry, zamykając drzwi i podążając za nią do kuchni. — Czy wszystko w porządku?

Dziewczyna wybuchnęła płaczem. Wydawało się, że w pewnym momencie zaczęła dusić się łzami. Potter nigdy nie widział jej w takim stanie, ponieważ Pansy nie okazywała uczuć na co dzień. Udawał twardą, choć tak naprawdę była cholernie delikatna. Niezgrabnie poklepał ją po ramieniu.

— Cicho już, spokojnie — powiedział, ponieważ nie mógł wymyślić nic innego do powiedzenia. I zadziałało, ponieważ Parkinson przestała płakać.

— Zasady współlokatora — powiedziała, pociągając nosem. — Nienawidzę sera pleśniowego. Nie możesz mieć w tym domu sera pleśniowego. Ten zapach sprawia, że ​​krztuszę się.

— Nie lubię sera pleśniowego. Pansy, co się dzieje?

— Po prostu spodobała mi się zmiana środowiska. Wszyscy moi współlokatorzy są narkomanami.

— Rozumiem.

Pansy rzuciła się na krzesło.

— Blaise to czasami taka pizda — westchnęła.

— Zdecydowanie tak. Co zrobił tym razem?

— Powiedział, że nie wierzy, że naprawdę zamierzam rzucić to. Powiedział, że zawsze to mówiłam i po kilku godzinach znowu paliłam jakieś gówno. To jest tak ciężk-

— Myślę, że zachował się nieodpowiednio.

— Cóż, wyprowadziłam się. To już jakiś postęp, co nie?

— Tak, oczywiście — powiedział Harry i nastawił czajnik. — A ty go kochasz?

— Nienawidzę go.

— Och.

— Muszę znaleźć pracę.

— Myślałem, że nie musisz pracować. Masz chyba wystarczająco dużo pieniędzy — powiedział Potter.

— Poprosiłam rodziców, żeby przestali dawać. Nie masz nic przeciwko, jeśli zapłacę od razu czynsz za sześć miesięcy?

— Wiesz, że nie jest to sposób, w jaki zazwyczaj układa się te umowy?

— Chyba mogłabym poprosić mamusię, żeby przysłała ci trochę pieniędzy — powiedziała Pansy. — Ale ja nie chcę więcej z nią rozmawiać. Za bardzo się wstydzę. Możesz mi załatwić pracę? Czy mogę tu palić?

— Nie.

— Kurwa mać.

Od tego niepomyślnego początku Harry martwił się, że mieszkanie z Pansy będzie co najmniej burzliwe, ale w rzeczywistości okazała się raczej sumienną współlokatorką. Szczególnie dlatego, że unikała wszystkich sytuacji, w których ludzie mogliby uchodzić za narkotykami na sucho i wydawało się, że chce głównie siedzieć na kanapie i oglądać telewizję.

— Kupiłam ci telewizor — powiedziała, pierwszego dnia Harry wszedł i zobaczył, że ogląda Oprah.

— Za jakie pieniądze?

— Mój fundusz powierniczy?

— Myślałem, że twoi rodzice cię odcięli — powiedział Harry. Pansy wyglądała na zdezorientowaną.

— To nie mój fundusz powierniczy.

— Dobrze, oczywiście. Ale jestem głupi — wskazał na nią palcem. — Musisz płacić czynsz.

scaredy cat ★ drarryOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz