VII

3K 213 97
                                        

Harry nie był pewien, czy to co zrobili w kuchni było okej. To było dość oczywiste, że on i Draco chcieli swojej bliskości. Sposób w jaki patrzyli na siebie, oh, to było cudowne.  Denerwowało go to, że blondyn nie miał zamiaru zrywać z Neville'em. Chciał powiedzieć mu, że go kocha, ale czy to miało sens? Nie chciał psuć relacji chłopców, ale chciał Malfoy'a. Chciał, żeby Draco był jego, nie tego gnoja.

W nocy, w ponure dni, Harry widział wszystko bardzo wyraźnie. Draco był zakochany w Neville'u i współczuł Harry'emu, ponieważ chłopak był żałosny, wyblakły i zakompleksiony. W takie dni rozumiał, że powinien się wstydzić, że w ogóle rozmawiał z blondynem. Czuł, że Ślizgon wiedział, że Harry go kocha.

Kiedy Neville po raz pierwszy przyszedł z nimi na mecz quidditcha, czekał, aż Draco pojdzie do toalety, aby odbyć rozmowę.

— Wiem, że przeleciałeś Draco — powiedział. Harry gwałtownie odwrócił głowę, żeby na niego spojrzeć.

— Słucham? On ci to powiedział?

— Nie — odpowiedział gorzko. — Powiedział, że nie.

— A ty mu nie wierzysz, tak?

— Każdy Ślizgon kłamie — powiedział Neville, zaciskając szczękę.

— Jednak powinieneś ufać swojemu chłopakowi.

Neville po prostu przycisnął czoło do ramienia Harry'ego.

— Mam nadzieję, że tego nie robiliście.

— Nic a nic.

— Przytulacie się beze mnie, chłopcy? — powiedział Draco, wślizgując się między nich na ławce, całując Neville'a w usta.

———

Harry chciał się komuś zwierzyć i wiedział, że Ron i Hermiona byliby otwarci i mili, ale w ich relacji było coś, co sprawiało, że czasem nie był tego taki pewien. Rozważał Lunę, Ginny, a nawet Marcusa Flinta, ale w końcu zdecydował, że porozmawia z Pansy Parkinson.

Weszła przez sieć Fiuu o dziesiątej wieczorem we wtorek, odgarniając włosy i unosząc się jak latawiec.

— Potter, przyniosłam ci coś — powiedziała i dała mu lizaka, którego ssała kilka sekund temu.

— Yh, dzięki.

— Masz jakiś lód? — zapytała. Miała ogromne źrenice. Była w starym stroju sportowym i bez makijażu.

— Często sama się odurzasz, Pansy? — zapytał, napełniając szklankę lodem i podając jej. Podniosła kawałek i zaczęła ssać.

— Tak. Myślisz, że to złe? — przechyliła głowę.

— No na pewno nie jest cudowne.

— Chcesz trochę lodu?

— Nie, dziękuję.

— Czuję się dobrze — powiedziała. — Każdy musi czasem poczuć się dobrze.

— Tak, rozumiem — odpowiedział Harry z lekkim uśmiechem.

Wylądowali na podłodze przed ogniem.

— Przepraszam — szepnęła, wskazując i zginając palce. Na przemian pocierała skórę lodem i owijała się grubymi kocami.

— W porządku.

— Bałam się, myślałam, że zabije wszystkich. Przepraszam, Harry.

— Szczerze, Pansy, w porządku. Już to przerabialiśmy.

— Byłoby mi tak smutno, gdybyś teraz nie żył.

Brunet chciał odwrócić jej myśli, ponieważ jej stan się pogorszył, a usta zaczęły krwawić.

scaredy cat ★ drarryOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz