Mój normalny dzień

276 11 12
                                        

Miałam piękny sen, który nagle przerwał głośny, nieprzyjemny dźwięk. "Przysięgam, jak tylko nasi naukowcy znajdą sposób na podróże w czasie to cofnę się i zabiję tego kto wymyślił budzik!". Niechętnie wstałam z łóżka, do którego położyłam się ledwo 5 godzin temu. Zdecydowanie muszę załatwić sobie urlop. Chociaż na kilka dni. Może i potrzebuję znacznie mniej snu niż przeciętny człowiek, ale nawet ja nie wytrzymam długo śpiąc maksymalnie po 5 godzin dziennie, mając lekcję przez średnio 8 godzin i pracując do drugiej w nocy bez większych przerw.
Podeszłam do krzesła i zabrałam ubranie, które przygotowałam wczoraj po powrocie ze szkoły. Szybko skierowałam się do łazienki i wykonałam poranne czynności.  Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. Patrzyła na mnie brązowowłosa dziewczyna, o przenikliwych niebieskich oczach. Dotknęłam małej blizny po kuli na lewym obojczyku. Jedyna blizna, która nigdy nie zniknęła i nigdy nie zniknie. Cicho westchnęłam. Ubrałam czarne dżinsy, niebieską bluzkę i szarą bluzę wkładaną przez głowę oraz upewniłam się, że czarna skórzana bransoletka nie zsunęła mi się z nadgarstka. Poszłam do kuchni połączonej z salonem, żeby zrobić sobie kanapki do szkoły oraz tosty na teraz. Od jakiegoś czasu to małe mieszkanie należało tylko do mnie. Wcześniej oficjalnie należało do Mike'a, a ja mieszkałam tu z nim, ale w praktyce mieszkałam tu od początku sama. Kilka miesięcy temu udało nam się wygrać sprawę w sądzie i dzięki temu w wieku 16 lat stałam się pełnoletnia. Mam własne mieszkanie, motor, a nawet pistolet. W szkole nie jestem nikim ważnym. Ubieram się normalnie, nie maluję się, nie mam jakiś bardzo dobrych ocen, choć właściwie mogłabym mieć ze wszystkiego szóstki.

Założyłam sportowe buty i wyszłam do szkoły. Moje mieszkanie jest stosunkowo daleko, ponieważ jakby ktoś mnie zobaczył jadącą z zawrotną prędkością na motorze i w dodatku z włączoną syreną nie odpędziłabym się od plotek.
Szłam sobie spacerkiem do szkoły, gdy nagle obok mnie zatrzymało się auto policyjne na sygnale. Wywróciłam oczami. "Znowu się zaczyna. Brakuje jeszcze, żeby przyjechali pod samą szkołę, albo lepiej, żeby wparowali na lekcję". Z auta wysiadł Steve. Mój partner w walce. Chociaż tak właściwie to jego partnerką i w pracy i w życiu prywatnym była Lisa White. Obecnie przebywała na misji w Chinach, więc został przydzielony do mnie. Nasza grupa składała się z pięciu osób: ja, Steve i Lisa, którzy pracują na co dzień w policji, Jack Walker z FBI i Jesse Walker (młodszy brat Jacka) z CIA. Lisa jest informatykiem, a Jesse kryptologiem. Steve i Jack to agenci terenowi. A ja? W sumie sama nie bardzo wiem. Często jeżdżę na akcję, najczęściej jako agent terenowy, ale zdarza się, że jestem tam jako informatyk (czytaj haker) lub kryptolog. Właściwie w każdej drużynie jest parzysta liczba osób. Tylko u nas tak nie jest. Pewnie dlatego, że dołączyłam na końcu. Na początku tylko Lisa ciepło mnie przyjęła, ale reszta też szybko się do mnie przekonała. Zwłaszcza po tym jak pokonałam Steve'a (wtedy był najlepszy) w walce w ręcz. PW nie jest taką organizacją jak FBI czy CIA. Najbliżej nam do Interpolu, ale to i tak nie my. Działamy na całym świecie, dosłownie, ale kwaterę główną mamy w USA. Gdzie ona dokładnie się znajduje jest tajemnicą. O naszej organizacji wiedzą tylko najwyżsi członkowie rządów. Nasi agenci na co dzień pracują w innych firmach, oczywiście mamy też stały skład, ale i tak co najmniej połowa ma też drugą pracę. Są w niej dopóki nie dostaną wezwania. Wtedy, można powiedzieć, biorą urlop na czas nie określony. Jak ja się w ogóle wkręciłam do tej organizacji opowiem kiedy indziej.

Stanęłam ze skrzyżowanymi na piersi rękami.

- Hej Ana. Co tam?

- Cześć Steve. Co się stało?

- Czemu od razu zakładasz, że coś się stało?

- Pomyślmy... Bo nigdy nie przyjeżdżasz radiowozem z włączoną syreną. W ogóle nie przyjeżdżasz zanim nie skończę lekcji.

Agentka 00XOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz