Brazylia

79 5 0
                                        

Ana siedziała przy stole jedząc śniadanie. Cieszyła się chwilą wolnego po ostatniej misji w Indiach. Oficjalnie miała wolne do końca tygodnia, ale niemal zawsze na takich "urlopach" okazywało się, że jest potrzebna na miejscu. Miała nadzieję, że tym razem tak nie będzie, ale mówiąc szczerze sama w to za bardzo nie wierzyła. 

Cały dzień przesiedziała w domu rozkoszując się samotnością i spokojem, których jej często brakowało. Oglądała filmy, czytała zaległe książki i nadrabiała lekcje ze szkoły. Obawiała się, że przy jej trybie życia nie ma szans na ukończenie jakiejkolwiek wyższej szkoły. Cudem będzie jak uda jej się zdać liceum. Problemem nie były jej oceny, ponieważ z wszystkiego mogłaby mieć najwyższe możliwe stopnie, tylko jej ciągłe nieobecności. Jeżeli udało jej się pochodzić do szkoły przez trzy miesiące w ciągu roku był to naprawdę dobry wynik 

Taka miła atmosfera utrzymała się do późnego popołudnia. Wtedy właśnie zadzwonił jej telefon. Numer wyświetlał się jako nieznany.

- Słucham?

- Ana Moore? - odezwał się męski głos z słuchawki. 

- Chyba powinien pan wiedzieć do kogo dzwoni.

- Nie mam czasu - wydawało się, że mężczyzna biegnie. - Nazywam się Robert Barrowby. Jakiś czas temu w Muzeum Van Gogha w Amsterdamie zostałem aresztowany przez policję, której ty i jeszcze jeden agent pomagaliście. 

- Skąd pan dzwoni? - zapytała zaniepokojona Ana.

- Nie mam czasu teraz tego tłumaczyć. Potrzebuję pomocy!

- Dlaczego zwraca się z tym pan do mnie? Przecież stoimy, że tak nazwę, po przeciwnych stronach barykady.

- Nie wiem komu mogę zaufać. PW to jedyna organizacja jaką znam, której nie można kupić. Odkryłem coś co może zmienić wiele rzeczy. Chcą mnie za to zabić.

- Gdzie pan jest? - powtórzyła pytanie.

- Uciekam przez las. Spotkamy się w restauracji przy lotnisku Alta Floresta w środkowej Brazylii. Błagam przyjedź jak najszybciej!

- To może trochę zająć. Postaramy się być tak szybko jak możemy.

- Przyjedź sama - zażądał.

- Odpada. Szef mnie nie puści. Jeżeli tak bardzo ci zależy mogę zabrać tylko jednego z moich ludzi, tego co był w Amsterdamie. Ufam mu całkowicie.

- Zgoda. Za ile tu się dostaniecie?

- Najwcześniej jutro wieczorem. Nawet jeżeli polecimy samolotem wojskowym to i tak lot zajmie nam to kilkanaście godzin.

- Kiepsko. Pokręcę się po mieście i mam nadzieję, że zgubią mój ślad. Spotkamy się w restauracji koło lotniska. 

- W porządku - Ana zakończyła połączenie.

Stwierdziła, że zanim cokolwiek zrobi musi szybko wszystko przemyśleć. Wyglądało na to, że Robertowi udało się jakoś uciec z holenderskiego więzienia, pewnie z pomocą kogoś z zewnątrz, i teraz jakimś cudem znalazł się w Brazylii. Dowiedział się czegoś o czym nie powinien wiedzieć i ktoś zdecydował się go zlikwidować. Bardziej martwiła ją nie groźba możliwej pułapki, ale to że znał jej personalia. Imiona, nazwiska, numery telefonów i adresy wszystkich członków PW były pilnie strzeżone. A jej już najbardziej. Właśnie po to jej przyjaciele wymyślili dla niej różne pseudonimy. Jeżeli udało mu się poznać te informacje na jej temat, oznaczało to że albo mają jakiś ogromny przeciek informacji, albo ktoś z jej znajomych mu je podał. 

Zdecydowała się w końcu, że zadzwoni do Steve'a. W końcu to z nim miała tam pojechać. Powinni wspólnie podjąć tą decyzję, a dopiero później poinformować Mike'a. Wybrała numer i cierpliwie czekała aż odbierze telefon.

Agentka 00XOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz