[10] 𝐲𝐨𝐮 𝐩𝐫𝐨𝐦𝐢𝐬𝐞𝐝 𝐦𝐞

716 36 18
                                    

Stałam po drugim końcu sali i wpatrywałam się w Nam-rę. Minęło trochę czasu, a dziewczyna nadal się nie przemieniała. Innym działo się to po chwili, jednak tym razem był inaczej. Nagle zauważyłam jak wokół oka Nam-ry pojawiają się czerwone "żyły"? Wyglądało to bardzo nienaturalnie. Oznaczało to, że coś jest nie tak. Szatynka odwróciła swoją głowę w stronę Su-hyeoka i dziwnie się na niego patrzyła. Nagle rzuciła się w jego stronę. Cheong-san zerwał się i stojakiem na nuty zamachnął się w stronę dziewczyny.

— Nie! — krzyknęłam. Chciałam coś zrobić, ale byłam za daleko by zatrzymać Cheong-sana. Na szczęście Su-hyeok zakrył swoim ciałem przewodniczącą przez co odebrał na siebie uderzenie.

— Kurwa, odejdź! — Su-hyeok rzucił się na Cheong-sana i przycisnął go do ławki znajdującej się obok. Zamachnął się na niego pięścią, lecz chłopak zdążył uderzyć go pierwszy i uwolnić się od niego. Rzucił się w jego stronę i razem upadli na ziemię. Chwilę się szarpali gdy Dae-su podbiegł do nich i spróbował rozdzielić. Cheong-san podniósł się szybko i ruszył w stronę Nam-ry. Wbiegłam przed niego tym samym uniemożliwiając dostanie się do dziewczyny.

— Cheong-san, nie — szepnęłam i spojrzałam błagalnie na chłopaka.

— Zejdź mi z drogi — wysyczał z zamiarem ruszenia, lecz Su-hyeok podniósł się i go przytrzymał.

— Przecież się nie przemieniła! — jęknęłam bez radnie i zwróciłam swój wzrok na Nam-rę. — Nie krwawi, widzisz?

— Racja, innym zawsze leciała krew z nosa — wtrącił Dae-su.

— Ale skoro ugryzł ją Gwi-nam... — zaczął Cheong-san, lecz mu przerwałam.

— Nadal nic jej nie jest — zauważyłam, że chłopak dalej w ręce ściska stojak. — Odłóż to.

— Puszczaj mnie — wysapał do Su-hyeoka i uwolnił się od niego.

— Odłóż ten statyw — rozkazałam.

— Przestań się rządzić.

— Matko! — krzyknęłam i podeszłam do Cheong-sana po czym wyrwałam mu z ręki ten pierdolony stojak i odrzuciłam go na bok. Następnie podbiegłam do Nam-ry i kucnęłam przy niej. — Jak się czujesz?

— Po co mnie bronisz? — zapytała przewodnicząca. — Przecież widziałaś jak mnie ugryzł.

— Jesteśmy przyjaciółkami — westchnęłam. — Zresztą to niesprawiedliwe, przecież się nie przemieniłaś. Nie będę stała i patrzyła jak inni wywalają cię z sali skoro nic ci nie jest.

— Chyba rzeczywiście jest zdrowa — zauważył Woo-jin. — Już by się przemieniła.

— Nie — zaprzeczyła Nam-ra i wstała. — Nie jestem zdrowa. Chciałam go ugryźć.

— Nie prawda. Przestać wymyślać — wtrącił Su-hyeok.

— Właśnie, że prawda. Chciałam cię ugryźć.

— Co masz na myśli? — zapytał Cheong-san.

— To wszystko... — wytłumaczyła szatynka. — Miałam ochotę go ugryźć. Nie powinnam z wami zostawać. O mały włos go nie ugryzłam. Wyjdę.

— Czekaj — zatrzymałam dziewczynę, a do mojej głowy przyszła pewna myśl. — Widziałeś jak ugryzły Gwi-nama? — zapytałam Cheong-sana, a ten skinął głową. — A jak się przemienił?

— Tego nie. Musiałem uciekać.

— Żadne z nas nie ma powodu kłamać. Może... on się nie przemienił? W filmach zdarzają się odporni ludzie — wytłumaczyłam.

Will we survive? || Lee Cheong SanOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz