Czasami naprawdę byłem przerażony uporem Rylanda. Cały czas starał się być taki męski, nie chciał pokazać kolejnej skazy. Już i tak przeklinał siebie za to co mi zrobił kiedy się poznaliśmy, chociaż wiele razy mówiłem, że mu to wybaczyłem. Ale to było jak rozmowa ze ścianą, mogłem mówić ile chciałem, a on jedynie przytakiwał, czasami mówił, że rozumie ale i tak pluł sobie w brodę. Szczerze uważałem, że ściana szybciej by załapała o co mi chodzi niż on. Natomiast teraz nie potrafił się pogodzić z tym co się stało. Jego honor i duma ucierpiały. Jak dla mnie były to odrobine bezużyteczne wartości, ale dla niego miały znaczenie.. co oznaczało, że dla mnie również powinny coś znaczyć. Problem był w tym, że nie wiedziałem jak mam mu pomóc je odzyskać.
Szybko stanął na nogi, niemal tego samego dnia, chociaż czasami potrzebował pomocy by się nie wywrócić. Pomagałem mu w przemieszczeniu się, nawet jak musiał załatwić swoje sprawy. Nie chciał tego przyznać, ale potrzebował mojej pomocy. Wiele razy starał się mnie do tego zniechęcić, ale ja się nie dałem. W końcu tak powinno być w związku. Jeśli jedna osoba jest chora druga powinna się nią zająć. Każdy powinien coś od siebie dawać, wspólnie rozwiązywać problemy. Byliśmy w końcu w tym związku razem i powinniśmy być równi. Dopiero kiedy mu to powiedziałem to nie starał się mnie pozbyć. No może nie powiedziałem tego tak spokojnie, trochę go zwyzywałem od głupich psów, ale w końcu załapał. Przynajmniej miałem taką nadzieje.
-Ryland weź w końcu usiądź a nie kręcisz się jak pierd po gaciach. -Warknąłem na niego. Chodził w kółko nie mogąc znaleźć sobie miejsca.
Normalnie poszedłby do pracy, albo złapałby za łopatę i odśnieżałby ścieżkę prowadzącą do bramy. Musiał jednak zachować pozory. Ludzie już wiedzieli, że się obudził i wracał do zdrowia. Niektórzy go odwiedzali, Lowell, Basim, i kilka osób których imion nie potrafiłem zapamiętać. Trochę jak imię Ali, przyzwyczaiłem się, tak jak cała reszta, do mówienia do niej skrótem. Czasami sobie przypominałem, ale nie wtedy kiedy chciałem, tylko w przypadkowych momentach. Ryland musiał zachować pozory, głównie dlatego, że przeżycie użycia proszku na człowieku to i tak był cud, a szybki powrót do zdrowia mógł być zbyt podejrzany.
-Nudzę się.
Normalnie zleciłbym mu jakieś zadanie. Niestety nie było nic do roboty. Naprawił wszystkie szafki w kuchni, poprzesuwał meble w pokoju, zaczął nawet strugać. Niezbyt mu wychodziło, ale dało się rozróżnić co chciał zrobić.
Wczoraj natomiast jak nudził się w pokoju, to kazałem mu się rozebrać i pilnować własnych ubrań. I to zrobił. Niestety, zamiast usiąść na miejscu to krążył wokół ubrań, o dziwo poskładanych za co go pochwaliłem, jak jakiś sęp nad padliną.
W sumie powinienem się cieszyć, że woli robić niż siedzieć wygodnie w fotelu. Nawet jak jest zmęczony po pracy to coś robi.
-Wiem. Musisz wytrzymać jeszcze jeden tydzień.. może dwa.
-Ile? -Spojrzał na mnie z lekkim przerażeniem. -Ja chce już! -Zabrzmiał jak jakieś dziecko, brakowało tylko by tupnął nogą.
-No i miesiąc jak wrócisz do pracy.. o ile wrócisz.
-Wrócę.
Zabrzmiał bardzo pewnie, w sumie on w przeciwieństwie do mnie był pewny tego co się stanie z łowcami. Ja obawiałem się, że ich wypuszczą, nałożą jakąś drobną karę, najwyżej publiczną chłostę i tyle. To oznaczałoby ciągłe zagrożenie, no może nie chodziliby po wiosce, na pewno dostaną zakaz wstępu, ale strach by pozostał. On natomiast uważał, że chłosta to najdelikatniejsza kara jaką mogą dostać, i szczerze wierzył, że Maerin zostanie stracony. W sumie chciałem tego, mój alfa przez niego cierpiał.. i dlatego obawiałem się, że uniknie konsekwencji. W Sover był jeden mężczyzna podobny do niego, nienawidzili go prawie wszyscy. Raz zgwałcił i zabił jedną dziewczynę. Udowodniono mu winę, ale dlatego, że miał odpowiednie znajomości uniknął surowej kary. Musiał jedynie zapłacić rodzinie zmarłej.. gnidy zawsze potrafią uniknąć konsekwencji.
CZYTASZ
Mieszaniec |ABO|
FantasíaKażdy w miasteczku Sover znał opowieści o krwiożerczych wilkołakach ukrywających się w ciemnych lasach. Każda z nich wyglądała tak samo, potwór pojawia się znikąd, zabija zwierzęta i ludzi do momentu w którym nie pojawia się dzielny śmiałek który na...
