139. Opis

74 3 0
                                        

POV. Roman

- Halo? Jesteś tam? Mel! Odezwij się do cholery! Kurwa Mel! - krzyknąłem z obawą do telefonu.

Nic.

Zero odzewu ze strony mojej rozmówczyni.

Głucha cisza.

Moje kolejne wołanie do telefonu.

Dzwonek do drzwi.

W momencie, gdy usłyszałem dzwonek byłem pewien, że to moja młodsza siostra. Obraz zapłakanej i wystraszonej Alexy rozprzestrzenił się w mojej głowie. Nawet nie wiem kiedy nogi poniosły mnie w stronę drzwi wejściowych.

Byłem niemal pewien, że gdy otworze te przeklęte drzwi moim oczom ukaże się Alexa płacząca, że stało się coś strasznego z Mel albo z dzieckiem.

Serce kołatało mi coraz bardziej. Moja psychika była przygotowana na to, że będę musiał rzucić się szybkim biegiem do mieszkania mojej siostry, ale gdy otworzyłem drzwi, tak się nie stało.

Po drugiej stronie stała Mel. Miała mokre od łez policzki oraz lekko przyśpieszony oddech. Stała i patrzyła na moją twarz. Jak w amoku patrzyłem w jej czekoladowe oczy, które wręcz błyszczały.

Staliśmy tak kilka minut, ale ani jedno z nas nie odważyło się tego przerwać.

- Może wejdziesz? - zapytałem po chwili.

Dziewczyna przystanęła na moją propozycję i już po kilku sekundach stała w salonie mojego mieszkania.

- A więc...

- Spróbujmy! - wtrąciła mi się w zdanie brunetka. - W sensie no wiesz. Tak jak mówiłeś chwilę wcześniej.

Ale ja nie odpowiedziałem. Po prostu zabrakło mi języka w gębie.

Czy ona rzeczywiście chciała przystanąć na moją propozycję? Przecież nie była do tego zoobowiazana, a sama uważała, że aby mieć dziecko nie trzeba być w związku. A może to tylko takie gadanie...?

- Roman. - z zamyślenia wyrwał mnie głos dziewczyny i pstryknięcie palcami tuż przed moimi oczami. - Słyszysz mnie?

- Słyszę, słyszę. - zapewniłem ją. - Tylko... nie wiem co... powiedzieć? - bardziej zapytałem niż stwierdziłem.

- Lepiej porozmawiajmy. - westchnęła.

Usiedliśmy na kanapie w dość bliskiej odległości. Siedzieliśmy, piliśmy sok z mango, który od tamtej pory jest moim ulubiony, i rozmawialiśmy o tym na czym obecnie stoimy.

- To jak? -  zapytała. - Wchodzimy w to?

- Wchodzimy.

Na jej twarzy rozkwitł szeroki uśmiech, który kontrastował z jej sińcami pod oczami. Nie dziwię się, że je miała - była prawie trzecia nad ranem.

Mógłbym przysiąść, że to wszystko było jak w jakieś komedii romantycznej, do której obejrzenia zmusiła mnie Alexa.

Po moich słowach Mel jeszcze bardziej zmniejszyła odległość między nami i z szeroko wymalowany uśmiechem złapała moją rękę kładąc ja delikatnie na swoim ledwo widocznym brzuszku. Niby już tak robiłem, ale wtedy było inaczej. Bo między nami było inaczej.

- Będziesz dobrym ojcem.

- A ty będziesz najlepszą matką.

Parsknęła delikatnym śmiechem. Jednak ślizgonka to ślizgonka.

- No rejczel? Ale wiesz co?

- Hm?

- Nasi przyjaciele będą najlepszymi wujkami i ciociami.

- Oh, w to nie wątpię. Zwłaszcza wtedy gdy Alexa z Zabinim będą próbowali nauczyć je pić alkohol. A Teo z Grahamem będą dawać mu kieliszka albo papierosa, bo przecież rodzice nie patrzą.

- Ale my za to będziemy pomagać w uczeniu ich dzieci. - puściła oczko.

I wtedy stało się coś co myślałem, że nie nastąpi w tak krótkim czasie. Mel zadarła lekko głowę do góry, co było skutkiem tego, iż pomimo znajdowania się na kanapie wciąż byłem od niej wyższy, i pocałowała mnie. Nie żeby coś, ale to był tak szczerzy pocałunek, że najbardziej co z niego zapamiętałem to smak truskawek, które wcześniej musiała zjeść.

W ramach rekompensaty postanowiłem odciążyć ją i wstając podniosłem ją w stylu panny młodej. Zaniosłem ją do swojej sypialni. Przez ten cały czas dziewczyna cicho śmiała się pod nosem. Położyłem ją na wygodnym łóżku i sam ulokowałem się obok niej.

W tamtym momencie czułem, że szczęśliwszy nigdy nie byłem. Bo przecież będę miał dziecko z kimś kogo...

Z kimś kogo kocham.

POV. Tracey

Londyn, 13.07.2020, godzina 3.13

Odpuszczam...

Harry Potter, który tak często nawiedza mój umysł jest nie do zdobycia przeze mnie. Niestety...

Tyle czasu starałam się zdobyć, nawet najmniejszą atencję. Ale nie wyszło...

Próbowałam, ale odpuszczam. Moja babcia zawsze powtarzała, że czasem trzeba odpuścić, aby coś dostać. Jednakże w tej sytuacji odpuszczam, aby się wyleczyć z miłość do słynnego Harry'ego Pottera.

Ostatnio nawet zaczęłam pisać z takim jednym chłopakiem z Hogwartu. Był na tym samym roku co ja, chodził do Gryffindoru. Jest nawet... spoko? Byłam z nim już na jednej randce. Może nam wyjdzie. Może wyleczę się z przystojnego gryfona z czarnymi włosami, boskimi oczami koloru najdroższego szmaragdu, które przykryte są okularami korekcyjnymi.

Ehhh... Pieprzony Harry Potter zawrócił mi w głowie. Jest jak lekarstwo na chorobę. Ale jest to choroba, która z czasem się kończy i trzeba odstawić brane leki.

Może kiedyś o tym zapomnę...

Tracey

----
Wracam po miesiącu nieobecności 😵‍💫

Mam nadzieję, że ten króciutki rozdział wam się spodobał

Miłej majówki, mam nadzieję, że wypoczniecie. A jeśli piszecie maturę to połamania długopisów wam życzę ❤️

•INSTAGRAM• dramioneOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz