Pov.Header
Kiedy wychodziłam z klasy. Ominęła mnie grupka dziewczyn zignorowałam to. Jednak to był ogromny błąd. W sekundę jedna zamknęła z trzaskiem drzwi przed moim nosem. Dwie z nich pociągnęły mnie do tyłu i jedna z nich zerwała mi torbę z ramienia. Trzymały mnie tak mocno że nie mogłam się wyrwać. Świetnie pierwszy dzień i już kłopoty. Nie no zajebiście po prostu. Przede mną stanęła chuda jak wieszak dziewczyna. Miała zielone oczy i błąd włosy związane w kucyk. Wyglądała bardzo sztucznie. Chyba była szefową tej szajki. W pomieszczeniu było ich pięć. Jedna stała przy drzwiach przytrzymując je by nikt nie wszedł i zapewne tez nie wyszedł. Jedna trzymała moją torbę a szefowa stała kilka kroków przede mną. Pachniała perfumami. Nienawidzę zapachu perfum. Dla mnie strasznie śmierdzą. Mam tak od zawsze. Nie ważne jaka marka. Jaki zapach. Śmierdzi to dla mnie tak samo.
-spokojnie nie tak mocno nie chcemy jej zrobić krzywdy-powiedziała w śmiechem w głosie-wiesz czemu tu jesteś?
Zapytała jednak milczałam i patrzyłam się na nią spod łba.
-nie wiesz? To ci powiem patrzyłaś na mojego Ricarda-mówiła i podkreślała dwa ostatnie słowa -wiemy że Ricardo to chłopak ideał. Bogaty, ładny i przede wszystkim kapitan szkolnej drużyny piłkarskiej -miałam ochotę jej przywalić sama nie wiem czemu.-słuchaj jesteś nowa wiec ci ten jeden raz odpuszczę ale zrób cokolwiek co mi się nie spodoba a przyrzekam na godło szkoły że nie wyjdziesz z tego cało-na jej ostatnie słowa wywaliły mnie z klasy, rzuciły we mnie moja torbą i zamknęły za mną drzwi. Kiedy się ogarnęłam i oddaliłam od tamtego miejsca zobaczyłam że nigdzie nie ma Harper. Wyciągnęłam z torby telefon i kiedy miałam wybrać numer siostry zobaczyłam wiadomości że jest na boisku i że mam się nie guzdrać z pakowaniem bo zaczynaj się testy beze mnie. Gdyby ona wiedziała co się tu działo to tej błąd landrynie powyrywała te jasne kłaki. Jestem tego pewna. Pobiegam na boisko z prędkością światła.
CZYTASZ
Królewny
FanfictionPiłka i taniec dwie rzeczy które trzymały nas przy życiu. Rzeczy niby tak różne a jednak podobne. Zupełnie jak my dwie. I tyle nam wystarczyło do szczęścia jednak pewnego dnia wszystko runęło jak domek z kart taki jak ten co układałyśmy w dziecińst...
