Rozdział 14

624 60 7
                                    

Jonathan

Ray w poniedziałkowy poranek podał mi kawę i uważnie mi się przyglądał.

-Weekend chyba udany... - Powiedział powoli idąc w stronę swojego biurka.

-Chcesz własne biuro? – Spytałem. – Na pewno znajdę coś wolnego.

-Coś zrobiłem, że chcesz się mnie pozbyć.

-Wręcz przeciwnie, uważam, że zasłużyłeś na własny pokój. Kto zarządza biurem? Napiszę by przygotowali dla ciebie miejsce.

-Okej, co się dzieje?

-Nic. Jesteś moim pracownikiem, który zasługuje na coś więcej niż biurko w moim gabinecie.

-Teraz żałuje, że nie poszedłem z wami na golfa. Jak nic coś tam musiało się stać.

-Zwykła gra, nic tam się nie działo.

-To, dlaczego tak dziwnie się zachowujesz?

-Niby jak?

-Jesteś... Wesoły. Zadzwoniłeś do mnie z samego rana informując, że nie muszę do ciebie przyjeżdżać z kawą. Jak wspomniałem o śniadaniu, to stwierdziłeś, że sam na nie pojedziesz. A teraz siedzisz i uśmiechasz się, a ja nie wiem o co chodzi.

Wybuchłem śmiechem.

-Przesadzasz. – Stwierdziłem próbując uspokoić śmiech. – Mam dobry humor. Wczoraj wieczorem Rosa wróciła do mieszkania, ja dobrze spałem...

-Coś jest na rzeczy. – W końcu usiadł za biurkiem.

-Mam dzisiaj jakieś plany na lunch?

-Nie. Odkąd spotykasz się z Rosą, to nie pozwalasz umawiać spotkań na lunch.

-Świetnie! Muszę spotkać się z mamą. – Chwyciłem telefon by napisać do niej wiadomość, nie wiedziałem czy przypadkiem jeszcze nie śpi. – To czas by poznała moją dziewczynę.

-Nie... To jest poważne!

-Dopiero teraz to zrozumiałeś? – Wysłałem wiadomość do mamy z prośbą o spotkanie w czasie lunchu.

-To, dlatego jesteś taki szczęśliwy?

-Wyznałem jej miłość. – Przyznałem.

Nagle Ray zaczął się śmiać, a gdy zobaczył, że mam poważną minę, natychmiast przestał.

-Nie żartujesz... - Miałem wrażenie, że aż zbladł. – Co odpowiedziała?

-Nic.

-Okej? I jesteś szczęśliwy?

-Tak, ponieważ w końcu jestem szczery z własnymi uczuciami. Mam ochotę skakać ze szczęścia! Miałem wielkie szczęście, że znalazłem kogoś kogo mogłem szczerze pokochać. Tu nie chodzi tylko o pożądanie, chociaż tego nie brakuje. Ona jest moją przyjaciółką, kochanką, powierniczką... Wszystkim. Zrozumiałem te uczucia, gdy porozmawiałem z Levim.

-Miałeś tylko załatwić umowę na alkohol, a nie odkrywać własne uczucia...

-Rosa Butler to moja przyszła żona.

-Poważnie... Z drugiej strony, przynajmniej wiem, że nie chodzi jej o twoje pieniądze.

-To, że mogę zabrać ją na dobre jedzenie działa u mnie na plus.

-Gratuluje. Cieszę się. – Mówił szczerze chociaż z rezerwą.

-Teraz załatwmy ci osobne biuro.

-Przyznaj się, że nie chcesz bym któregoś dnia nakrył cię z Rosą na biurku.

-Jak się nie zamkniesz to zmienię zdanie.

Jak uwieść milionera?Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz