Rozdział 7

921 93 17
                                        

Chłopak leżał skulony. Otulony był kocem. Jego włosy przysłaniały mu policzki i opadały na czoło. Dodawały mu tym samym nieco dziecinnego uroku. Wygląd małego, śpiącego dziecka, zmęczonego ciężkim i długim dniem. Tak właśnie wyglądał Elio gdy spał.

Buker zamruczał coś pod nosem, łapiąc sie na tym, że ponownie przyglądał mu się gdy spał. Ten dzieciak budził w nim dziwną łagodność o jaką wcześniej by się nawet nie podejrzewał. Jego widok go uspokajał w czysty ludzki sposób. Nie było w nim oczywiście pożądania ani chęci aby go posiąść. Nie wątpił ani chwili, że ktoś inny na jego miejscu z pewnością skorzystał by z okazji. Brzydziła go sama ta myśl.

- Czas wstać - powiedział, sięgając do wiadra z wodą i zanurzając w nim drewniany kubek. Upił trochę, po czym obrócił się. Dzieciak stał już na baczność, przecierając śpiące oczy. - Przygotuj śniadanie - polecił krótko. Nie miał się nad czym rozwodzić.

- Tak panie.

To w nim lubił. Brak komentarzy, pytań czy czegoś w tym rodzaju.

Po chwili posiłek stał już przed nim a Elio zabrał się za rozpalenie pieca, co szło mu wyjątkowo sprawnie.

- Zaraz wychodzę. Nie wiem kiedy będę, może po południu, może pod wieczór. Rzecz jasna, zostajesz w domu - podkreślił.

Po wczorajszej sytuacji, jakżeby inaczej...

- Co mam wykonać poza posiłkiem panie? - zapytał niewolnik, który obmył już ręce z sadzy i usiadł na przeciw niego, samemu zaczynając jeść.

Buker wzruszył ramionami i wstał. Narzucił na siebie płaszcz.

- Znajdź sobie jakąś robotę. - odparł.

Niewolnik zapatrzył się na niego. Obserwował go przez chwilę i przygryzł wargi. Buker poznał już go na tyle by wiedzieć, że ten robi tak, gdy ma chęć się odezwać, ale nie jest pewien czy nie napyta sobie biedy.

- Co? - spytał więc.

- Ja... Nie chcę być zuchwały, ale... Masz panie dziurawy płaszcz - zauważył Elio.

Buker spojrzał w dół i faktycznie, zauważył parę mniejszych i większych dziur. Nie przeszkadzało mu to jednak zbytnio. Nie były na tyle duże by doskwierało mu zimno.

- Mój ubiór to rzecz, która obchodzi mnie najmniej - zapewnił.

- Pogoda jest zdradliwa. Już nie jednego znałem, co był pewien, że byle dziura mu nie przeszkadza a potem umierał na katar... Mogę je pozszywać panie albo załatać...

Buker zamyślił się.

- Rób co chcesz. Jak umiesz, niech i tak będzie, ale jeśli narobisz więcej szkody, nie chcę być w twojej skórze - zagroził.

Taki już był. Tak to miał w zwyczaju. Groźby towarzyszyły mu na codzień. Większość z nich spełniał, jednak oczywistym było, że nie uniósł by bata na chłopaka za to, że ten źle wszył mu łatę. Miał swoje granice.

- Postaram się zrobić to jak najlepiej panie - obiecał Elio.

Buker skinął mu tylko głową.

- Nie czekaj z kolacją. Zjedz, jak zgłodniejesz. - dodał jeszcze. Domyślał się, że bez tego polecenia, Elio zapewne do samej nocy czekałby głodny. W zasadzie nie powinno go to obchodzić. Skąd wzięła się ta nagła troska? Nie miał pojęcia.

Uśmiech pojawił się na ustach chłopaka. Pokiwał tylko głową, patrząc na niego wdzięcznie.

Kat tymczasem zamknął za sobą drzwi i ruszył przed siebie. Po tak dobrym posiłku i dzień stawał się jakiś lepszy...

ExecutionerOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz