Trzy dni później
POV: Cassidy
Dolecieliśmy z Maxem do Kataru kilka godzin temu, gdy była jakaś 2 nad ranem, dlatego właśnie teraz kładliśmy się spać, ale coś nam przeszkodziło, a bardziej ktoś. Usłyszałam głośny dźwięk dzwoniącego telefonu, co mnie zirytowało po długim locie, po którym jedyne czego chciałam. Max spojrzał na mnie z pytającym wzrokiem, prawdopodobnie zadając sobie te same pytanie czyli, kto do chuja dzwoni do kogoś o 6 rano?
Odebrałam telefon, a po drugiej stronie słuchawki usłyszałam znajomy głos.
-Cassie jestem w dupie.- powiedział Lando, ewidentnie zestresowany i spanikowany.
-Lando? Co się stało?- zapytałam, zmartwiona o to co mogło przytrafić się mojemu bliskiemu przyjacielowi, Max spojrzał na mnie jeszcze bardziej zdezorientowany, gdy usłyszał jak wypowiadam imię naszego wspólnego znajomego.
-Pamiętasz jak w niedzielę w limuzynie była taka dziewczyna?- Lando zapytał, a ja staralam sobie przypomnieć o kim mówił, bo nie dało się ukryć, że mało pamiętałam z tamtego wieczoru. Po kilku sekundach zaczęłam w miarę kojarzyć o kim chlopak mówi.
-Uznajmy, że wiem, o którą ci chodzi.- odpowiedziałam na jego pytanie i usiadłam na łóżku koło Maxa, który przysłuchiwał się naszej rozmowie.
-Spaliśmy razem.- wyznał, a ja wcale się nie zdziwiłam, ale słuchałam dalej.
-I co z tego? Połowa ludzi się ze sobą wtedy przespała.- odpowiedziałam, a brwi Maxa lekko się zmarszczyły, kiedy próbował domyślić się o czym rozmawialiśmy, ale po chwili sugestywnie się uśmiechnął w moją stronę wspominając tamtą noc.
-Okej, ale połowa ludzi nie zaciążyła kogoś.- doznałam szoku, a moje oczy się rozszerzyły.
-Che cosa?!- odparłam szybko, nie myśląc nad tym co mówię. Lando i Max pierwszy raz słyszeli jak mówię po włosku, czyli w moim pierwszym języku. Max zdawał się zaskoczony, przynajmniej tak myślałam, przez to jak jego wyraz twarzy się zmienił, a Lando nic nie powiedział, przez co zapadła między nami cisza, która nie była za bardzo przyjemna.
-To znaczy... że co?!- powtórzyłam, tym razem tak, aby oboje zrozumieli o co mi chodziło, na co Lando westchnął i odpowiedział:
-Cassie, ja nie wiem co mam zrobić, przecież ja jej nawet nie znam, nie wiem czy to moje dziecko, chuj wie kto ją jeszcze jebał.- powiedział dalej zestresowany, jego głos się łamał i wiedziałam, że bardzo źle się czuję, dlatego zrobiło mi się go szkoda.
-Lando uspokój się, na pewno jest z tego jakieś wyjście. Po pierwsze, czy ona chce mieć te dziecko?- zapytałam spokojnie, lekko sugerując, że może udałoby się jakoś z tego wyjść, a w odpowiedzi otrzymałam ciche pociągnięcie nosem, ale żadnych słów.
-Nie płacz, ja i Max ci pomożemy, nie jesteś w tym sam. Kiedy lecisz do Kataru?- ponownie zadałam pytanie spokojnym tonem, aby go uspokoić i spróbować cokolwiek z niego wyciągnąć.
-O 14 mam samolot. Cassie tak bardzo się boję.- powiedział cicho przez łzy, na co poczułam jak w moje serce ktoś właśnie wbił nóż. Nienawidziłam, gdy moim przyjaciołom działa się krzywda lub gdy czuli się źle.
-Gdy przyjedziesz to wszystko ogarniemy, okej? Spróbuj się teraz uspokoić i iść spać, musisz się wyspać przed lotem.- Max delikatnie przytulił mnie jednym ramieniem widząc, że jest coś nie tak.
-A tak w ogóle, jak ona ma na imię?- zapytałam, a po krótkim momencie zastanowienia się, Lando odpowiedział.
-Karolina chyba? Nie wiem, mówią, że spała z połową Monako, bo też stąd jest...- kto by się spodziewał, Lando nie miał szczęścia do dziewczyn i to wcale nie było dlatego, że nie miał brania, bo miał go aż za dużo, ale po prostu za każdym razem trafiały się dziewczyny nieodpowiednie dla niego.
-Ogarniemy to razem, kuzyni muszą sobie pomagać, no nie?- stwierdziłam, a Max nie mógł uwierzyć w to co właśnie usłyszał, odsunął się delikatnie i spojrzał na mnie z niezrozumieniem. Rzuciłam szybkie „muszę kończyć Lando, do zobaczenia", zanim się rozłączyłam i odłożyłam telefon, aby zacząć tłumaczyć Maxowi całą sytuację.
-Kuzyni?- zapytał, dalej niedowierzając, a ja lekko się zaśmiałam, co prawdopodobnie nie było na miejscu, bo Max spojrzał na mnie z jeszcze większą dezorientacją.
-Ja i Lando jesteśmy kuzynostwem, mamy wspólną ciocię, to znaczy nasze mamy mają wspólną ciocię.- wytłumaczyłam, a w mojej głowie pojawiły się przebłyski mojego dzieciństwa, kiedy często spotykałam się z Lando, pamiętam to jak dziś.
-Okej, ale dalej nie wiem czemu rozmawialiście o jakimś dziecku i jakiejś typiarze.- powiedział zdecydowanie, oczekując na ciąg dalszy moich tłumaczeń, dotyczących rozmowy sprzed kilku minut.
W pokoju było cicho, a jedyne co było słychać to delikatny powiew wiatru przedostający się przed otwarte okno i nasze głosy rozmawiające o zaistniałej sytuacji, która była ciężka dla nas jako dla przyjaciół Lando, oboje chcieliśmy dla niego dobrze, ale nie wiedzieliśmy co zrobić. Rozmawialiśmy o tym jeszcze przez jakąś chwilę, starając się znaleźć logiczne rozwiązanie, ale oboje nic nie umieliśmy wymyślić, prawdopodobnie przez zmęczenie, które dawało o sobie widoczne znaki, bo prawie spaliśmy na siedząco. Poszliśmy się szybko ogarnąć, a chwilę później padliśmy na łóżko, włączyliśmy jakiś film na moim laptopie i wtuliliśmy się w siebie, a po kilku minutach nieobecnego oglądania nudnego filmu dokumentalnego, zasnęliśmy zapominając o wszystkich problemach, obowiązkach które musieliśmy zrobić, planach na następne dni.
°the end, plot twist😝 i love doing those°
CZYTASZ
Deepest & darkest secrets. // Max Verstappen.
FanfictionMax Verstappen, po skandalicznym zachowaniu na grand prix Holandii, szybko potrzebuje czegoś, a raczej kogoś kto pomoże odciągnąć uwagę mediów. Tym kimś ma być jego znajoma z dzieciństwa z którą się nienawidzi. Enemies to lovers. Napisane głównie...
