//Wigilia: część pierwsza\\ (na wstępie chciałabym przeprosić o megaaa długie niepisanie, poprawie się)
Kiedy się obudziłem Syriusz był wręcz przylepiony do mojego boku, próbowałem wstać tak żeby go nie obudzić, była już pora śniadania, wczesnego śniadania, bo była godzina siódma. Po pięciominutowym zmaganiu się z ciasno zaciśniętą ręką Syriusz wokół mojej talii wydostałem się z łóżka.
Przez okna było widać ciemność, w końcu to grudzień, gwiazdy świeciły się mocno a księżyc jeszcze bardziej, była pół pełnia. Idąc do kuchni popatrzyłem się na zakurzony teleskop, stał w salonie bo stał, powstrzymałem się do podejścia do niego i po prostu poszedłem do kuchni wstawić wodę na kawę.
Kiedy woda była już wstawiona na gaz poszedłem sprawdzić czy jakaś gazeta, mugolska lub nie, wpadła przez drzwi.
Leżały tam dwie. Czytając mugolską znudziłem się, były tam tylko informacje o promocjach, teraz i tak sklepy są zamknięte przez Święta.
Na pierwszej stronie drugiej gazety zobaczyłem nagłówek który mnie przeraził.
"Dom rodziny McKinnon w płomieniach, Sami Wiecie Kto coraz silniejszy"
Dalszy tekst czytałem z łzami w oczach.
"Sąsiedzi zgłaszali krzyki i przeraźliwe śmiechy, parę rodzin mugolskich żyjących obok zginęło. Kolejne niedopilnowanie i nieuwaga założyciela Zakonu Feniksa?"
Jakim prawem oskarżają Dumbledore'a?! On nic nie zrobił, nie mógł nic zrobić!
Przez następne długie chwile siedziałem przy stole w kuchni patrząc się na gazetę tuż pod moim nosem.
Kiedy już się "napatrzyłem" wstałem i zadzwoniłem do Lily i Jamesa.
-Cześć, Remus... Widziałeś wpis? - odezwał się James.
-Tak, jakim prawem oni oskarżają Dumbledore'a? On nie mógł nic zrobić, nie wiedział, nikt się tego nie spodziewał.
- Mówiłem cały czas z złamanym głosem.
-Moony, będzie dobrze, musi być dobrze, my się nie damy, co nie?
-Mówiłeś tak samo jak Marlene i Dorcas jeszcze żyły, na pewno jesteśmy kolejnym celem Sam Wiesz Kogo.
-Nie mów tak, wygramy tą wojnę, jasne?
-Może, do zobaczenia, James. - Rozłączyłem się, oparłem się o ścianę i odłożyłem słuchawkę.
Po chwili rozmyślania poszedłem znowu do kuchni, zrobiłem kawę i wróciłem się do sypialni.
-Hej... Syriusz... Budź się...- wyszeptałem, włożyłem dłoń w włosy Syriusza.
-Mhmhm... - wręcz wymruczał, kiedy spojrzał się na mnie lepiej mogłem zobaczyć znaki zapytania w jego oczach.
-Marlene i Dorcas nie żyją...- wręcz wyszeptałem, zobaczyłem jak Syriusz szuka wręcz w swojej głowie kim one są, siedział smutny. Od razu po tym jak dosiadłem się do niego na łóżko przytulił mnie.
Po jednej lub dwóch godzinach oswoiłem się z informacją, Syriusz też wyglądał na smutnego, na pewno też był.
Czas płynął wolno, po takiej wiadomości chciałem mieć za sobą tą durną Wigilię, udało mi się wybrać przyzwoitą koszulę i spodnie, tak samo jak dla Syriusza.
Wybrałem coś ze swoich bo nie chciałem znosić jego rzeczy ze strychu bo zrobiłby się sajgon.
Kiedy do Wigilii została godzina, dostałem telefon od Jamesa że będą wcześniej, powodu nie zdradził.
Powoli wyciągaliśmy jedzenie z lodówki, stół rozłożyłem a Syriusz wyjął krzesła z piwnicy która była połowicznie piwnicą, bardziej pokojem minimalnie niższym niż parter.
Blat w kuchni był zapełniony sałatkami, garnkami i talerzami owiniętymi w folię.
Choinka została przestawiona z rogu salonu do między oknem, a za kanapę żeby było ją bardziej widać.
Kiedy zbliżała się czternasta zaczęliśmy odwijać folię z talerzy od sałatek i rozkładać sztućce bo po wpół do piętnastej zaczynać się miała wigilia, równo o czternastej usłyszałem dzwonek do drzwi, słyszałem jak bije mi serce w uszach, westchnąłem i poszedłem do drzwi.
Przed otworzeniem drzwi uśmiechnąłem się ale pewnie było widać smutek.
-Witam rodzinkę. - powiedziałem otwierając szerzej drzwi wpuszczając dwie i malutką osóbkę.
-Cześć Remus, - oboje powiedzieli - a co się stało że Coco jeszcze nie skacze z radości widząc swojego wujka i ciocię? - zapytał już sam James, słysząc to zagryzłem wargę wiedząc że 'Coco' właśnie stoi sobie w kuchni i pewnie coś odgrzewa.
-Chodźcie do kuchni... Wezmę Harry'ego - odegrałem malucha z rąk Jamesa.
-Harry pomódl się za swojego tatę... - powiedziałem, z Lily wymieniliśmy spojrzenia które mówili jednoznaczne 'Panie miej nas w opiece'.
James jak szybko wszedł tak szybko wyszedł.
-Remus masz dziewczynę? I czemu jej nie poznałem? Byłem w tym domu dwa dni temu. - zapytał, a ja myślałem że wyrzucić się przez okno z pierwszego piętra to nie taki zły pomysł ale przypomniałem sobie o Harrym w moich rękach.
-Idź, James. Poznaj ją.
-Yyy... No dobrze?
Stanąłem z Lily w drzwiach kuchni, przyglądałem się sytuacji z stresem i tętnem osiemset. Syriusz w końcu obrócił się, James i Syriusz stali twarz w twarz, prawie wybuchnąłem śmiechem kiedy James puknął delikatnie palcem w policzek Syriusza jakby sprawdzał czy jest on prawdziwy. Uśmiechnął się szeroko i wpadł w objęcia z Syriuszem.
-Ty żyjesz! Idioto gdzieś ty był!
-W dupie. - Syriusz powiedział poważnie, po chwili oboje wybuchnęli śmiechem.
Kiedy znowu spotkałem wzrok Lily miała w oczach zdanie 'Idioci', ale dobrze wiedziałem że nie tylko dla mnie był to przyjemny widok.
Syriusz był naszą gwiazdką w te Święta, pocieszeniem na stratę.
Kiedy dwójka nacieszyła się już sobą zaczęliśmy zajmować się kuchnią.
-Remus a ty się chyba bardzo cieszyłeś jak Syriusz się objawił co nie? Mam nadzieję że nie będzie kolejnego dziecka w tej dużej rodzinie która tworzysz z Syriuszem. - zażartował James, na co z Syriuszem się zaczerwienilśmy.
-Lily. Dla niego nie ma już ciasteczek, nacieszy się jego ulubionymi pierogami z kapustą.
-Oczywiście.
-Lily nie zrobisz mi tego, co nie?
-Zobaczy się, jak będziesz grzeczny. - powiedziała Lily biorąc małego gryza jednego piernika z talerza na środku stołu.
Niedługo pojawił się Peter i Sybill wraz z Mary, którą podwieźli z Brighton.
Peter wszedł po dziewczynach które zainteresowały się choinką nie wchodząc do kuchni.
-O kurde, Łapa. - Peter powiedział bez wzruszenia, przytulił jednym ramieniem Syriusza i zaczął pomagać w kuchni. Syriusz za to ucieszył się z takiej reakcji, myślę że stresował się też tym jak inni zareagują.
Kiedy minęła prawie godzina, a Regulus i Mulciber się nie zjawiali zasiedliśmy do stołu.
-Remus czemu tak ciągle zerkasz do przedpokoju? - powiedziała Mary zaciekawiona, a właśnie, reakcja Mary była niczym reakcja matki, wypytywała o wszystko a Sybill dopiero zapoznała się z Syriuszem.
-Regulus i Mulciber mieli przyjechać... - reakcja Jamesa była nie do odczytania. Na wzmianki o Regulusie zawsze wyglądał na takiego bez emocji. Za to Syriusz się skrzywił, za pewne na myśl o jego bracie i nim...
Gadka kręciła się ciągle, temat tabu to był Syriusz i to co stało się z Marlene i Dorcas.
•°-'★
MAM NADZIEJĘ ŻE ROZDZIAŁ NIE NUDNY
WIEM ŻE IDĘ NA STOS
DORBANOC, MIŁEGO DNIA ITD💨💞
CZYTASZ
Coco | | Wolfstar
Storie breviRemus samotny po zaginięciu Syriusza w pod koniec 1975 roku w przerwę świąteczną, znajduje psa 8 lat później, a reszta w środku.
