Odciski butów

27 3 6
                                        

//Mniej więcej nie wiem kiedy później\\

Kiedy nikt nie atakował mojej jakże wielkiej willi - z każdym pokojem po 81 metrów kwadratowych, oprócz kuchni która jest niewiele większa - po prostu zasnęliśmy. Co prawda miałem słaby sen i słyszałem dźwięki skrzypiącej podłogi, a odgłosy prowadziły pewnie do piwnicy.

Pierwszy obudził się Syriusz co zauważyłem po tym jak otworzyłem swoje nadal ciężkie do uniesienia powieki, rozglądał się po kuchni i przedpokoju jakby czegoś szukał.

-Étoile? - powiedziałem nawet nie orientując się że wstałem i do niego podszedłem - czego szukasz? - spytałem całując go w czoło i kładąc swoją głowę na jego ramieniu.

-Regulusa. - Powiedział wodząc wzrokiem po podłodze, ja za to się lekko zaśmiałem.

-Dobrze się czujesz? - spytałem z uśmieszkiem.

-Naprawdę, wyszedłem na dwór i zobaczyłem odcisków butów, ale nigdzie go nie ma, a na podłodze nie ma śladów błota. - zaczął się tłumaczyć, a faktycznie gdyby ktoś wszedł to byłyby ślady błota przez Londyńską pogodę.

-A skąd wiesz że to Regulus? - spytałem się zaciekawiony i trochę zmartwiony odsunąłem się od Syriusza by na niego popatrzeć.

-Nie wiem, ale kto inny mógłby to być?

-Sam nie wiem, na przykład tacy panowie w masce którzy chcą tylko nas zabić?

-Oj cicho już bądź. Idźmy do dziewczyn i malucha, zobaczymy co z nimi. - powiedział przewracając swoimi oczami, trochę omijając temat swoich urojeń.

Przez noc dziewczyny co chwilę wychodziły na zewnątrz, a bardziej sama Sybill. Pytała się o wszystkie możliwe rzeczy, finalnie wyganialiśmy ją z powrotem na dół do Lily, na chwilę James poszedł do niej zobaczyć czy dobrze się czuje i tak samo z Harrym.

Gdy weszliśmy obie spały wraz z Harrym.

Zwykle piwnica składa się z szafek pełnych w dżemy sprzed piętnastu lat -  które mogłyby ci się przeżreć przez ciało - i roweru który ma bardziej zflaczałe opony od jaj Merlina, za to moja piwnica składała się z badań mojego ojca i szkiców anatomii magicznych zwierząt, kojarzył mi się z jakimś mugolskim artystą, tylko że mój ojciec był dupkiem.

Była tam też kanapa, lampa, szafki, bardzo dużo szafek na których znajdowały się książki które zostały przeze mnie znienawidzone lub odpychają mnie swoim wyglądem oraz biurko na którym znajdują się wcześniej
wspomniane szkice.

Najpierw musiałem zdjąć zaklęcia które rzuciliśmy wczorajszego wieczoru. Zobaczyliśmy je śpiące na kanapie, Lily miała w ręce książkę o historii magii którą mogła czytać cały dzień, bo podczas naszych lat szkolnych czytała ją częściej niż odrzucała zaloty Jamesa.
Lampa była zapalona, żółte światło padało idealnie na fioletowe okulary Sybill - na której kolanach leżał Harry - i prawie czerwone włosy Lily.

-Dziewczyny nikt nie chciał zjeść wam mężczyzn ani upartej koleżanki. - na myśli miałem Mary, Jamesa i Petera, a po tym kucnąłem przed kanapą.

-Dzień dobry chłopcy. - Lily powiedziała do dwóch dorosłych mężczyzn stających przed nią, za to ja się uśmiechnąłem szeroko na ziewnięcie Harry'ego.

Po jakimś czasie Sybill zaczęła wybudzać się z snu zimowego, a kiedy otworzyła oczy kichnęła tak głośno że aż odleciałem na jakieś stare notatki z rysunkami.

Zaintrygowałem się nimi więc wziąłem pierwszy lepszy kawałek papieru, a widniał na nim szkic liścia.

Jedyne co widziałem o listku to, to że gdzieś go już widziałem, ale gdzie, tego nie wiedziałem. Nadal zajmowałem się rysunkiem, nawet nie przeczytałem notatek obok.

-Widzieliście kiedyś ten listek? - spytałem jak pięciolatek bawiący się ciuchcią i pytający się rodziców czy do niego nie dołączą.

-Remus nie zajmuj się jakimś listkiem, chodźmy na górę. - Syriusz powiedział patrząc się na mnie, siedziałem wśród notatek z rozkraczonymi nogami.
Kiedy wróciliśmy na górę zastaliśmy Jamesa, Pete'a i Mary w przedpokoju z różdżkami w dłoniach - oprócz Jamesa, który pewnie jak zawsze gubił różdżkę w czarnej dziurze mojego domu, zwaną kanapą - kiedy nas zobaczyli nastroszyli się jak koty.

-Jezus nie strasz Lupin! - Mary krzyknęła.

-Właśnie! Ja się już na spotkanie z glebą przygotowałem! - James powiedział, jak zwykle dramatyzujac. Za to Peter patrzył się na buty Jamesa.

-Petie dobrze się czujesz? - Sybill spytała kiedy zauważyła minę Petera i od razu do niego podeszła zakładając jego lekko przydługie włosy za ucho.

-James... Uhm, miałeś przy sobie niewidkę? Ona przypadkiem ci nie zginęła jak kończyliśmy szkołę?.. - powiedział Peter przerażony, nie wiedzieć skąd miał jakąś fobię jeśli chodzi o duchy, pewnie biedny już sobie coś nawymyślał.

-Co masz na myśli? - James spytał i od razu podbiegł do swoich butów. Uklęknął przed nimi a łzy zaczęły napływać mu do oczu ale szybko je wytarł.

Podszedłem do niego i patrzyłem się na niego z głową przechyloną lekko w bok.

-Kolego to tylko materiał... Spokojnie, wiem że sentymentalność, pierwsze pocałunki z Evans... - po tym dostałem wierzchem dłoni po ramieniu od Lily.

-To więcej niż materiał! Dobrze o tym wiesz. - Przytulił materiał jak zwykle robił to z Harrym, który właśnie wybiegł zza Lily.

Gdy wszyscy znowu zajrzeliśmy do salonu, zauważyłem znajome kręcone włosy, dokładnie takie jak Syriusza tylko pięć razy krótsze.

-Mam nowe wieści. - Odezwał się Regulus siedząc na fotelu z jedną nogą na drugiej.

To już koniec opublikowanych części.

⏰ Ostatnio Aktualizowane: May 25, 2025 ⏰

Dodaj to dzieło do Biblioteki, aby dostawać powiadomienia o nowych częściach!

Coco | | Wolfstar Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz