-OBSESSION-
San zajmuje się sprawą morderstwa młodego mężczyzny, a podający się za partnera ofiary Wooyoung jest jedyną osobą, która może jakkolwiek pomóc w postępowaniu śledztwa.
Start: 29.12.2023
Koniec: 15.12.2024
-ADDICTION-
Kiedy San już myślał...
San zatrzymał samochód, wzdychając głośno na widok znajomego domu. Obawiał się trochę starcia z matką Suryeon po ich ostatniej rozmowie. Nie zamierzał tam jednak siedzieć zbyt długo.
- Jihoonie - odwrócił się do tyłu, gdzie siedział chłopiec. - Będziesz grzeczny u dziadków, prawda?
- Zawsze jestem grzeczny! - odparł pewny siebie.
- Troszeczkę pokłóciłem się ostatnio z babcią, więc postaraj się nie dawać jej za bardzo w kość, dobrze? - powiedział półżartem.
Wysiadł z samochodu i zaprowadził synka do środka, gdzie od razu spotkał się z wrogim spojrzeniem kobiety. Mógł je wyczuć już na podjeździe, choć jeszcze go nie widział. Nie zamierzał jednak wchodzić w żadne dyskusje i kłócić się na oczach Jihoona. Miał już wystarczająco dość wrażeń. Zresztą, po weekendzie na pewno będzie musiał zmierzyć się z kolejnymi zarzutami z jej strony, kiedy dowie się od Jihoona o tym, jak na ten moment wygląda ich codzienność. Znów będzie go straszyć sądem, a on albo ją zignoruje, albo w końcu wybuchnie.
- Jeszcze sobie porozmawiamy - odezwała się, nim San zdążył wyjść. Nie zamierzał nawet ściągać butów. Sama obecność w tym domu przyprawiała go o ciarki. Jakby nawet ściany go nie lubiły.
Nie odpowiedział nic, ale nie chcąc być aż tak nieuprzejmym, kiwnął w odpowiedzi głową i pożegnał się cicho z Jihoonem, machając mu jeszcze podczas zamykania drzwi. Za każdym razem, gdy zostawiał go u dziadków czuł strach. Każde zamknięcie drzwi było niczym zostawienie go w klatce, w rękach ludzi, którzy już nigdy nie pozwolą mu się z nim zobaczyć.
Przegonił wszelkie obawy, mając wyrzuty sumienia, że tak traktuje rodziców Suryeon. Ale prawda była taka, że nigdy go nie lubili. Może też ze względu na to, że wiedzieli o skutkach, jakie może przynieść ze sobą dziecko i mieli mu za złe, że do tego dopuścił. Czy była w tym jednak jego wina? Do narodzin Jihoona nie miał pojęcia o stanie zdrowia Suryeon. Zawsze udawała, że wszystko jest w porządku i uśmiechała się, jak gdyby wyczekiwała dnia kiedy zostaną rodzicami. Ale przecież wiedziała, że szanse na to, że oboje doświadczą rodzicielstwa i wychowają Jihoona we dwoje była mała... San dowiedział się po fakcie.
Na samo wspomnienie poczuł złość. Miał żal do siebie, że nie zorientował się wcześniej. Ale jego poczucie winy przecież nie przywróci Suryeon.
Miał wrócić do domu i spędzić tam resztę dnia, ale zmienił zdanie. Walczył z czymś, co kazało mu spotkać się z Wooyoungiem. Czuł to od jakiegoś czasu i sprawiało, że odnosił wrażenie, jakby popadł w jakiś nałóg. Wciąż myślał i myślał, pragnął go zobaczyć, choć nie wiedział czemu.
A może wiedział doskonale, ale bał się do tego przyznać.
Racjonalne myślenie całkowicie go opuściło w momencie, kiedy wyjechał na główną drogę i zamiast skierować się w stronę własnego domu, wybrał kierunek prowadzący do Wooyounga. Musiał wiedzieć na pewno. To uczucie nie dawało mu spokoju.
A kiedy będzie miał lepszą okazję, niż teraz, kiedy Jihoon jest w dobrych rękach i nie zobaczy tego, co wyprawia jego ojciec?
Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.
Zawahał się w momencie, gdy był już pod domem Junga. Ale tylko na chwilę. Wiedział, że i tak jest już za późno na odwrót, a Wooyoung, jeśli jest w domu, zauważył już jego obecność. Wyszedł więc z samochodu i żwawym krokiem skierował się pod drzwi. Najpierw zapukał, myśląc, że to w zupełności wystarczy. Kiedy jednak po parunastu sekundach nie dostał żadnej odpowiedzi, nacisnął na dzwonek. Jego serce znów przyspieszyło i nie miał pojęcia jak je uspokoić. Nie był już nastolatkiem, powinien od dawna wyrosnąć z takich szczenięcych zalotów.
Miał już dzwonić drugi raz, ale drzwi otworzyły się, a w progu stanął Wooyoung. Zaspany, zdezorientowany, z włosami streczacymi na wszystkie możliwe strony. Przecierał jeszcze zmęczone oczy i poprawiał ubrania, które podwinęły się w wyniku spania. San uznał ten widok za wyjątkowo czarujący.
- San? - zdziwił się jego widokiem. - Co tu robisz?
- Nie wiem - powiedział szczerze, natychmiast czując zażenowanie tymi słowami. - Chciałem cię zobaczyć.
- Ty... - nie mógł znaleźć jeszcze odpowiednich słów. Był zbyt zaspany. - Wejdź - powiedział tylko, wciąż próbując się obudzić.
San wszedł do środka, czując jak zamykające się drzwi uświadamiają mu, że nie ma odwrotu. Na cokolwiek się pisał, nie mógł już zmienić zdania.
- Gdzie Jihoon? - spytał po chwili Wooyoung.
- U dziadków.
- Dziadków...?
- U rodziców Suryeon - wyjaśnił, zgadując co chodzi Jungowi po głowie. - Moja mama nie żyje już od kilku lat.
- Oh... - Wooyoung przypomniał sobie kobietę, gdy jeszcze San ufał mu na tyle, by przedstawić go jedynej bliskiej osobie w swoim życiu. - Przykro mi.
- To było prawie siedem lat temu, Woo. Zdążyłem ruszyć naprzód. Jak zresztą widziałeś.
Siedem lat temu. To szmat czasu. A mimo wszystko wciąż pamiętał ciepły dotyk i usta, które go całowały te siedem lat temu.
- Musiała odejść niedługo po tym jak ja... - odchrząknął.
- Niestety. Ale to nieistotne. Przynajmniej na teraz. Przyszedłem, żeby porozmawiać... o nas.
Wooyoung chyba w końcu się rozbudził.
- O nas?
- Może wyjdę na idiotę, ale nie daje mi to spokoju. Ty nie dajesz mi spokoju. Nieważne jak bardzo próbuję, nie potrafię się od ciebie odciąć. Przypominam sobie to wszystko sprzed siedmiu lat i ogarnia mnie złość... Ale po chwili znowu wracam do tego, co było przed tym. I tego, co jest teraz. Jesteś bardzo uzależniający, Woo.
Jung stał jak wryty, dopiero teraz zdając sobie sprawę z tego, jak San się do niego zwraca. "Woo". Nie "Wooyoung". Do tej pory tak starannie unikał tego zdrobnienia, chcąc zachować między nimi ten chłodny dystans. Teraz, kiedy wyraźnie dał mu znak, że chce go skrócić, a może nawet zniwelować, Wooyoung poczuł jak robi mu się ciepło. Wiedział, że się rumieni, ale miał cichą nadzieję, że San nie zwróci na to zbyt dużej uwagi.
- Przyszedłeś tutaj, żeby mi to powiedzieć? - odezwał się po chwili niezręcznej ciszy.
- Tak. Właściwie tak - przyznał San. - Brzmi debilnie, wiem, ale musisz-
Młodszy nie wytrzymał. Choć walczył z tym od pierwszego słowa wypowiedzianego przez Sana, teraz w mgnieniu oka zmniejszył odległość między nimi i przywarł do jego ust. Nie wiedział, czy tego właśnie chciał San. Nie wiedział nawet, czy on tego chciał. Ale to właśnie podpowiadało mu serce w tej chwili i po raz pierwszy postanowił go posłuchać.
Gdy San odwzajemnił pocałunek, Wooyoung rozluźnił się, nie zdając sobie nawet sprawy z tego, jaki był spięty. Jeden mały błąd w jego przypadku mógł go całkowicie skreślić. Jeden niewłaściwy krok i nigdy więcej nie zobaczyłby Sana. Czując jednak jego usta na swoich, miał wystarczające zapewnienie o wybraniu prawidłowej ścieżki.
O ile nie okaże się ona zmyłką.
...
a/ Zacznę robić bonusowe rozdziały poza harmonogramem po tym jak wszystko zaliczę 🙏 Bo wiem, że te rozdziały są krótkie i mało wnoszą (dzisiaj wena mnie pokonała, więc przeszłam do następnej fazy xd)