Addiction: Eleven

100 20 4
                                        

San bił się z myślami. Z jednej strony wiedział, co się teraz stanie i coś ciągnęło go, by to kontynuować, ale z drugiej bał się, co z tego wyniknie. Nie mógł wrócić do Wooyounga. To po prostu nie miało sensu. Po tylu latach powinien pogodzić się z tym, co miało miejsce między nimi i postawić przed sobą wysoki mur. Mur, którego Wooyoung nie będzie mógł przekroczyć.
Tymczasem nie istniała między nimi nawet cienka ściana, a San wręcz zapraszał Junga do siebie.

Głos serca mieszał się z głosem zdrowego rozsądku. Nie mógł się zdecydować. Byłby żałosny poddając się tak szybko i tak łatwo. Ale czy przypadkiem już nie był żałosny, pozwalając, by Wooyoung po raz kolejny mieszał mu w głowie?

Wybrał.

Ich usta zerknęły się na moment, ale tylko na moment. San był gotów brnąć w to dalej, nie myśląc już tak bardzo o konsekwencjach, ale zatrzymała go dłoń Wooyounga. Napierając na jego ramię, odsunął go delikatnie od siebie ze smutnym uśmiechem. Wtedy San zdał sobie sprawę, że to naprawdę nie powinno mieć miejsca.

Czy naprawdę chciał tak po prostu wybaczyć Wooyoungowi i zostawić przeszłość za sobą?

To było niedorzeczne.

- To ja, ten, będę się zbierał - wstał pospiesznie, zostawiając niedopitą herbatę na stoliku.

Wooyoung się nie odezwał. Nie musiał. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jak skończy się ich pocałunek i nie chciał w to brnąć. Nie teraz. Najpierw San musiał zaakceptować swoje uczucia i nauczyć się z nimi żyć. Do tego czasu, Wooyoung będzie cierpliwie czekał, nieważne jak wiele bólu mu to sprawiało.

Nie pożegnali się. San wyszedł chwilę potem, po cichu i ostrożnie, by nie obudzić wciąż śpiącego Jihoona. Prawdopodobnie gdyby nie chłopiec, San nie przejmowałby się aż tak jego relacją z Wooyoungiem. A może wtedy właśnie byłby bardziej stanowczy i urwał z nim wszelki kontakt?

- Do zobaczenia - powiedział jedynie Wooyoung, gdy San odchodził w stronę samochodu.

Następnie zamknął drzwi i westchnął ciężko, czując jak pod powiekami zbierają mu się łzy.

To było cięższe niż myślał.

Przez następne dni San był nieobecny

Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.

Przez następne dni San był nieobecny. Błądził we własnych myślach, nie potrafiąc wyrzucić z głowy tego, co miało miejsce między nim a Wooyoungiem. Chciał wmówić sobie, że to pomyłka, ale jego serce wiedziało. Gdyby Jung go wtedy nie zatrzymał, przekroczyłby granicę. Prawdopodobnie później by tego żałował, ale na ten moment czuł się jeszcze bardziej zażenowany faktem, że to Wooyoung myślał bardziej trzeźwo.

Co on sobie do cholery myślał?

A gdyby miał do tego mało rozmyślań i rozterek, był zmuszony odbyć tego dnia dość męczącą i niezbyt przyjemną rozmowę z rodzicami Suryeon. Wiedział, że nie będzie to zwiastować nic dobrego w momencie, gdy zobaczył nieodebrane połączenie, będąc w pracy. Nie zamierzał zostawiać tego na później, więc gdy tylko miał przerwę, oddzwonił.

Nie oczekiwał jednak na nic pozytywnego.

- San? Nie przeszkadzam? - usłyszał głos matki Suryeon.

- Jestem w pracy, ale mam teraz przerwę.  Coś się dzieje?

- Nic się nie dzieję. Chciałam zapytać o Jihoona.

No tak. Przecież nie o niego.

- Mógłby przyjechać do nas na weekend. Dawno się z nim nie widzieliśmy. Zaczynam myśleć, że robisz to specjalnie, żeby go od nas odizolować.

- Dobrze wiesz, że wcale nie mam takich zamiarów. Po prostu dużo się ostatnio dzieje.

- Co u niego? Jest z opiekunką?

- Mój przyjaciel z nim siedzi. Zresztą, już go znasz, Yunho.

- Ah, tak. Pamiętam. Miły chłopak. A co się stało z opiekunką?

- Musiała zrezygnować, bo wyjechała na studia. Na ten moment nie znalazłem nikogo innego, ale zawsze mogę liczyć na przyjaciół.

- Nie, że mam problem o to, że zapewniasz mu opiekę, ale... Powinien przebywać też z kobietami... Może i nie zna miłości matki, ale nie może się przyzwyczajać wiecznie do męskiego towarzystwa.

- Staram się jak mogę - odparł lekko zdenerwowany San. - Wiem, że to nie to samo. Ja też tęsknię za Suryeon. Ale minęły trzy lata. Nauczyłem się żyć bez niej... I wy też powinniście.

- Jesteś bezczelny - oburzyła się kobieta. - Jihoon spędzi weekend u nas. Dowiem się wszystkiego, czy tego chcesz czy nie. Jeśli jest my z tobą źle, zrobię co w mojej mocy, by zapewnić mu opiekę.

- Proszę bardzo. Jeśli ci się uda, nawet ci pogratuluję. Ale nie oczekuj od Jihoona takich kłamstw.

- To sama prawda, San.

- Sam zdecyduję co jest najlepsze dla mojego syna. Pozwalam wam spędzać z nim tyle czasu, ile chcecie, ale nie oczekujcie ode mnie przyznania wam racji. Nie będę już potulnie siedział i słuchał waszych komentarzy. Mam dość.

Nie słuchał, czy kobieta coś odpowiedziała. Jak najszybciej rozłączył się, odkładając telefon do kieszeni, zanim rzucił nim w przypływie złości. Nigdy nie odważył się powiedzieć tych słów na głos i wytrzymywał wszelkie obelgi z ich strony. Teraz jednak miarka się przebrała. Wooyoung dał mu do zrozumienia, że powinien walczyć o swoje, nawet jeśli czasem czuje się niewystarczający. Dlatego od teraz nie zamierzał dawać rodzicom Suryeon się panoszyć. Mieli wszelkie prawa widywać i zajmować się wnukiem, ale nie mogli odebrać tego prawa jemu. Suryeon nigdy by na to nie pozwoliła...

Dał sobie chwilę na uspokojenie, zanim wróci do pracy. Każda rozmowa z kobietą kończyła się właśnie w ten sposób. Wiedział, że nie był idealnym ojcem i Jihoon mógłby mieć lepsze życie, ale na ten moment to było wszystko, co mógł dla niego zrobić. A przecież nie potrzebował wiele poza miłością.

Reszta dnia minęła mu na ciągłych powrotach do słów, które usłyszał, ale też tych, które wypowiedział. Może był zbyt pewny siebie, ale miał już serdecznie dość kłótni z rodzicami Suryeon. Cieszył się, że w końcu im się postawił, nawet jeśli w weekend będzie czekać go nieprzyjemna atmosfera.

Teraz najważniejszym dla niego było zaopiekowanie się Jihoonem i rozwiązanie własnych problemów, także tych sercowych.

Po pracy jak najszybciej pozbierał się do domu. Wierzył, że Yunho nie miałby mu za złe, gdyby trochę się spóźnił, ale wciąż nie chciał nadużywać jego dobroci. Już i tak nieco się posprzeczali z rana przez jego znajomość z Wooyoungiem. Nie mógł ukrywać przed przyjacielem faktu, że wciąż się z nim widuje i zostawia pod jego opieką Jihoona. Gdyby do tego dodał, że omal go nie pocałował, prawdopodobnie Yunho zacząłby wygłaszać mu kazanie na temat tego, jak nieodpowiedzialny jest. Ale San nie zgadzał się z nim. Nie po tym, co wydarzyło się między nimi ostatnim razem. Wierzył coraz bardziej w to, że Wooyoung zmienił się i upewniał go w tym, że to nie on kieruje się znów chorą obsesją.

To San czuł się spragniony jego bliskości.

Obsession/Addiction • Woosan ✓Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz