-OBSESSION-
San zajmuje się sprawą morderstwa młodego mężczyzny, a podający się za partnera ofiary Wooyoung jest jedyną osobą, która może jakkolwiek pomóc w postępowaniu śledztwa.
Start: 29.12.2023
Koniec: 15.12.2024
-ADDICTION-
Kiedy San już myślał...
Nastrój oczywiście od razu uległ pogorszeniu, a Wooyoung przez kolejne kilka minut siedział pochylony, z chusteczką przyłożoną do nosa. Był zły, nie do końca wiedział czy na samego siebie, czy na sam fakt, że los potoczył się tak, a nie inaczej. Jak wyglądałby ten wieczór, gdyby nie stracił wspomnień? Nie mógł odgonić tych myśli.
- Wybacz - powiedział cicho, wyraźnie niezadowolony.
- Nie szkodzi - odparł San. - Wszystko okej? Zbyt często się to zdarza, może powinniśmy jechać do szpitala?
- Nie, nie trzeba. Po prostu znowu się zamyśliłem. W każdym uczuciu szukam jakichkolwiek śladów wspomnień, które straciłem... Stąd taka reakcja.
- Mówiłem, że nie musisz tak naciskać... Kiedyś sobie przypomnisz, a teraz skup się na powrocie do zdrowia.
- Wiem - westchnął Jung. - Ale tak bardzo irytuje mnie fakt, że nie pamiętam. Odnoszę wrażenie, że to jakaś ważna część mnie i nas. A bez niej nie mogę w pełni być sobą, a także nie zasługuję w pełni na ciebie...
- Nie mów tak. - powiedział stanowczo, ujmując jego twarz w dłonie. - Bez względu na to, czy pamiętasz tamte wydarzenia czy nie, wciąż jesteś powodem, dla którego odzyskałem radość z życia.
Wooyoung uśmiechnął się delikatnie, choć wciąż czuł się niewystarczający. San może starał się go pocieszyć, ale sam tak naprawdę czekał na moment, kiedy coś sobie przypomni. On też miał już dość tej nowej codzienności, tego pełnego niepewności spojrzenia. Chciał swojego Wooyounga z powrotem, a Jung nie wiedział, jak ma mu go oddać...
- Pójdę się umyć - oznajmił po chwili, wstając z kanapy.
- Na pewno wszystko okej? - upewnił się San.
- Tak - posłał mu ciepły uśmiech. Czuł się świetnie poza faktem, że zepsuł cały nastrój i ostatecznie między nimi nie doszło do niczego więcej.
Westchnął głęboko, gdy znalazł się już sam w łazience. Jakkolwiek się starał, nie potrafił odgonić negatywnych myśli. Spojrzał na swoje odbicie w lustrze, zwracając uwagę na opatrunek na jego boku. Dziwnie było czuć i widzieć ślady, których źródła i pochodzenia się nie pamięta.
Wszedł pod prysznic, mając nadzieję, że ciepła woda trochę go rozluźni i sprawi, że poczuje się lepiej. Przynajmniej zazwyczaj tak to na niego działało.
Zamknął oczy, gdy poczuł pierwsze krople spływające w dół po jego ciele. Różnica temperatur zawsze sprawiała, że ten moment był dla niego odprężający po całym dniu, zwłaszcza ciężkim dniu. Ten może do takich nie należał, ale zdecydowanie zdołał zmęczyć go w strefie mentalnej. Czuł już jak powoli schodzi z niego stres i poczucie winy.
Może niepotrzebnie tak bardzo się tym wszystkim przejmował? Zamartwianie się raczej nie zwróci mu wspomnień, a te ostatecznie kiedyś odzyska. Taką przynajmniej miał nadzieję.
Stał tak jeszcze chwilę, dopóki nie poczuł znów czegoś cieknącego po twarzy, i nie była to tylko woda, a także coś gęstszego. Przyłożył dłoń do nosa, z niezadowoleniem po raz kolejny zauważając czerwoną ciecz na swoich palcach.
Nie brzydził się nigdy tak bardzo krwi, ale teraz, widząc ją na swojej dłoni zrobiło mu się słabo.
W jego pamięci pojawił się podobny obraz. Krew na jego rękach, ale też na podłodze, ale nie końca pamiętał, skąd się ona wzięła. Czy była jego? Jeśli nie to czyja? Rozbolała go głowa z przypływu wspomnień, a pomieszczenie zaczęło wirować. Nie chciał zgubić żadnego śladu, więc szukał w umyśle więcej wskazówek, zerkając wciąż na krew na jego dłoni, gdzie z każdą chwilą pojawiało się więcej czerwonych kropelek, które kapały z jego nosa.
Stracił równowagę, próbował złapać się czegokolwiek, ale wyłączył jedynie natrysk wody, a jego głowa uderzyła w kafelki, sprawiając jeszcze większy ból. Jednak kiedy osunął się w dół, masując obolałe miejsce, w jego głowie pojawiło się coś nowego.
- Jun...hee... - wymamrotał do siebie. Momentalnie uderzyła w niego fala wspomnień, a on zasłonił usta dłonią, czując jak jego serce przyspiesza przerażone.
Co on zrobił? Jak mógł w ogóle zbliżyć się do Sana po czymś takim? Jakim cudem w ogóle mógł spokojnie żyć z myślą, że nieumyślnie zabił swojego byłego chłopaka i omal nie zrobił tego samego z Sanem.
- Jesteś potworem - powiedział znów do siebie, chwytając się za głowę i targając przydługimi kosmykami włosów, roniąc przy tym żałosne łzy.
Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.
San zmartwił się, gdy niedługo po tym, jak Wooyoung zniknął w łazience, usłyszał przytłumiony huk. Wstał od razu jak poparzony i skierował się do wspomnianego pomieszczenia, by upewnić się, że nic poważnego się nie stało. Zapukał najpierw, nie chcąc bez pytania wchodzić do łazienki, kiedy młodszy brał prysznic.
- Wszystko okej? - zapytał, nasłuchując odpowiedzi. Gdy jej nie otrzymał, dopiero wtedy wszedł do pomieszczenia. - Co się stało?
Z początku przeraził się, widząc krew, ale gdy zorientował się, że ta cieknie jedynie z nosa młodszego, trochę się uspokoił. Co jednak go martwiło to stan mężczyzny, który siedział pod ścianą wpatrzony w swoją dłoń z pustym wyrazem twarzy. Nie rozumiał z tego nic. Nie wiedział, co mogło się stać, by Wooyoung znalazł się w takim stanie.
- Woo, co się stało? - zapytał, podchodząc do niego i przykucając. - Co z twoją głową? - zauważył krwawy ślad na jego czole.
- Uderzyłem się - odparł, jak gdyby nic. - Nic poważnego. Chociaż chyba nawet zasłużyłem sobie, żeby zrobić sobie jakiegoś krwiaka w mózgu i umrzeć.
- Co? - przeraził się San. - Wooyoung, o czym ty mówisz?
- Jun. Pamiętam. Pamiętam, co mu zrobiłem. Co zrobiłem tobie. Jak mogłeś w ogóle mnie do siebie dopuścić po tym wszystkim? Dopuścić do Jihoona...
- Wooyoung - próbował go uspokoić, przyciągając do siebie. Nie zważał na to, że Jung wciąż był mokry. - Udowodniłeś mi, że jesteś wart drugiej szansy. Dlatego odsunąłem przeszłość na bok. Zmieniłeś się, nie jesteś już taki jak wtedy, nie kieruje tobą ta chora obsesja... Poza tym, zarówno ja i Jihoon zawdzięczamy ci naprawdę wiele. Gdyby nie ty, nie wiadomo co by się z nim stało. Uratowałeś mu życie i dozgonnie jestem ci za to wdzięczny.
- Jeden dobry uczynek nie wymaże reszty grzechów... - powiedział, wciąż nieprzekonany.
- Nie wymaże. Ale może dać początek nowej, lepszej drodze. A ty na niej jesteś. Zaufałem ci po latach, kiedy nagle wróciłeś do mojego życia, choć z początku odpychałem cię, nie chcąc mieć z tobą już nic wspólnego. Teraz twoja kolej.
Wooyoung w końcu podniósł wzrok na jego twarz, nieco zdezorientowany jego słowami.
- Zaufaj sobie, Woo.
...
a/ Moja wina, moja wina... Znowu nie było wczoraj rozdziału. Ale próbuję nadrabiać i powoli zmierzam do końca.