Addiction: Twenty one

62 14 0
                                        

San czekał zdenerwowany na przyjaciela, stojąc pod blokiem, odliczając kolejne minuty od kiedy obudził się i zobaczył wiadomość od Wooyounga. Zbliżała się 3:00,  a od młodszego nie miał żadnego znaku życia, nie odbierał od niego telefonów, ani wiadomości. Nawet jeśli chciał dobrze, mógł pomyśleć o tym, jak wiele stresu sprawi tym Sanowi.

Samochód zatrzymał się dość gwałtownie po wjechaniu na parking, co świadczyło o pośpiechu, z jakim Yunho jechał po rozmowie z przyjacielem. Możliwe też, że zwyczajnie bał się, że San nie będzie na niego czekał i podobnie jak Wooyoung zrobi coś głupiego. Wystarczyło mu już wrażeń na ten wieczór. Teraz marzył tylko o zakończeniu sprawy z jak najlepszym wynikiem. Przede wszystkim miał nadzieję, że Jihoon jest cały i zdrowy. Wooyoung był dla niego sprawą drugorzędną, ale jeśli faktycznie robił tak wiele dla Sana i jego synka, to również należały mu się przeprosiny z jego strony.

- Jakiś pomysł gdzie może być? - zapytał Sana.

- Nie mam pojęcia, powinien chyba szukać blisko miejsca, gdzie Jihoon zniknął. Ale nie wiemy, jak daleko mogli zajść. Oby tylko nic mu się nie stało.

Słyszał zdenerwowanie i strach w głosie Sana. Nie dziwił mu się. Jak zwykle starał się wszystko ukryć, zupełnie jakby nie miał prawa do wyrażania ludzkich emocji. To, że był dorosłym mężczyzną wychowującym w pojedynkę syna nie oznaczało, że nie mógł mieć chwili słabości. Po wszystkim, co przeszedł w całym swoim życiu, Yunho nawet oczekiwałby od niego zadbania o siebie. To, co robił absolutnie nie było zdrowe.

- Wciąż uważasz, że Wooyoung się nie zmienił - stwierdził San. Nie było to nawet pytanie.

- Po prostu mu nie ufam po tym wszystkim...

- Nie jest niebezpieczny. Nie wiem, przez co przeszedł przez ostatnie siedem lat, ale naprawdę jest inny. Dlatego nie chcę w niego wątpić.

Widział łzy w jego oczach, których starał się nie wypuścić. Yunho sam już nie wiedział, co o tym wszystkim myśleć. San próbował go przekonać, by zaufał Wooyoungowi, pomimo wydarzeń sprzed kilku lat, choć sam miał wątpliwości. Nie chciał ich mieć i stąd łzy. Czuł się okropnie podejrzewając Wooyounga, pomimo tego, co ich łączyło.

- Obiecuę, że gdy ich znajdziemy, przeproszę go - odezwał się po chwili Yunho. - Ale na ten moment wolę skupić się na tym, gdzie mamy szukać.

San przytaknął, nie mając nic więcej do dodania. I tak pewnie nie był w stanie wydobyć z siebie żadnych słów przez zaciśnięte gardło. Wierzył, że zobaczy dziś znowu swojego synka i Wooyonga, całych i zdrowych.

 Wierzył, że zobaczy dziś znowu swojego synka i Wooyonga, całych i zdrowych

Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.

Nie oczekiwali, że zdołają odnaleźć coś nowego w parku. Ale gdzieś musieli zacząć. San co chwilę nerwowo spoglądał na telefon, licząc, że Wooyoung się odezwie, a przy tym sprawdzał godzinę. Jego tętno wzrastało za każdym razem, gdy zdawał sobie sprawę z tego, jak dużo czasu już minęło... Bał się, że w momencie, gdy znajdą Wooyounga lub Jihoona, będzie już za późno.

- Co się stało z dzieckiem, o którym mówiłeś wcześniej? - zapytał nagle San.

- Jakim dzieckiem?

- Mówiłeś, że w zeszłymm tygodniu mieliście podobną sprawę ze zaginięciem. Znaleźliście go?

- Nie zajmowałem się zbytnio tą sprawą, ale ostatecznie chyba znaleziono go po trzech dniach. Nic mu się nie stało, był tylko zmarznięty i głodny. Nie znam szczegółów, ale mogę o nie zapytać. Ale z tego, co pamiętam, to był ośmiolatek. 

- Po prostu chciałem wiedzieć, na co się przygotować...

- Nie sugeruj się tym. To może być zupełnie niepowiązane. Poza tym, Jihoon to małe dziecko, trzy dni nie wchodzą w grę w jego przypadku. Musimy się spieszyć, nawet jeśli okaże się, że nie jest to porwanie. 

- Nie wybaczę sobie - powiedział znów San, czując jak jego serce znów zaczyna bić szybciej w obawie przed tym, co przyniosą następne godziny.

- Postaraj się zbytnio nie panikować - przytrzymał go za ramię. Martwił go jego stan. Nie chciał, by poza zaginionymi miał też na głowie stan zdrowia przyjaciela.

- Jest okej - odparł San, choć jego twarz wcale nie była przekonująca. Wyglądał jakby miał zaraz zemdleć.

- Skontaktuję się z resztą i zapytam, czy znaleźli cokolwiek... Poczekaj - powiedział Yunho i wyciągnął telefon.

San w tym czasie zamyślił się głęboko. Nie wiedział nawet, co Jihoon mógł mieć przy sobie w momencie zaginięcia. Wierzył, że w takim przypadku Wooyoung wspomniałby o tym na komendzie... O ile nie było mu to na rękę, by zataić tą informację... Z każdą taką myślą przez jego głowę przelatywały wspomnienia z ostatnich tygodni i czuł się jak najgorszy śmieć.

Tak jakby zapomniał już, że kilka dni wcześniej leżeli wtuleni w siebie, zapominając o wszystkim wokół, o wszystkich problemach. Wtedy myśleli, że wszystko już się ułoży i wszelkie troski zostawią za sobą. Czy naprawdę zapomniał już jak wielkim uczuciem darzył go Wooyoung? Przecież widział to w jego oczach, w każdym najmniejszym geście i przestrzeni, jaką mu dawał zanim San ostatecznie przekonał się, by dać mu drugą szansę. Nie próbował go zmanipulować słodkimi słowami i bliskością, której tak bardzo mu brakowało. Czekał na niego cierpliwie i pozwolił, by San zaufał mu ponownie. Dlaczego więc teraz w ogóle brał pod uwagę możliwość, by to Jung stał za tym wszystkim?

Poczuł kłucie w klatce piersiowej. Tak silne, że przez chwilę zastanawiał się, czy to na pewno tylko jego uczucia względem Wooyounga. Chwilę później jednak poczuł jak w kieszeni wibruje jego telefon. Z nadzieją wyciągnął go i spojrzał na wyświetlacz. Mimowolnie spojrzał najpierw na godzinę. 3:45. A na wyświetlaczu było imię Wooyounga.

- Wooyoung? - odebrał od razu z sercem chcącym niemal wyrwać się z piersi. Musiał przyłożyć dłoń do klatki piersiowej, by złagodzić ból. - Gdzie jesteś? Wszystko w porządku? 

- San... - słyszał jego ciężki oddech, co go zmartwiło. Poczuł już zimny dreszcz na plecach. - Znalazłem go. Udało mi się podłączyć telefon, ale nie gwarantuję, że zaraz mnie nie rozłączy...

- Gdzie jesteś? Co z Jihoonem? - pytał nerwowo.

- Chyba nic mu nie jest. Ale i tak dobrze będzie zabrac go do szpitala.

- A co z tobą? Wszystko w porządku? Brzmisz jakoś dziwnie.

- Jest okej - zapewnił, choć jego głos zadrżał. - Pogadamy na miejscu, bo boję się, jak długo będzie nieprzytomny...

- Kto? - San przeraził się na myśl o tym, co mogło się wydarzyć. - Zaczekaj, zawołam Yunho.

Gdy tylko podszedł do przyjaciela, ten wiedział już, że coś się stało, więc zakończył rozmowę.

- To Wooyoung.

...

a/ Pomińmy wszelką logikę w postaci tego dziecka, bo chyba tworząc tego ff zapomniałam jak wygląda trzylatki lol

Obsession/Addiction • Woosan ✓Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz