-OBSESSION-
San zajmuje się sprawą morderstwa młodego mężczyzny, a podający się za partnera ofiary Wooyoung jest jedyną osobą, która może jakkolwiek pomóc w postępowaniu śledztwa.
Start: 29.12.2023
Koniec: 15.12.2024
-ADDICTION-
Kiedy San już myślał...
San wciąż czuł jak drżą mu ręce, gdy dojechał do szpitala. Próbował zapanować nad emocjami ze względu na Jihoona, ale prawda była taka, że był tym już zbyt zmęczony. Ciągłe udawanie, że wszystko jest w porządku, że ma nerwy pod kontrolą. Zbyt długo pozwalał sobie na tą grę. Teraz nie miał nawet siły uśmiechnąć się w stronę syna, który być może tego potrzebował. Na ratunek przyszedł Yunho, niedługo po tym, jak usiedli na korytarzu szpitalnym w oczekiwaniu na lekarza, który przekaże im informacje na temat stanu Junga.
- Jeśli coś pójdzie nie tak, Jihoon będzie jedyną nadzieją, by opowiedzieć, co się tam wydarzyło - zaczął, siadając obok przyjaciela.
- Wszystko pójdzie dobrze - odparł San. Nawet nie chciał myśleć, że coś mogłoby znowu się stać. Sami ratownicy zapewnili go, że życie Wooyounga nie jest zagrożone i żeby zbytnio się nie stresował. - A na zeznania będziesz musiał trochę poczekać...
- Jasne, rozumiem. Nie poganiam was. A jak z nim? - zapytał, wskazując na chłopca przysypiającego na kolanach Sana.
- Nie stwierdzili żadnych poważnych urazów. Jest po prostu bardzo zmęczony. Cieszę się chociaż, że jest w stanie spać po tym, co się wydarzyło... Gdyby nie Wooyoung...
- Może i odwaga przewyższyła głupotę, ale spisał się dobrze, to trzeba mu przyznać.
- Jak mogłem w niego wątpić... - San znów posmutniał. - Był gotów oddać życie za Jihoona, a ja głupi myślałem, że...
- Po tym co przeszliście, miałeś prawo się tak czuć.
- Nie, nie miałem - zdenerwował się. - Powiedziałem mu, że go kocham. Że ufam mu pomimo tego, co się wydarzyło siedem lat temu. A ostatecznie i tak w niego zwątpiłem. Oczekiwałem od niego więcej, niż sam mogłem mu dać.
- San, nie myśl o tym w ten sposób. Jestem pewien, że Woo nie odbierze tego w ten sposób. Jeśli tylko pozwolisz mu dalej być przy tobie, nic więcej nie będzie mu trzeba.
I pewnie Yunho miał rację. Wooyoung nie zważał na to, jak egoistyczny był San i jak wiele razy podejmował decyzje, kierując się własnymi uczuciami, pomijając kompletnie młodszego. Przez ostatnie lata zapomniał, że może i nie miał idealnego życia, ale nie oznaczało to, że nie może się ono zmienić na lepsze. Nawet jeśli miało być to pod wpływem tej samej osoby, która siedem lat temu sprawiła mu piekło.
- Chcę po prostu, żeby to się już skończyło - westchnął głęboko San.
- Obiecuję ci, że od teraz wszystko zmieni się na lepsze - zapewnił go Yunho. - Wycierpieliście już swoje.
Trudno było się z tym nie zgodzić.
Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.
Gdy San po około godzinie dostał jakiekolwiek informacje na temat Wooyounga, wcale nie był spokojniejszy. Był przekonany, że nic już nie może pójść źle, a słowa ratowników przed odjazdem do szpitala uspokoiły go, że Wooyoung wyjdzie z tego bez problemu. Kiedy jednak usłyszał, że był reanimowany, sam poczuł, jak robi mu się słabo. Co to miało znaczyć? Czy nie powiedzieli, że wszystko będzie w porządku? Dlaczego nagle dowiaduje się, że prawie stracił Wooyounga? Omal nie zrobił przez to awantury na cały korytarz, ale nie miał siły, by tyle krzyczeć. Usiadł po prostu zrezygnowany, samotnie. Yunho zabrał Jihoona do domu, bo biedny spał u Sana na kolanach przez ostatnie pół godziny. Oboje uznali, że lepiej będzie położyć go do łóżka.
On również był już zmęczony i najchętniej położyłby się do łóżka. Ale nie mógł teraz zostawić Wooyounga. Sama myśl o tym, że przed chwilą mógł go stracić sprawiała, że jego serce waliło w piersi pod wpływem strachu. Tak bardzo chciał usłyszeć o wszystkich, że będzie już dobrze i nie ma się czym martwić. Nie chciał już nikogo stracić. Nie chciał wrócić do codzienności, w której był tylko on i Jihoon. Chłopiec na pewno źle by to zniósł, choć nie gorzej niż San. On nie był nawet pewien, czy miałby siłę dalej to ciągnąć... Życie testowało go zbyt często i zbyt długo. Gdyby zabrało mu również Wooyounga... Mógłby nie podnieść się z tego upadku.
Pozwolono mu wejść do sali, w której leżał Jung, choć wciąż był nieptrzytomny. Dla własnego dobra, San nie myślał już o tym, kiedy się obudzi. Zbyt wiele czarnych myśli krążyło po jego głowie. Na ten moment wystarczyło mu ciepło ciała drugiego, jego dotyk i pikanie maszyny, która mówiła mu, że serce Wooyounga wciąż bije. A to było najważniejsze.
- Nie rób tak nigdy więcej - powiedział, pochylając się nad dłonią mężczyzny, którą trzymał, a po jego policzkach zaczęły spływać łzy. W momencie, kiedy dał im wyjść na zewnątrz, nie było już powrotu. Płakał po cichu, tak długo, aż sam nie zasnął, skulony przy łóżku szpitalnym, na którym leżał nieprzytomny Wooyoung.
Nie miał pojęcia jak długo tak spał, ale za to wiedział doskonale, że sen, który do niego przyszedł był tak spokojny i kojący, że najchętniej już by się z niego nie budził. Śnił o Wooyoungu, o ich wspólnej przyszłości, bez żadnych problemów, przeszkód i smutków. Śnił o tym, jak przysięgają sobie miłość do końca życia, tylko we dwoje, z dala od wszystkiego. Chciałby spełnić tą wizję. Chciałby uklęknąć przed nim i poprosić, by spędził z nim resztę życia, nawet jeśli przeszkód było tak wiele. Śnił o tym, jak spędzają razem spokojne i przytulne wieczory. Śnił o tym, jak Wooyoung pięknie się uśmiecha, gdy Jihoon opowiada o zabawach w parku. Śnił o życiu, w którym nie musiał już więcej bać się następnego dnia.
A do tego potrzebował Wooyounga.
Wymazał z pamięci wszystkie wydarzenia sprzed siedmiu lat. Nie chciał pamiętać ani chwili z Wooyoungiem, która nie była przepełniona tym ciepłym i przyjemnym uczuciem. Nie chciał już więcej zwątpić.
Przebudził się powoli dopiero, gdy czyjaś dłoń powoli pogłaskała jego głowę. Podniósł się, nie pamiętając przez chwilę, gdzie się znajduje. Dopiero dochodziło do niego, że wszystko, co zobaczył było snem. Gdy jednak zobaczył Wooyounga, patrzącego na niego, przytomnego, znów poczuł jak łzy napływają mu do oczu. Tym razem jednak były spowodowane szczęściem.
- Nieźle mnie nastraszyłeś - powiedział, w końcu uśmiechając się po wielu godzinach niepewności i strachu.
- San - usłyszał jego głos. Również cieszył się, że go widział, ale przy tym był lekko zdezorientowany. - Co się właściwie stało?
Starszy spojrzał na niego niezrozumiale. Nie był pewien, o co pyta i co właściwie ma odpowiedzieć. Czy to nie on powinien być tym, który pyta o wydarzenia z tej nocy?
- Co masz na myśli? - zapytał, prostując się na siedzeniu.
- Ja... Nie wiem, jak tu się znalazłem - powiedział powoli. - Miałem jakiś wypadek?
Uśmiech Sana zniknął tak szybko jak się pojawił. Czy to możliwe, że Wooyoung stracił pamięć? Ale przecież znał jego imię...
- Nie pamiętasz nic z tej nocy? - zapytał dla pewności San, a gdy Wooyoung pokręcił głową, znów poczuł falę niepewności zalewającą jego umysł.
Co to właściwie oznaczało?
...
a/ Myślałam, że tym razem napisze dwa za dzisiaj i za wczoraj, ale wyszło jak zwykle.