Rozdział 4

27 1 0
                                        

Otworzyłam oczy. Było słonecznie, choć zimno nieprzyjemnie szczypało mnie w odkryte ręce. Rozejrzałam się. Co robię na środku ulicy? Pamiętałam jedynie gęstą mgłę i jasne światło. Spojrzałam na zegarek. Wskazywał 15. Lekcje w szkole dawno się skończyły. Skierowałam się do domu. Pobiegłam, by choć trochę się rozgrzać. Czułam się skołowana, żadna myśl nie utrzymywała się w mojej głowie dłużej niż sekundę. Przerażała mnie otaczająca mnie cisza, zarówno w moim umyśle jak i wokół mnie.

W domu chyba nikogo nie było. W żadnym oknie nie paliło się światło. Jednak drzwi były otwarte. Czyżby mama nagle zaczęła gasić po sobie światła?

- Wróciłam! – zawołałam. – Jest ktoś w domu?

Nikt mi nie odpowiedział. Obeszłam wszystkie pokoje na parterze, zajrzałam do sypialni rodziców, a na końcu weszłam do mojego pokoju. Mama leżała na łóżku. Podeszłam do niej.

- Mamo? – wpatrywała się tępo przed siebie, na jej policzkach widziałam ślady łez. – Co się stało?

Nie odpowiedziała mi. Nawet nie drgnęła. Na stoliku obok łóżka dostrzegłam mój telefon. Ogarnęło mnie zaskoczenie. Przecież mama zapowiedziała mi, że odda mi go dopiero za dwa tygodnie... A nigdy nie skracała kar. Co się stało?

- Mamo, powiedz coś. – zapaliłam lampkę na stoliku. Nie poruszyła się, nie wydała z siebie żadnego dźwięku. Jakby była martwa. – Proszę...

Usiadłam obok niej. Nic nie rozumiałam. Co się dzieje? Wyciągnęłam rękę w jej stronę. Mama nagle usiadła, jakby uciekała przed moją ręką i rozejrzała się po pokoju. Spojrzała prosto na mnie, po czym bez słowa wyszła z pokoju. Słyszałam jej kroki na schodach. Łzy stanęły mi w oczach. Dlaczego nic nie powiedziała? Przecież patrzyła prosto na mnie. Co takiego zrobiłam?

Wstałam i ruszyłam za nią.

- Mamo. – stanęłam obok niej w korytarzu. – Dlaczego nic nie mówisz? Spójrz na mnie, jestem tutaj!

Nic. Mama pośpiesznie zakładała buty, kurtkę, szalik i czapkę. Przez chwilę mocowała się trzęsącymi rękoma z guzikami.

- Dokąd idziesz? – spytałam. Znów nie dostałam odpowiedzi. Co się dzieje?

Mama odwróciła się do mnie plecami. Opierała się czołem o ścianę, trochę jakby była szalona. Nigdy nie widziałam jej w takim stanie.

Spojrzałam w szybę drzwi naprzeciwko mnie. Nikt nie odbijał się w szkle. Ale... to niemożliwe. Jestem tu. Stoję naprzeciw drzwi. Powinnam zobaczyć swoje odbicie. A jednak go nie widziałam. Dlaczego? Czy to jest powód, dla którego mama mi nie odpowiada? Nie widzi mnie? Jak to możliwe?

Mama położyła karteczkę na kapciach taty. Wiadomość „Jadę do szpitala, zwariuję w domu" zdawała się mówić sama za siebie. W szpitalu znajdę odpowiedź na moje pytania. Podążyłam za mamą do garażu. Bałam się, że działo się coś bardzo złego. I byłam pewna, że ma to związek ze mną, z tym, że mama mnie nie widzi. Tak bardzo chciałam się mylić...

...

Siedziałem na pustym placu zabaw. Minął już tydzień od wypadku Revy. Nie było z nią dobrze. Nikt nie wiedział, czy wyzdrowieje. Westchnąłem, przyglądając się parze wylatującej z moich ust. Dlaczego to musiało się stać właśnie teraz? Zamknąłem oczy, czując napływające łzy. Telefon w kieszeni zawibrował krótko. To pewnie Kira wysłał mi wiadomość. Zacisnąłem dłonie w pięści. Dlaczego zwlekałem tak długo?

Siedziałem jakiś czas, walcząc z myślami. Nie przeszkadzało mi szczypanie mrozu. Nie przeszkadzała mi zimna ławka, ani cicha pustka. Wokół nie słychać było samochodów, ani nawet szczekania psów. Otworzyłem oczy. Płatki śniegu wirowały w tańcu, opadały lekko na ziemię.

NiReOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz