Wjechaliśmy między mury miasta. Wóz który prowadziłem jechał jako czwarty w kolumnie sześciu pojazdów. W każdym z nich znajdował się kierowca, nawigator i dziesięciu ludzi z tyłu. Rozglądałem się uważnie dookoła. Coś mi tutaj nie pasowało. Było za cicho, za spokojnie. W mieście powinni kręcić się ludzie. Jacykolwiek. W pewnym momencie coś na drodze przykuło moją uwagę. W poprzek drogi, pięćdziesiąt metrów przed pierwszym wozem rozciągał się słabo widoczny przewód.
Pułapka.
- To pułapka!- Krzyknąłem zatrzymując samochód.
Chwyciłem za CB radio, by powiadomić innych, lecz było już za późno. Pierwszy samochód wzleciał lekko w powietrze pod wpływem zdetonowanego ładunku wybuchowego. W jednej chwili miasto było pełne wrogów. Będąc pod ostrzałem żołnierze w samochodach zaczęli się bronić, próbując jednocześnie ewakuować się z wozów, które nie dawały już bezpiecznego schronienia.
W ciągu kilku następnych minut rozpętało się prawdziwe piekło. Udało nam się zająć jeden z budynków, lecz byliśmy pod stałym ostrzałem. Kilku naszych ludzi straciło już życie. Próbowaliśmy wzywać posiłki, lecz nikt nie odpowiadał. Co tu się, kurwa, dzieje?! Wszyscy byli zdezorientowani całą sytuacją. Mieliśmy bezpiecznie przejechać do wyznaczonego punktu. Właśnie to miasto miało być najbezpieczniejszą częścią przeprawy. Nikt z nas nie spodziewał się tutaj wrogich sił, a szczególnie w takich ilościach.
Opanowaliśmy cały budynek. Ja wraz z moją drużyną zajęliśmy pomieszczenie na samej górze z północnej strony. Kucaliśmy przy wybitych oknach co jakiś czas wychylając się, próbując pozbyć się jednostek wroga. Kiedy udałem się na niższe piętro po magazynki, usłyszałem przez ścianę rozmowę dowódcy naszego plutonu z szefem pododdziału łączności.
- Jak to?!- Krzyczał rozwścieczony.
- Powiedzieli, że nie przyślą wsparcia. Drogi są zablokowane i nie mają jak do nas dotrzeć, nie wysyłając przy tym ludzi na bezsensowną śmierć.
- A co z nami?! Nie wytrzymamy długo z tym zapasem amunicji. To nie było wysłaniem ludzi na bezsensowną śmierć?!
- Też im to mówiłem- mówił pod denerwowany.
- I co oni na to?! Nic?!
- Powiedzieli, że musimy sobie radzić. „Nie pomożemy wam. Radźcie sobie sami. Bez odbioru"- Zacytował słowa usłyszane z centrali.
- Kurwa! Zostawili nas na pewną śmierć.- Moje ręce zaczęły drżeć. Zacząłem jeszcze uważniej przysłuchiwać się rozmowie.- Żołnierzom powiedźcie, że nie odzywają się do nas z bazy. Nie mówcie im o tym, że nas zostawili. To złamie ich wole walki i polegniemy szybciej niż nam się wydaje. Jak na razie spróbujmy się utrzymać jak najdłużej jest to możliwe. Niech nie marnują bezsensownie amunicji.- Dowódca przekazał polecenia.
- Rozkaz!- Wykrzyknął ktoś i wybiegł z pomieszczenia.
Niemrawo udałem się po amunicje i wróciłem do mojej drużyny. Podałem koledze kilka magazynków.
- Co jest? Wyglądasz jakbyś zobaczył ducha?- Powiedział przeładowując broń.- Nie martw się, jakoś to będzie.
- Mam nadzieje.
Wychylaliśmy się co jakiś czas z dziury w murze by spróbować zdjąć z przeciwległego budynku kilku wrogich żołnierzy.
- Wiesz co, Shiro?- Odezwał się kolega nie przestając strzelać.
CZYTASZ
Nieznane
RomancePraca jako sekretarka może nie jest szczytem marzeń, szczególnie dla faceta, jednak jest to pierwsza praca Yukine i to w tak dużej firmie. Wszystko zawdzięczam dyrektorowi firmy, z którym znajomość dopiero rozpocząłem, lecz nabrała szybkiego tempa...
