Rozdział 2

7.6K 454 1.2K
                                        

[Imię]

Dziś jest wyjazdu do posiadłości Phantomhive. Sama nie wiem czemu ,ale się stresuje. Rzadko opuszczam swoją posiadłość. W domu jest najbezpieczniej. Czasu nie cofnę i nie odwołam tego wyjazdu. Siedziałam teraz w swoim biurze i czytałam książkę.

-Panienko, pojazd już czeka.- Przyszła do pokoju Klara wielce podekscytowana.. Ja pokiwałam głową na znak ,że rozumiem. Kobieta wyszła z mojego biura. Ja wypuściłam głośno powietrze. Wstałam z fotelu, podeszłam do biblioteczki i odłożyłam książkę na swoje miejsce. Wyszłam przed swoją rezydencję. Widziałam tam Klarę która zacięcie dyskutowała z moim woźnicą (Niech ktoś mi uświadomi czy osoba która woziła w tamtych latach to na pewno woźnica.... wiem ,że na pewno nie szofer xd dop.aut). Podeszłam do tych osób które we dług mnie są niezrównoważone psychicznie.

-Możemy jechać- Powiedziałam podchodząc do tych wariatów.

-Tak, panienko- odpowiedziała brązowo włosa wyciągając przed siebie rękę w celu pomocy by wsiąść do powozu. Podałam rękę dla Klary. Brązowo włosa w momencie kiedy miałam postawić drugą nogę w karocy, moja lokajka puściła moją rękę i gdzieś pobiegła. Ja zleciałam na ziemię. Syknęłam z bólu. Wstałam i otrzepałam się z brudu. Zaczęłam się rozglądać za tą niezdarą. Zobaczyłam ,że kuca przy jakimś kocie i głaszcze go. Podeszłam do niej wzięłam za kołnierzyk i wrzuciłam do powozu i sama weszłam do środka. Dałam znak dla woźnicy ,że może jechać.

-Klaro...- trochę się zawahałam ,ale jednak postanowiłam powiedzieć to dla niej. -Powinnaś, przestać zachowywać się jak dziecko. Niedługo to ja będę biegać za tobą- rzekłam do Klary z powagą na twarzy. Z resztą... zawsze byłam poważna. Klara zaczęła się śmiać i przepraszać. Dla mnie też mimowolnie kącik ust poszedł w górę (KTO NIE SKACZE TEN ZA TUSKIEM.... RAZ DWA TRZY GÓRA!!!! xDD dop.aut).

~~~~Time Skip~~~~

Dojeżdżałyśmy do posiadłości mojego dawnego przyjaciela. Wyjrzałam przez okno. To co zobaczyłam wyglądając zaparło mi wdech w piersiach. Ostatnio byłam tu około 7 lat temu, a posiadłość nie zmieniła się ani trochę. Wpatrywałam się w posiadłość nawet nie zauważyłam ,że pojazd się zatrzymał. Klara otworzyła drzwi ,a ja oczywiście z małą pomocą wysiadłam z pojazdu. Podeszłyśmy do wielkich drzwi i zapukałam. Po niespełna 3 minutach drzwi otworzyły się. W nich stał wysoki mężczyzna miał czarne włosy oraz czerwone oczy. Kiedy mnie zobaczył otworzył szerzej drzwi.

-Witam Panienkę w posiadłości Phantomhive- Rzekł dumnie otwierając drzwi oraz wyciągnięcie ręki pokazując byśmy weszły. Weszłam nie śmiało do środka. Kiedy byłam w środku obróciłam się w stronę jak sądziłam lokaja.

-Dzień dobry. Ja jestem [Nazwisko][Imię] -oznajmiłam- To moja służąca Klara.- dodałam wskazując na ów dziewczynę.

-Ja jestem Sebastian Michaelis. Zaprowadzę madame do panicza.-Stwierdził Sebastian. Ja przytaknęłam na znak ,że rozumiem. Klara musiała zostać przy drzwiach wejściowych. Szliśmy przez kręte korytarze.Po drodze pokazał mi mój pokój. Ciągle patrzyłam na obrazy które wisiały na ścianach, od zawsze się ich bałam. W końcu doszliśmy do średniej wielkości dębowych drzwi. Sebastian5 chwycił za klamkę i otworzył drzwi. Gestem zaprosił mnie do środka. Weszłam do pomieszczenia przy biurko siedział jak sądziłam Ciel.

-Paniczu, panienka [Imię] przyjechała- oznajmił Sebastian wchodząc do środka. W tedy Ciel co dopiero mnie zobaczył.

-Witaj [Imię], dawno się nie widzieliśmy.- powiedział podchodząc do mnie. - Sebastianie mógł byś wyjść?- dodał po chwili. Lokaj kiwną głową i wyszedł.

-Może zagramy?- zaproponował wskazując na planszę do szachów.

-Czemu nie -odpowiedziałam, podchodząc do planszy- ja gram białymi- dodał po chwili i usiadłam na krześle przy swojej stronie. Na przeciwko mnie usiadł niebieskooki. Wykonałam ruch pionkiem. Graliśmy w ciszy.

-Więc... -ciszę przerwał chłopak- cieszę się ,że zgodziłaś się na tak długi pobyt w mojej posiadłości- dodał po krótkiej chwili. W tedy co dopiero do mnie dotarło jak długo będę w posiadłości hrabi'ego.

-Yhmm... nie ma za co ?- bardziej to brzmiało jak pytanie niż stwierdzenie.

-A co u ciebie i Elizabeth- zapytałam choć tak naprawdę miałam ją gdzieś. Za bardzo mnie zraniła, a bardziej jej rodzina która minie zostawiła i miała gdzieś co się ze mną dzieje.

-Pewnie słyszałaś o serii porywanych zabójstw arystokratek?- zapytał nie pewnie Ciel.

-Sam wspomniałeś to w liście- odparłam delikatnie.

-ymm... Lizzy padła ofiarom właśnie takiego okrucieństwa. Jej ciało było tak zmasakrowane, że ciężko było poznać czy aby na pewno to ona.- Granatowo włosy miał łzy oczach. W moim sercu coś drgnęło. Chciałam wstać i go przytulić na pocieszenie ,ale to nie było by taktowne. Spuściłam głowę i zaczęłam przyglądać się swoim butom wyszepnęłam też jakieś ciche przeprosiny.

-[Imię], wszystkie poszlaki, śledztwa, badania. Wskazują jedno....- W tej chwili w jego głosie usłyszałam nie pewność. Nadal wpatrywałam się w moje [kolor] pantofle. Usłyszałam tylko dźwięk odsuwanego krzesła i kroki które zbliżały się do mnie. Nagle Ciel ujął mój podbródek zmuszając bym patrzyła jemu w oko. - Wskazują jedno...-powtórzył się i znowu zawahał się - Następną osobą jesteś ty- dokończył. W tedy poczułam jak coś mnie w środku gniecie. Ciel puścił już mój podbródek i podszedł do okna. -Zaprosiłem cię tutaj tylko dla tego by nie stracić kolejnej osoby na której mi zależy.-

-Zależy?- wypowiedziałem te słowo z pogardą

-t-tak, jesteś moją przyjaciółką- powiedział trochę ciszej.

-Nie-oparłam cicho. Ciel popatrzył na mnie nie rozumiejąc o co chodzi.- Nie jestem twoją przyjaciółką. Przez 7 lat miałeś mnie gdzieś. 7 lat. Kiedy ja płakałam sama przy grobie rodziców ty byłeś w swoim złudnym bezpiecznym domu. Kiedy ja skręciłam nadgarstek ty wolałeś spotykać się z Elizabeth i ani razu mnie nie odwiedziliście po śmierci moich rodziców. Ani razu.- opowiedziałam zaciskając ręce w pięści.

-Bo ty byłaś zawsze przy mnie.- próbował chyba coś sobie udowodnić, ponieważ w głosie było słychać lekką niepewność, ale i irytację. Ja tylko pomachałam przecząco głową.

-Kiedy twoi rodzice umarli byłam na ich pogrzebie. Jako pierwsza postanowiłam cię pocieszyć. Kiedy byłeś chory kto ci przynosił leki? Kto pisał do ciebie listy z głupimy wierszykami by cię pocieszyć? Kto?- opowiedziałam beznamiętnie. -Będę iść do swojego pokoju.- stwierdziłam po pewnym czasie. Wstałam z krzesła. Zaczęłam kierować się w kierunku drzwi.

-[Imię]

Ciel x Reader // Stare RanyOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz