Postanowiłam, że nie będę opisywać samej walki z gigantami, bo wyglądała ona bardzo podobnie jak w książce. Od razu przeskoczę do końca, do spotkanie z bogami po przebudzeniu Gai. Wiele rzeczy też skrócę, streszczę, bo nie chcę przepisywać książki XD
Kalipso
Zdążyła zapomnieć, jak bardzo nienawidziła wojen. Była cała w sadzy, czuła się słaba. Użyła zbyt wiele magii jak na swoje śmiertelne ciało. Opierała się o Leona, który przytrzymywał ją, równie zmęczony i ubrudzony. Nawet magiczne ubrania nie pomogły. Przez całą bitwę była razem z Leonem i Hefajstosem na statku, skąd rzucała zaklęcia i pomagała tej dwójce.
A teraz się bała. Bała się gniewu Olimpijczyków. Czuła na sobie ich zagniewany wzrok. Najchętniej schowałaby się za Leonem i nigdy już się nie pokazywała. Ale nie mogła. Bo to jeszcze nie koniec. Wciąż była mu potrzebna. Musieli dokończyć sprawę.
– Ty.... – syknął Zeus, ciskając na nią gromy, na razie, tylko z oczu. – Co ty tutaj robisz?!
Skuliła się od jego wrzasku. Wiedziała, że nie powinna okazywać słabości, ale wciąż pamiętała ból i upokorzenie, jakich doznała za pierwszym razem, gdy ją ukarali.
– Ojcze... – zaczął Jason, robiąc krok do przodu. – Posłuchaj...
– Kto wypuścił tę tytankę?! – krzyknął, puszczając mimo uszu słowa swojego syna.
Zaległa cisza. Artemis i Apollo stali na uboczu, Ares obejmował ramieniem zakłopotanego Franka, Hermes wydawał się być bardzo zdenerwowany, Afrodyta położyła dłoń na ramieniu Piper; właśnie skończyła szeptać jej coś na ucho. Reszta bogów zamarła. Tak samo herosi.
Leo zamierzał już walczyć, cały się spiął, patrząc bez strachu w twarz króla bogów. Kalipso mocno ściskała jego dłoń; cała zbladła.
– Ja – powiedział, zaskakując wszystkich, Percy, stając przed Leonem i Kalipso.
Posejdon wyglądał tak, jakby nie wiedział, czy udusić syna, czy pochwalić go za lojalność. Na razie rozsądnie zachował milczenie.
Zeus zdębiał.
– Co...? Ty masz czelność... Jak śmiesz... – zaczął, jednak nie był w stanie skończyć zdania.
– On ma rację, panie – rzekła jak zwykle opanowana Atena. – Kilka lat temu przysięgliśmy, a właściwie ty przysiągłeś, że uwolnisz tę dziewczynę i innych dobrych tytanów.
– Ale... – Zeus zasępił się. – Może tak było, jednak...
– Proszę, ojcze. Zostawmy to teraz. Gaja się przebudziła, pamiętasz? – rzekł Hermes, wstawiając się za Kalipso, której posłał słaby uśmiech.
Dziewczynie, której serce zamarło, zrobiło się odrobinę raźniej. Może nie odeślą jej na wyspę?
– Zresztą jest teraz śmiertelniczką. Nasze sprawy nie powinny jej dotyczyć – zaznaczyła Atena, mrużąc powieki.
Kalipso cieszyła się, że miała Leona u boku, inaczej dawno zrobiłaby już jakąś awanturę albo padła ze strachu.
Rozmowa toczyła się dalej, głównie mówił Jason – o swoich planach związanych z oddawaniem czci bogom – także Apollo został odesłany z zapewnieniem, że Zeus go ukarze; bogowie, dowiedziawszy się o Alli, powiedzieli, że na jakiś czas mogą się nią zaopiekować – zostanie z nimi na Olimpie, gdzie po wszystkim będą mogli ją odebrać. Percy wściekał się na swój krwotok z nosa i kłócił, że to wcale nie jego wina, że Gaja się przebudziła, choć... tak odrobinę to jednak była jego wina. Na końcu ustalili, że Zesus da im klapsa.
CZYTASZ
Run again
FanfictionLeo obiecał sobie, że więcej tego nie zrobi... ale oni tak bardzo go zranili. Ucieka - ten ostatni raz. Wyrusza w samotną podróż, by zmierzyć się z boginią Gają. Ale... czy do końca samotną? Czy uda mu się dotrzeć do Aten? Czy odkryje swoje przeznac...
