Nie powinienem był tego robić.
Nie powinienem tego robić.
Dlaczego ciągle to robię?
Nie mogę przestać. Nie chcę.
Josh czuł lekki niepokój zmieszany z ulgą, kiedy sięgnął po kolejnego shota. Alkohol spowodował, że w jego gardle wybuchł mały pożar, przez co trochę się skrzywił.
Rozejrzał się wokół, zauważając różnych ludzi, w różny sposób wprowadzających do swojego organizmu różne substancje. Poczuł uścisk w żołądku, jednak nie mógł pozbyć się myśli, że chciałby do nich dołączyć.
Gapił się na dziewczynę, która paliła blanta obok jakiś dwóch innych osób. Chciał zapalić. Bardzo.
Josh przeklął i potrząsnął głową, wplątując palce w swoje loki. Nie mógł tego zrobić. Nie. Znów wylądowałby w szpitalu.
Ale czy to naprawdę miało jakieś znaczenie? Brendon przecież wyraził się jasno, Josh zasługuje na śmierć.
Włącz piosenkę.
Paracetamol - Declan McKenna.Pierdolę to.
Josh odepchnął się od blatu i podszedł do dziewczyny od blanta.
- Chcesz się podzielić? - wybełkotał, na co uniosła wzrok. Kreski pod jej oczami były rozmazane, na czole widoczne były koraliki potu. Jej makijaż wyglądał jakby namalowała go gównem a włosy przypomniały tęczowe ptasie gniazdo, ale czego można oczekiwać od ludzi w takim miejscu? Wszyscy byli tacy sami.
A on był taki jak oni.
Dziewczyna przytaknęła i podała mu, a chłopak z wdzięcznością podziękował. Wciągnął dym, który po kilku chwilach powoli wypuścił.
Nie powinienem tego robić.
- Wiesz, lepiej dla ciebie, jeśli przestaniesz, zanim będziesz w takim bagnie jak reszta z nas - powiedziała dosadnie, a Josh posłał jej zmieszane spojrzenie.
Westchnęła, odbierając mu blanta.
- Jesteś jeszcze młody. Nie marnuj tu swojego życia.
Josh skrzywił się, wstając.
- Dlaczego miałbym cię posłuchać? - rzucił. - Ty właśnie to robisz.
Nie zareagowała. Posłuchała, czego miał do powiedzenia, a po chwili sama się odezwała.
- Mam 35 lat i jestem uzależniona od heroiny. Dla mnie nie ma już szansy. Ale ty, ty jeszcze możesz się wycofać.
Josh tylko przewrócił oczami.
- Siedzę w tym za głęboko. Nie mogłem wytrzymać nawet dwóch dni bez dotknięcia papierosa.
Kobieta zmrużyła oczy oraz uniosła lekko ręce. Jej rękawy powędrowały w dół, a Josh ujrzał dziesiątki długich blizn i dziurek. Głośno przełknął gulę w gardle.
- Gdy byłam w twoim wieku, robiłam to samo co ty - wyznała. - Zadawałam się z nieodpowiednimi ludźmi i wciągnęło mnie to. Pewnie twoja historia jest inna, ale...
Josh spojrzał na swoje dłonie, które niebezpiecznie się trzęsły. Zacisnął je w pięści i wepchnął do kieszeni. Uniósł wzrok z powrotem na kobietę, która posłała mu surowe spojrzenie.
- Mówiono mi te same rzeczy, o których mówię tobie teraz. Ale nie słuchałam. I cóż, lądowałam w szpitalu więcej niż trzy razy. Straciłam pracę, rodzina odwróciła się ode mnie, nie mam przyjaciół. Ani partnera. Mieszkam w jakimś gównianym mieszkanku bez ciepłej wody. Uwierz, nie chcesz tak skończyć.
Josh wciągnął niespokojny oddech, zwilżając spierzchnięte usta.
- J-ja...
- Jestem pewna, że masz ludzi, którym na tobie zależy - powiedziała, chwytając chłopaka za ramię. - I wiem, że oni chcą, żeby zależało ci na samym sobie. Więc proszę cię, zadbaj o to. Dla nich. A przede wszystkim, dla siebie.
Josh przeczesał dłonią swoje loki. Nawet nie zdawał sobie sprawy, że płakał, dopóki nie poczuł ciepłych łez na nadgarstku i nie dającej mu spokoju guli w gardle.
- Moją siostrę - wyszeptał, w końcu spotykając jej spojrzenie. - Rodziców. I chłopaka, którego kocham.
Uśmiechnęła się słabo.
- Masz dla kogo być lepszy. Idź na odwyk. Będziesz miał wrażenie, że przez terapię wariujesz, ale to nie prawda. To serio ci pomoże.
Josh wydał z siebie cichy szloch, co go autentycznie zszokowało. Nienawidził płakać przy ludziach. I zazwyczaj tego nie robił.
- Tyler pewnie mnie nienawidzi - jęknął. - Przestraszyłem go. Zostawiłem go przerażonego na jebanym parkingu. Przeze mnie płakał. Jezu, jestem okropny.
- Jeśli cię kocha - powiedziała - pomoże ci. Nie będzie zły. Wysłucha, co masz mu do powiedzenia.
Josh przytaknął.
- D-dziękuję.
Uśmiechnęła się.
- Nie ma za co. A teraz idź zrobić coś dobrego.
Ponownie kiwnął głową i uściskał kobietę, zanim odszedł szybkim krokiem. Wyszedł na dwór, szukając swojego samochodu.
Wiedział, że nie może jechać w takim stanie. Zostawił więc auto, w myślach notując, że musi rano je odebrać. W tamtej chwili Tyler był jego jedynym priorytetem.
Wyjął telefon i wybrał numer chłopaka. Odebrał szybciej, niż Josh by się tego spodziewał, przez co jego serce zrobiło fikołka.
- Josh? Josh, czy to ty? Gdzie jesteś? - zapytał zmartwionym głosem.
- Wszystko dobrze, kochanie. Wracam do domu.
- Powiedz mi, gdzie jesteś. Przyjadę po ciebie - zaproponował Tyler, a Josh usłyszał trzask drzwi.
- Tyler, dokąd idziesz? - zawołał głos w tle, a na ustach Josha pojawił się mały uśmiech, gdy usłyszał odpowiedź Tylera.
- To bardzo ważne! Niedługo wrócę! Kocham cię - powiedział, a wtedy kolejne drzwi zostały głośno zamknięte. Wiatr zahuczał, a Josh cicho westchnął, siadając przed jakimś sklepem.
- Jestem obok Rodney's Records - odrzekł, a Tyler wszedł do auta.
- Zaraz będę. Czekaj tam na mnie. Proszę cię, nigdzie się nie ruszaj.
Po tych słowach Joseph rozłączył się, by skoncentrować się na jeździe.
Josh oparł się o tył ławki i odchylił głowę do tyłu, zamykając oczy. Prawie zasnął w oczekiwaniu na przyjazd chłopaka.
Minęło dobre piętnaście minut, a Tyler zaparkował przed sklepem. Wyskoczył z samochodu i podbiegł do ciemnowłosego, zimnymi palcami delikatnie dotykając jego szyi.
- Josh? - szepnął, a jego oczy powoli się otworzyły. Mrugnął leniwie, a spomiędzy jego powiek wypłynęło kilka łez.
- Tak bardzo cię przepraszam - powiedział, po czym umieścił swoją dłoń na policzku Tylera i delikatnie go potarł. Czuł się okropnie przez to, co wcześniej zrobił.
- Wszystko dobrze - zapewnił chłopak.
Josh pociągnął nosem, zanim cicho się odezwał. Jego głos był przepełniony emocjami, których nie był w stanie dłużej ukrywać.
- Kocham cię.

CZYTASZ
facedown | joshler
FanfictionJosh Dun idealnie wpasowuje się w stereotyp imprezowicza po przejściach. Ze swoim złym nastawieniem i przekrwionymi oczami jest całkiem oczywisty. Jednak część z nieciekawą przeszłością... to coś, o co nikt nigdy by go nie posądził i czego nikt by s...