2. has

1.4K 129 8
                                        

Z przyjemnego snu wybudził go rudy kot, który łasił się bezlitośnie, chcąc uzyskać trochę uwagi, niezależnie od godziny. Zmęczony, skacowany Jimin otworzył niechętnie oczy, sięgając leniwie po telefon leżący na podłodze.

- jest cholernie za wcześnie- odparł do zwierzaka leżącego na klatce piersiowej, liżącego co chwilę jego policzek.

Szczerze powiedziawszy nie wiedział, jak znalazł się w domu. Zapewne wykorzystał resztki sił i zadzwonił po jedną z zaufanych taksówek, która w noce takie jak tamta zawsze zgadzała się odwieźć pijanego Jimina do domu.
W pewnym momencie usłyszał donośne burczenie w brzuchu, więc nie zwlekając dłużej przeturlał się z łóżka na zimną podłogę i dając sobie parę chwil na rozbudzenie wstał, podążając do małej kuchni. Jej wygląd nie przypominał hollywoodzkiej jadalni, raczej skromne, lecz niekoniecznie paskudne pomieszczenie. Szperając po szafkach zauważył, że wszystkie możliwe płatki się pokończyły, a lodówka świeciła pustkami. Nie przypominał sobie, kiedy ostatnio robił zakupy...

Wzdychnął ciężko, przetarł zmęczone oczy i skierował się do przedsionka, w którym leżała niedbale jego bluza, a w niej portfel. Miał szczerą nadzieję, że te szmaciska nie postanowiły znów wykorzystać jego nieuwagi i perfidnie zanurzyć łapska w sakiewce, ale zauważając zaledwie parę monet stracił wszelakie nadzieje. Pomyślał nawet o zakupie nowych proszków, bo malutki woreczek z białą substancją również magicznie zniknął z kieszeni jego spodni, które tamtej nocy miał założone, a szkoda, bo są dość drogie, a Jimin ostatnio nie może bez nich opanować nerwów.

Okolica pachniała wiosną, która powoli budziła się do życia. Soczyście zielone liście przyozdabiały korony drzew, a różnorodne bratki czy tulipany prezentowały się dumnie na tle lasu. W zasadzie Jimin sam nie wiedział, co to za kwiaty, ale nie mógł skłamać i powiedzieć, że są brzydkie czy coś. Wiatr rozwiewał włosy, których nawet nie przeczesał palcami w celu jakiegoś ułożenia, a dostrzegając cel, do jakiego zmierzał, ucieszony przyspieszył kroku, chcąc być już w jego wnętrzu.

Rzucając niedbale "dzień dobry" podszedł do jednej z półek z gotowymi kanapkami i spakował kilka do koszyka. Wędrował leniwie po budynku, wsadzając co jakiś czas podstawowe produkty, które kupował zawsze, gdy planował rozpocząć "nowe życie".

Tak. Park Jimin kończył w podobny sposób średnio kilka razy w miesiącu. Alkohol pozwalał mu odetchnąć, rozluźnić się i oddalić od wszelakich zmartwień, jakie niosły ze sobą jego zabawy w domu towarzyskim jak i poza nim. Nie chciał takiego życia, brzydził się swoimi poczynaniami, ale nie potrafił inaczej. Po prostu nie mógł.

Przerażała go wizja życia bez seksu.

Nie potrafił już kontrolować tak jak wcześniej swojego pragnienia, występowało one o wiele częściej i ze zdwojoną siłą, zwłaszcza po zażyciu narkotyków po które czasami sięgał, dlatego nie ośmielał się sam sobie sprzeciwiać. Ich też już powoli nie potrafił odstawić, zupełnie jakby jakaś niewidzialna siła trzymała uparcie ręke na wodzy, nie pozwalając odetchnąć.

Podrygiwał niespokojnie, gdy zaspana kasjerka powolnie kasowała po kolei przedmioty. Pragnął zaszyć się w swoich czterech ścianach i zabawić się jakoś w pojedynkę, bo głód znów dawał się we znaki.

Nie chciał wykorzystywać ludzi. Brzydził się brakiem emocji, mimo iż sam nie potrafił ich okazywać.

Potrzebował po prostu pomocy.

;-;

Jimin przeglądał w internecie różne spotkania oraz szpitale odwykowe, które wyleczyłyby jego chorą fascynacje seksem. Sztuczne światło monitora odbijało się o bladą twarz bruneta, który leżał na wygniecionej pierzynie, z resztkami spermy na brzuchu. Z początku świetnie radził sobie sam, jednak ostatecznie zadzwonił po jednego ze swoich "partnerów", którzy tak jak i on nie gardzili intymnymi zabawami.

Trochę im zajęło dojście do porozumienia, bowiem Park był zbyt sfrustrowany i spragniony, aby mieć czas na rozmowy. Przecież wiadomym jest, że nie zaprosił go na pogaduszki.

Grupowe spotkanie terapeutyczne- przeczytał na głos, klikając w wybrany link. Upewniwszy się, że organizatorzy nie są ci sami co na poprzednich spotkaniach, na które uczęszczał, zagłębił się w szczegóły. Nie to, żeby się wstydził, po prostu nie chciał pokazywać, że sobie nie radzi. Dla niego nieprzyjście na kolejną wizytę oznaczało zakończenie problemu, toteż nie chciał dawać komuś niepotrzebną satysfakcję z jego nieszczęścia (mimo, że to nie była żadna rywalizacja).

Park po prostu już taki był.

Wykonawszy telefon do organizatora, rozpoczął troche dłużącą się rozmowę, w której musiał się oczywiście przedstawić, jak i opowiedzieć o swoim problemie. Okazało się bowiem, że nie jest to spotkanie dla osób uzależnionych od seksu, ale dla wszystkich, którzy czują problem i chcieliby się nim podzielić.

Przekręciwszy się na łóżku, Jimin zwątpił, rozmyślając plan wycofania. Panika przejęła kontrolę nad jego ciałem, przecież jeżeli będą tam rozwydrzone nastolatki płaczące, że mama nie akceptuje ich stylu bycia, Park zapadnie się pod ziemie!

- Proszę się o nic nie martwić, to naprawdę miłe i pomocne spotkanie, na którym nikt nikogo nie ocenia. Gwarantujemy dyskretność, jak i pomoc, musi pan tylko tego chcieć, wszystko w pana rękach. To jak?

Chwila rozmyślań, która ciągnęła się w nieskończoność. Nie lubił takich spotkań, zawsze przychodziły jakieś świry, ale z niewiadomych powodów nie poddawał się i szukał czegoś dla siebie. Moż-

- Halo?

- Tak?- odpowiedział głupkowato, jakby nie dosłyszając pytania.

- Zdecydował się Pan?- zapytał cierpliwie, zmuszając Jimina do ostatecznej, spontanicznej decyzji.

- Um... T-tak, ja przyjdę. Czwartek, godzina szesnasta, zapamiętam.

403 Drug Restaurant || YoonminOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz